ON:
Szorstki głos zaczyna snuć opowieść. Mówi o chłopaku, który jako jeden z niewielu przeżył katastrofę. Kraina, w której, żył nie jest już tym samym miejscem co kiedyś. Chłopak wstaje z łóżka i zaczyna podróż, a nasz narrator – Logan Cunningham z Supergiant Games, komentuje każdą jego czynność. Narracja w czasie rzeczywistym, idealnie dopasowana do wydarzeń na ekranie, to główny i wyjątkowy element gry „Bastion”.
Mam na swojej kupce wstydu około 700 gier. Tyle czeka na dokończenie, wbicie jednego, dwóch lub kilkunastu achievementów. Zabrałem się za ich kończenie ze zdwojoną siłą. Wszystko dlatego, że pewne tytuły mogę ukończyć w kilka godzin i zamknąć na stałe ten rozdział. „Bastion” należy do jednej z tych produkcji.

Pojawił się jakiś czas temu na Xbox Live Arcade. Kosztował około 48 złotych i przyciągał do siebie śliczną, rysowaną grafiką. Wiele osób zakupiło go, jako część „pakietu wakacyjnego”, dostępnego w ówczesnym czasie. Byłem jednym z nich.
Zacznijmy jeszcze raz od początku. Szorstki głos zaczyna snuć opowieść…
„Bastion” jest prostym, bardzo przyjemnym w rozgrywce, hack and slashem. Pięknie rysowane i animowane tła oraz lokacje pozwalają nam spędzić przyjemnie około sześciu godzin na zabawie. Ciekawostką i nowością w tym tytule są dwie rzeczy. Po pierwsze wspomniana narracja w czasie rzeczywistym, po drugie – budujące się wraz z poruszaniem się naszej postaci lokacje. Kolejne elementy pojawiają się na ekranie w chwili, gdy się poruszamy. Budynki, podłoże, ścianki, krzaki i wszystko pojawia się znikąd, wsuwa się na nasz ekran i pozwala poruszać dalej. Wszystko dlatego, że całość wydaje się pewną retrospekcją zniszczonego w dziwnym kataklizmie świata. Narrator cały czas komentuje wykonane przez nas czynności. Czasem nas skarci, w innym momencie nas pochwali, załka gdy polegniemy. Warto wsłuchiwać się w komentarze „głosu”.

Nasz bohater, choć młody, ma na swoich barkach bardzo ważne zadanie. Odbudować bezpieczny dla niego i kilku innych osób bastion, a następnie przemierzyć poszczególne lokacje i znaleźć potrzebne do dalszej renowacji produkty. Czasami musimy poradzić sobie z bossem, innym razem trafimy na etapy wymagające od nas małpiej zwinności, ponieważ musimy zaliczyć „wyzwania”. Są one zróżnicowane pod względem trudności, ale ich ukończenie daje nam wyjątkową nagrodę. Budując bastion tworzymy nowe miejsca. Jest zbrojownia, kaplica, rynek, kowal, sklep. Każde miejsce może się nam na coś przydać.
Warto też zwrócić uwagę na niesamowitą ścieżkę dźwiękową, skomponowaną przez Derrena Korba. Swego czasu można było zamówić go za około 15 dolarów. Jeśli gdzieś go napotkacie, to bierzcie w ciemno bo warto.
„Bastion” z jednej strony jest lekko oklepany, z drugiej – wprowadza dwie naprawdę świetne nowości, których próżno szukać w podobnych tytułach. Sprawdźcie.
