Zanim zaczniemy pisać dzisiejsze recenzje, pragniemy z Wami podzielić się pewnym sukcesem. Marudzenie dziś kończy 3 lata. Trudno nam w to uwierzyć, że to już tyle czasu za nami, ale to prawda. Trzy pełne lata… Dziękujemy Wam wszystkim za obecność i dobre słowa. Mamy nadzieję, że wystarczy nam zapału i energii oraz pomysłów, by świętować kolejne rocznice. Tymczasem Was zapraszamy do udziału w rozdaniu, właśnie z okazji urodzin, w którym można zdobyć m.in. nasz kubek, no i oczywiście – czas na recenzję!
ONA:
Taaaak… Po tej ciężkiej i smutnej „Sambie”, omyłkowo zaklasyfikowanej do komedii, chcieliśmy odmóżdżyć się przy czymś, co faktycznie miało być śmieszne i absolutnie dalekie od zmuszania nas do myślenia. No i wylądowaliśmy z czarną opowieścią o chorobie psychicznej, w której główne role należą do gadających zwierząt i głów kobiet.
Marjane Satrapi zadebiutowała w krainie anglojęzycznych filmów z tak zwanym „pierdolnięciem”. Znam tylko jeden film, z twórczości tej pani i jest on równie dobry, co „Głosy”, chociaż o zupełnie czym innym. To „Persepolis” – genialna opowieść o dziwnych czasach. Jednak wspomniane już „The Voices” zupełnie nie przypominają tamtej czarno-białej animacji. Tu kolorów jest mnóstwo.
Jerry (Ryan Reynolds) to młody facet, który bardzo chciałby żyć jak inni – po prostu. Niestety, koleś ma schizofrenię i nie jest to wcale takie proste. Abstrahując od wizyt u lekarza, tabletek oraz tego, że mając taką chorobę nie jest zbyt łatwo się socjalizować, Jerry ma właściwie tylko 2 przyjaciół. Tylko? Tak, tylko, bowiem żaden z nich nie należy do gatunku ludzkiego. Jerry przyjaźni się ze swoim psem i kotem, z którymi do tego wszystkiego rozmawia. Ale stara się chłopak jak może. Właśnie dostał pracę w fabryce. Nawet go chwalą. Nawet go poprosili o organizację integracyjnej imprezy. Jerry poczuł, że jest ważny. I wpadła mu w oko dziewczyna z biura – piękna Fiona (Gemma Arterton). Nawet zaprosił ją na kolację, ale ona go wystawiła… Tylko karma czasami kpi z ludzi i to właśnie od Jerry’ego dziewczyna otrzymuje pomoc… Szkoda tylko, że na skutek durnego zbiegu okoliczności – on ją zabija. Przypadkiem Fiona nadziewa się na nóż… Spanikowany mężczyzna, nie mając za bardzo pomysłu co z nią zrobić, postanawia zabrać ją do swojego domu. Tam, razem z przyjaciółmi, a przypominam – Jerry kumpluje się z kotem i psem, próbują dojść do tego co zrobić… Poćwiartowanie kobiety i upchnięcie jej części w pudełkach chyba jest najmniej rozsądnym pomysłem, ale tak właśnie nasz bohater robi. Głowę zostawia sobie w całości. Umieszcza ją w lodówce. A po czasie ta głowa zaczyna mówić. I domaga się towarzystwa!
„Głosy” to komedia ciężka jak stalowe drzwi. Czarna jak dupa diabła. Durna, jak przeciętny gimbazjalista. Ale przy tym jest tak zajebista, że głowa mała. Oglądając ją miałam wrażenie, że już nic nie jest w stanie mnie zaskoczyć, a jednak! Poza tym, ten film jest przeobrzydliwy, co w połączeniu z idylliczną scenerią, wypełnioną różowymi wózkami widłowymi, tworzy zabójczą kombinację. Finał tej opowieści dopełnia to wszystko. „Głosy” są prawdziwą jazdą bez trzymanki i mimo niepozornej fabuły, to jedna z tych produkcji, którą warto obejrzeć.
ON:
„Głosy” dość przypadkowo pojawiły się na liście naszych filmów do obejrzenia. W końcu udało się i mam dziwne wrażenie, że nie do końca wiem jaki cel chciał osiągnąć scenarzysta, znany większości z seriali – Michael R. Perry, a jeszcze bardziej dziwi mnie obecność na krześle reżysera Marjane Satrapi, która przecież kojarzy się tylko z „Persepolis” i „Kurczakiem ze śliwkami”. Zadaję sobie pytanie co się stało, że ta artystka zabiera się za psychodeliczną, bardzo czarną komedię o mordercy i jego zwierzakach.
Poznajcie Jerry’ego – młodego przystojniaka, pracującego w fabryce produkującej wanny i inne wynalazki. Jerry jest trochę roztrzepany, trochę dziwny i ma obsesję na punkcie Fiony. To dziewczyna z księgowości. Właściwie w księgowości pracują trzy dziewczyny, z czego Fiona olewa Jerry’ego, Lisa dałaby sobie nogę uciąć za noc z chłopakiem, a Alison – no sam nie wiem. Wieczory mężczyzna spędza w domu, często rozmawiając ze swoimi zwierzakami. Nie ma w tym nic dziwnego, poza tym, że zwierzaki gadają też z nim – dosłownie.
Jerry odwiedza też czasem lekarkę, Dr Warren. To pani psychiatra, która stara się okiełznać demony tego chłopaka. Jego pokiereszowana psychika wymaga naprawy, a jednym z elementów naprawczych są pigułki, których pacjent nie je. W związku z tym, jego wizja świata jest dużo bardziej zakręcona, niż by się wydawało.
Pewnego dnia dziewczyny z księgowości zapraszają to męskie ciacho na wspólny wypad. Wtedy też okazuje się, że kolo jest dziwakiem, ale wszystkie karty odsłoni dopiero jakiś czas później. Nie zagłębiając się w szczegóły dochodzi do momentu, w którym Jerry i Fiona jadą razem autem. Z ciemnego lasu, prosto pod maskę wyskakuje dorodny jeleń i ląduje na przedniej szybie wozu. Fiona wrzeszczy, krew jest wszędzie, a ranny jelonek odwraca głowę do kierowcy i szepcze „Kill me”. Jerry nie zastanawia się za długo, wyciąga nóż i szlachtuje zwierzaka. Widząc to pasażerka panikuje jeszcze bardziej i ucieka z auta. Biegnący za nią Jerry upada, a trzymany przez niego nóż robi dziewczynie dziurę w brzuchu. Ta przypadkowa śmierć jest motorem całej opowieści.
Jak już pewnie zdążyliście zauważyć – brak facetowi piątej klepki. Ciało dziewczyny zabiera do domu, gdzie je ładnie ćwiartuje i zamyka w plastikowych pudełeczkach. Na pamiątkę pozostawia sobie tylko jej głowę, którą wkłada do lodówki. Oczywiście cały rytuał odbywa się w towarzystwie jego rozmów ze zwierzakami, a później i z odrąbaną głową. To jeszcze nie koniec, ponieważ chora żądza musi zostać zaspokojona.
To kino dziwne. Momentami cholernie śmieszne, szczególnie warto zwrócić uwagę na komentarze kota, a czasami przerysowane i to aż za bardzo. Dlatego dość ciężko mi się oglądało „Głosy”, a pomieszanie dwóch gatunków na pewno ma swoje plusy, chociaż w tym przypadku za bardzo rozmieniono się na drobne. Szkoda.
