ONA:
Ten film miał być komedią. Tak przynajmniej go zaklasyfikowano. Okazało się, że w fabule są może ze 2, dosyć suchawe żarty, a na mnie czekała bardzo gorzka przeprawa po świecie emigrantów. Umęczyłam się straszliwie, chociaż sama produkcja nie jest zła. Jest strasznie nudna, ale nie można jej odmówić fajnego wykonania oraz tego, że daje do myślenia.
Z emigrantami bywa różnie, jak to z każdą grupą społeczną. Jedni, chcąc wyrwać się z rodzimego piekła, pragną po prostu lepszego życia dla siebie i rodziny. Chcą pracować, chcą płacić podatki, chcą stworzyć dom w nowym kraju. Inni – mają to wszystko w dupie. Ssą więc nowe państwo do utraty tchu, bazując na prawach i wykorzystując wszystkie możliwe przywileje. Nie chcę oceniać nikogo – mogłabym po prostu obrazić niepotrzebnie kilka milionów osób, a poza tym to blog z recenzjami, a nie opiniami społeczno-politycznymi. Każdy kij ma dwa końce. Dziś historia o mężczyźnie, który za wszelką cenę chciał mieć możliwość życia w nowym państwie, we Francji.
Samba (Omar Sy) to emigrant z Senegalu. Pragnie osiąść w kraju nad Sekwaną, ale nie będzie to wcale takie proste. To państwo puchnie wręcz od napływającej ludności, a większość z nich przebywa tam nielegalnie. Samba pracuje, stara się jak może, ale i tak grozi mu deportacja. I wtedy poznaje Alice (Charlotte Gainsbourg). Kobieta jest wolontariuszką, pomagającą osobom takim jak Samba. A zajmuje się tym, bo to element jej terapii. Kobieta jest wypalona zawodowo, a co za tym poszło – również społecznie. Została sama, znajomi i rodzina się odsunęli od niej. Teraz, będąc na urlopie zdrowotnym, musi wrócić na właściwe tory. Poznanie Samby bardzo jej w tym pomoże.
Dziewczyna, która wprowadzała Alice w tajniki wolontariatu, ciągle jej powtarzała, by ta się nie angażowała, bo gdy przyjdzie czas na deportację, będzie bardzo cierpieć. Jednak los bywa zaskakujący. Drogi Alice i Samby krzyżują się wielokrotnie… Coś wisi w powietrzu. Czy to uczucie?
Ciężko się ten film ogląda. Jest bardzo smutny, chociaż ten smutek wynika przede wszystkim z refleksji. Podejrzewam, że gdyby nie prosty chwyt marketingowy, na który dałam się nabrać, to w życiu bym się nie zdecydowała na seans. Tymczasem obejrzałam, łapiąc coraz większą zwiechę. Film nie jest zły, fabuła oraz aktorzy również. Ale to dzieło, które burzy jakąś tam utartą opinię. Przestaje być po nim komfortowo, bo nic nie okazuje się oczywiste. Nie wszyscy emigranci są tymi „ssaczami”. Ale wszystkim jest trudno.
ON:
Albo mam wypaczone poczucie humoru, albo polski dystrybutor znów mnie oszukał. Wszystko przez „Sambę” w reżyserii Oliviera Nakache i Erica Toledano. Wszędzie reklamuje się ten film jako wyjątkową francuską komedię. Komedia, jako gatunek, wygląda inaczej – jest po prostu śmieszna. W przypadku „Samby” trzeba się mocno wysilić, aby zaśmiać się chociaż odrobinkę. Jeśli rozpatrzymy to dzieło w kategorii europejskiego dramatu o uchodźcach, to potrafi się ono obronić. Jednak nie jest to na tyle mocne kino, że chcemy do niego wracać.
Samba Cisse (Omar Sy) pochodzi z Senegalu. Od kilku lat przebywa we Francji, pracuje tutaj nielegalnie, a kima w mieszkaniu swojego wujka. Pieniądze, które zarabia, przesyła do rodziny, a sam żyje za resztę, którą oszczędnie zażąda. Niestety, traf chce, że zostaje złapany i otrzymuje nakaz opuszczenia kraju. Gdy przebywa w ośrodku dla uchodźców odwiedzają go dwie kobiety – wolontariuszki, pracownice ośrodka pomocy, które pomagają takim osobom jak on. Jedną z nich jest Alice (Charlotte Gainsbourg), a drugą Manu (Izia Higelin). Alice ma pewien problem zawodowy. Jej wypalenie spowodowało, że zupełnie odstawiła na jakiś czas korporację i zaciągnęła się jako wolontariuszka. Tutaj wydaje jej się, że robić coś, co będzie docenione, że naprawdę pomaga ludziom i w ten sposób zapomni o dotychczasowej traumie.
Losy Samby oraz Alice przeplatają się. Kobieta daje mężczyźnie duży kredyt zaufania i pomaga mu w ciężkich chwilach. Jest wsparciem, którego osoba taka jak on potrzebuje. Dzięki temu wie, że gdy coś się dzieje, gdy trzeba supportu, to może zawsze zadzwonić do niej. Oczywiście jest to jawnym złamaniem zasady „nie angażowania się”. Jawne postawienie się regulaminowi doprowadza do zacieśnienia się więzów, jakie ich łączą. Serce samby bije szybciej przy Alice, a i ona leżąc samotnie w swoim mieszkaniu często wraca myślami do mężczyzny. Tylko czy coś z tego może się udać, czy ciemnoskóry uchodźca ma szansę związać się z tą kobietą?
„Samba” to film nakręcony bardzo oszczędnie. Jest spokojny, nie ma w nim fajerwerków, ani ogromnej obsady. To historia tocząca się na boku, w miejscu, o którym często chcemy zapomnieć. Dzieło to idealnie wpasowuje się we francuskie klimaty. W tym kraju ilość obcokrajowców jest dość pokaźna i czasem są oni uciążliwi dla rdzennych mieszkańców kraju. To także próba zerwania z pewnym stereotypem, że pracujący na czarno emigrant to złodziej, morderca i brudas.
Film zmuszający do przemyśleń.
