ONA:
Mój światopogląd załamał się kilka dni temu, gdy okazało się, że film „The Others” z Nicole Kidman na czele, nie jest kolejnym dzieckiem M. Night Shyamalana, tylko Alejandro Amenábara. Swoją drogą, Marudy na Shyamalana mówią „Szyamalamanajmanajamanaja, no, ten od aj se ded pipol”. I nie wiem, czy mam być zawiedziona, czy uradowana, bo ja Szyamalamanajmanajamanaja lubię. Poprawka, lubiłam. A potem nakręcił „The Happening”.
Historia pokazana w „The Others” na dzień dobry zwraca na siebie uwagę swoją mrocznością, w sensie dosłownym i w przenośni. Poznajemy Grace (Nicole Kidman), która mieszka ze swoimi dziećmi w ogromnym domu, położonym na wyspie Jersey. Akcja rozgrywa się w trakcie WWII. I właśnie wojna przerwała sielankę, bowiem mąż Grace, Charles, postanawia walczyć, zostawiając rodzinę. Dzieci naszej pary cierpią na rzadką chorobę, mają fotofobię, dlatego w domu panują okropne ciemności, a każdy promyk słoneczny, skutecznie blokowany jest przez grube kotary, zawieszone w oknach. Zasady są proste: żadne drzwi nie mogą zostać otwarte, jeśli poprzednie nie zostały zamknięte. Grace jest więc przywiązana do ogromnego pęku kluczy, chroniąc swoje pociechy przed śmiercionośnym brzaskiem. Pewnego dnia pod domem pojawiają się tajemnicze osoby, które oczywiście na pierwszy rzut oka są zupełnie zwykłe: pani Bertha Mills, pan Edmund Tuttle i niemowa – Lydia. Grace, która właśnie pozbyła się swojej poprzedniej służby, chętnie przyjmuje powyższe trio do pracy, szczególnie, że według słów Berthy, oni już tu kiedyś pracowali… Teraz czas zapoznać Was z najmłodszymi bohaterami, z dziećmi Grace. Anne i Nicholas to dzieciaki dziwne. Życie w zamkniętym szczelnie domu, tylko przy blasku świec, z matką, która w ramach kary każe im czytać na głos Biblię – wali w czachę dosyć zdrowo. Szczególnie Anne wydaje się być inna, co doprowadza jej matkę do furii. Mała w sposób szczegółowy opisuje Wiktora, chłopaka, którego widzi w domu i który z pewnością nie należy do domowników… Początkowo Grace nie wierzy córce, wymierzając jej karę w postaci wielu stron z boskiej księgi, ale z czasem i ona zauważa dziwne rzeczy…
Tyle, jeśli chodzi o opis. Każde dodatkowe słowo może zabić całą fabułę i pomysł. A uwierzcie mi, ten ostatni jest rewelacyjny. Oczywiście, przez cały film zastanawiamy się co jest grane, próbując wytropić ten jeden moment, w którym wyłapiemy kto jest Inny. Ale autor, który zajął się nie tylko reżyserią, ale i scenariuszem, solidnie wodzi nas za nos. No i ten mroczny klimat. Dom, który wypełniony jest ciemnością, przestaje być miejscem bezpiecznym. A przecież dom z założenia ma być przystanią, w której znajdujemy ukojenie i spokój. Z każdą kolejną sceną zastanawiałam się co jest grane… I kilka razy faktycznie się przestraszyłam. To film, po którym gdy zostaję sama w domu, zawsze mam zapalone światło, w kilku strategicznych miejscach. I nie liczcie, że kiedyś zejdę w nocy do piwnicy lub wejdę na strych. Widziałam mało filmów grozy, ale te, które faktycznie zobaczyłam – jak najbardziej mi wystarczą.
„The Others” to film płynny, spokojny. Nie ma tu ekstremalnie nagłych zwrotów akcji, nie ma krwi i bebechów. Jest za to mrok i tajemnica. Dziwne dźwięki, zagadkowe osoby, niepokojące historie… Nic nie układa się w całość, dopiero zakończenie wykręca nam istotę szarą na lewą stronę… Intryga utkana jest jak przepiękna, ale mocna tkanina. Widz może spodziewać się oczywistości: duchów, zmarłych, czy innego ustrojstwa. Nie wiemy nic.
Kapitalna rola Nicole Kidman, której twarz, jeszcze nie napompowana botoxem, pokazywała wszystkie emocje: surowość i miłość, zasadniczość i obowiązkowość, a potem powątpiewanie, strach i przerażenie. Jej przepiękna, biała skóra, idealnie kontrastowała z ciemnymi kostiumami, a w skromnym oświetleniu zdawała się być wręcz przejrzysta. Ogromne uznanie należy również do dzieciaków. James Bentley debiutował na dużym ekranie w roli małego Nicholasa i jest uroczy. „The Others” było również debiutanckim filmem Alakiny Mann (zagrała Anne) i w mojej opinii – wygrała wszystko tą rolą. Jej bohaterka buntuje się, dużo czyta, ma otwarty umysł i jest odważna. A gdy zaczynają dziać się dziwne rzeczy, jej twarz mówi wszystko. Alakina (rocznik 1990, czyli podczas kręcenia „Innych” miała całe 11 lat) – powinna dać szkołę płaskim aktorzynom, które grają równie fascynująco, co budyń.
Świetne kino. Świetnie zrobione, świetnie zagrane, z kapitalną historią. Suspens, którego nie powstydziliby się najwięksi twórcy gatunku. Wciąga nawet przy którymś seansie.
ON:
Latynoskie kino grozy, jeśli tak mogę sobie nazwać wszelkie filmy pokroju „Rec”, „Labiryntu Fauna” i im podobnych, jest specyficzne. Nie oznacza, że złe. To jest jednak europejska szkoła, inna od tej amerykańskiej lub japońskiej. Są to filmy, które lubię oglądać, ale muszę mieć na nie „dzień”. Nie wiem jakim cudem ominąłem film Alejandro Amenábara „The Others”. Po ostatnich różnorakich „komediach”, które raczej powodowały chęć pocięcia się czerstwą bułką z serkiem topionym, uderzyliśmy w rejony kina grozy. Na pierwszy ogień poszli właśnie „Inni”.
Grace Stewart mieszka na w starym, wielkim domu na wyspie. Sama wychowuje dwójkę dzieci, które cierpią na bardzo zaawansowaną formę „wampiryzmu”. Światło słoneczne jest dla nich wręcz zabójcze, każdy, nawet najmniejszy jego promień, powoduje ogromne poparzenia i problemy z oddychaniem. Mąż Greace jest nieobecny, gdyż minęło już dobra chwila od czasu, jak pojechał na wojnę. Samotna kobieta stara się jak tylko może zapewnić swoim pociechom najlepsze warunki do życia oraz nauki. Niestety, obowiązki tak ją absorbują i męczą, że postanawia nająć pomoc do opieki nad dziećmi oraz ogarniania domu i ogrodu. Dnia pewnego na progu opuszczonego pałacu staje troje ludzi. Starsza kobieta i mężczyzna oraz niema dziewczyna, ta trójka przybyła do domostwa Stewartów w poszukiwaniu pracy. Do pierwszego dnia ich pobytu dzieją się dość dziwne rzeczy. To na górze słychać stukanie, to drzwi się same zamkną, to znów fortepian sam zagra. Co ciekawe, pierwsze dziwne zjawiska zauważają dzieciaki, a dokładnie córka – Anne. Matka uważa, że mała wszystko sobie zmyśla i każe ją bardzo surowo. Ogólnie warto zauważyć, że mamusia ma trochę zepsutą głowę, szczególnie na punkcie dyscypliny oraz znajomości „Pisma Świętego”. Może wiara w Boga przyda się całej rodzinie, bo rzeczy które dzieją się w domu, nie są z tego świata. Grace zaczyna popadać w coraz to większą paranoję, dochodzi do tego, że postanawia spotkać się z okolicznym księdzem i porozmawiać z nim o tym, co może dziać się w domu. Niestety, nie będzie jej dane dotrzeć na parafię, gdyż po drodze spotka swojego ukochanego, który mimo utraconej przez nią nadziei, nareszcie trafił do domu. Ale przybycie pana domu nie polepsza sytuacji, można powiedzieć, że nawet pogarsza, gdyż dzieci nareszcie mogą poskarżyć się ojcu na „sposoby wychowywania” jakie wprowadza mama. Tak naprawdę w tym momencie należy zakończyć opisywanie tego co się dzieje u Państwa Stewartów, bo kolejne minuty przybliżają widza nieuchronnie do końca całej opowieści, którą naprawdę warto zobaczyć samemu.
Film jest bardzo mroczny, co tylko dodaje mu jeszcze większego klimatu, tajemniczości. Podoba mi się trójka służących, którzy bardzo przypominają mi dzieci z kuchni „Królestwa” Von Tiera. „Inni” są naprawdę ciekawym i zaskakującym filmem, mimo że to obraz na jeden raz. Bo gdy już rozwiążecie razem z Grace i jej dziećmi zagadkę, to powrót w cztery ściany tego domostwa nie będzie już taki ekscytujący.
