mad riders recenzja

„Mad Riders” to zręcznościowe wyścigi, które wyszły spod ręki Techlandu, a sygnowane są logo Ubisoftu. Można powiedzieć, że to zbiór dodatkowych tras do Nail’d. Założenie jest bowiem podobne: dosiadamy quada i jak szaleni gnamy przez kolejne zakręcone i niebezpieczne trasy. Chociaż gra ma już swoje lata, to nadal warto poświęcić jej trochę czasu. Mad Riders – recenzja

O „Mad Riders” piszę dopiero teraz, bo kilka dni temu udało mi się w końcu ogarnąć dwa ostatnie osiągnięcia. Zdobyłem bowiem wszystkie złote gwiazdki (po trzy na trasę) oraz zdobyłem 15 level swoim zawodnikiem. Zacznijmy jednak od początku. Tytuł ten dostępny jest na rynku Live, pojawiła się też wersja na Steamie oraz konsoli PS3. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że ta dająca kilka dobrych godzin zabawy gra kosztuje niewiele więcej niż 30 zł. Właśnie połączenie ceny oraz wizja zabawy przekonały mnie w 2012 roku do zakupu. Nie żałuję.

Mad Riders - recenzja

Zabawę możemy rozpocząć samodzielnie, grając w tryb zawodów lub połączyć się online z graczami i pościgać po sieci. W tej drugiej opcji dostępne są rankingi itd., ale dla mnie nie było to jakoś szczególnie ważne. Po tym, jak zdobyłem potrzebne osiągnięcia, nie wracałem do gry z żywym przeciwnikiem. Skupiłem się na „singlu”. Kariera składa się z ponad 40 tras, do wyboru są zwykłe wyścigi, rajdy kaskaderskie, trasy czasowe, rywalizacje z „duchem” oraz areny. Jeśli pierwszego trybu nie trzeba tłumaczyć, to o kolejnych warto skrobnąć kilka zdań.

Wyścig kaskaderski to normalne zawody, ale dodatkowo podczas jazdy musimy wykonywać tricki, które są punktowane. Wygrywa ten, kto zdobędzie ich najwięcej i dojedzie w pierwszej trójce. Trasy czasowe wymagają od nas niezłej zręczności, gdyż aby zdobyć najwyższą ilość gwiazdek, czyli coś na kształt złota, musimy zmieścić się w limicie ustalonym przez twórców. Warto zwrócić uwagę na to, żeby wybierać drogę, która nie wymaga skoków i tricków, bo tracimy przez to cenne sekundy. Trasa z duchem wymaga pokonania ghosta, który jedzie wraz z nami, na arenie zaś ścigamy się od punktu do punktu, a wygrywa ten, kto pierwszy ogarnie wszystkie i przekroczy linię mety.

„Mad Riders” to typowe arcade’owe wyścigi. Model jazdy nie jest realistyczny, fizyka także nie jest podobna do tej, jaką znamy ze szkolnych lekcji. Ma być zabawnie, rozrywkowo i tak właśnie jest. Gdy wypadniemy z trasy, szybko na nią wracamy. Nasz pojazd nigdy się nie niszczy, dodatkowe „turbo” rozmywa obraz, a my mkniemy z ogromną prędkością. Czego chcieć więcej? Pod względem grafiki widać, że ta gra ma już swoje lata, ale nadal nie wygląda ona źle. Naprawdę, za wspomniane 30 zł warto w nią zainwestować, szczególnie jeśli lubimy arcade’owe ścigałki.

Mad Riders – recenzja