Marudzenie – blog popkulturowy

Piszemy o popkulturze – grach, filmach, książkach i muzyce

Fajbus. 997 przypadków z życia - recenzja
KSIĄŻKI

Fajbus. 997 przypadków z życia – recenzja

Fajbus. 997 przypadków z życia - recenzja

Fajbus. 997 przypadków z życia – recenzja

Mam takie wspomnienie z dzieciństwa, kiedy to mama uznała, że chyba jestem wystarczająco dojrzała, że mogę oglądać „Z Archiwum X” i „Magazyn kryminalny 997”.

Program, który widziały miliony

Mama oczywiście nie wiedziała, że ja już dawno byłam zapoznana z brutalnością na ekranie, bo „Pulp Fiction” obejrzałam o dużo za wcześnie…

No ale ok.

Michał Fajbusiewicz stworzył program nie do podrobienia. On sam – bardzo charakterystyczny, charyzmatyczny, zachwycał mnie i robi to do dziś – swoim podejściem do pracy. Profesjonalista, jakich ciągle za mało w dziennikarskim świecie.

Życie to nie bajka

Sprawy, którymi jego ekipa się zajmowała, były brzydkie, brutalne, dziwne. Niewyjaśnione przypadki, zaginięcia, morderstwa. A w tym wszystkim Fajbus – człowiek, który nawet babrając się w tak beznadziejnej tematyce, miał i ma nadal pewną radość z życia, taką serdeczną pogodę ducha, której niejedna osoba może mu zazdrościć.

Magda Omilianowicz wraz z Michałem Fajbusiewiczem stworzyli bardzo ciekawy wywiad, w którym treści dosłownie przerażające, okrutne, pozbawiające złudzeń, że na świecie może być kiedykolwiek dobrze, łączą się z inteligentnym poczuciem humoru, z zaskakującymi zwrotami akcji, zabawnymi – w tej całej makabrze – historiami.

Nie można o tym człowieku mówić inaczej, jak z podziwem. Stanął na świeczniku, grzebiąc w brudach, za które nikt nie chciał się brać. Ryzykował? Owszem. I po co? Z powodu prawdy? Kasy? Nie wiem, ale ja – niezależnie od honorarium – nie brałabym się za taką robotę, nawet w formie asystentki przynoszącej kawę.

Fajbus. 997 przypadków z życia – recenzja. Program od drugiej strony

W książce opowiada o kulisach tej pracy. O tym jak powstał program, którego oglądały miliony Polaków. Wspomina o odpowiedzialności, śmierci i niewyjaśnionych sprawach. O tych najtrudniejszych…

Wywiad jest świetny. Czyta się go lekko, przyjemnie – o ile tego słowa można użyć w kontekście fabuły – to tak. Ale rzecz, która mnie ujęła, to taka normalność. Wiecie. Ja wstaję, zerkam do kalendarza, szykuję testy, a on? Wstaje i zaczyna ze swoją ekipą szukać skrawka odcisku palca, buta, włosa… by poznać prawdę. I, jak łatwo się domyśleć – ta prawda będzie okrutna.

Jaja ze stali.