Marudzenie – blog popkulturowy

Piszemy o popkulturze – grach, filmach, książkach i muzyce

Baner GRY RECENZJA

Don’t Starve: Giant Edition (PS4|XBOXONE)

ON:

„Don’t Starve” zawitało na komputery osobiste w 2013 roku. Niewielki tytuł skupiający się na przetrwaniu w dziczy, który okraszony był rysowaną, burtonowską grafiką, podbił serca graczy. Za tytułem stoi Klei Entertainment, które ma na swoim koncie kilka innych naprawdę udanych produkcji między innymi „Shanka”, czy klimatyczne „Mark of the Ninja”. Teraz „Don’t Starve” zostało poszerzone o DLC i w pakiecie pojawiło się na konsole nowej generacji pod tytułem „Don’t Starve: Giant Edition”.

Gra studia Klei to dość nietypowa produkcja survivalowa, która czerpie pewne pomysły z innych tytułów, ale sama także wnosi wiele nowego do tego nietypowego gatunku. Graficznie porównałbym ją do „DeathSpank”. No, może jest trochę mniej „kartonowa”.

dontstarve marudzenie

Wcielamy się w postać samotnego naukowca o imieniu Wilson, później także w inne odblokowane przez nas postacie. Nasz bohater w magiczny sposób zostaje przeniesiony do nieprzyjaznej krainy, w której musi przetrwać kolejne dni i noce. To my, wcielając się w Wilosna, musimy pomóc przeżyć tę niesamowitą przygodę. Możemy za pomocą jego rąk zbierać zapasy, wytwarzać narzędzia, budować maszyny. Otaczająca nas przyroda nie tylko może pomóc nam przetrwać, ale także może nas zabić. Zajączki i ptaszki są naszym głównym i pierwszym pożywieniem, oczywiście nie licząć jagód oraz marchewki. Pszczoły mogą nas boleśnie pożądlić, gdy zechcemy się im dobrać do zapasów miodu, a deszcz skutecznie nas przemoczy i ostudzi nasz zapał. Początki mogą być trudne. Szybko trzeba bowiem zrobić pierwsze narzędzia – siekierę i kilof, a także rozpalić ognisko. Bez nich staniemy się pokarmem stworzeń, które pojawiają się po zmroku. Jest tego cholerstwa trochę. Pająki, jakieś dziwne stwory na dwóch łapach, coś, co przypomina skrzyżowanie psa z dzikiem i wiele, wiele innych.

don't starve marudzenie recenzja

Gdy przetrwamy kilka pierwszych dni, zaczynamy łapać zasady, które rządzą tym światem. Wiemy gdzie szukać potrzebnych nam składników, które z narzędzi stają się dla nas najważniejsze w tym właśnie momencie i tak dalej. Podstawą jest gromadzenie zasobów i ich umiejętne rozdysponowanie. Trochę działa to jak w grze „Minecraft”. Kolejne znalezione rzeczy mogą nas ochronić przed nadchodzącymi katastrofami i niebezpieczeństwami.

„Don’t Starve: Giant Edition” potrafi dać ogromne ilości zabawy, ale może też zdenerwować i frustrować. Zginąć można szybko – czasami aż za bardzo. Jeśli ktoś się podda, to już raczej nie wróci do tego tytułu. Warto jednak dać mu szansę, bo to naprawdę dobra, choć wymagająca gra.