Lethal Weapon 4

ON:

Dziś już ostatnie spotkanie z duetem Riggs i Murtaugh. Ostatnie, ale chyba najlepsze w całej serii. Za to dzieło zabrali się najlepsi i jest tu także polski akcent w postaci Bartkowiaka, który odpowiadał za zdjęcia. Do obsady dołączył Chris Rock oraz Jet Li. Mieszanka wydaje się być wybuchowa i tak też jest. Wszystko zaczyna się z ognistym przytupem na ulicach miasta, ale to nie będzie historia o przygłupie z miotaczem ognia. Prawdziwa opowieść zaczyna się na morzu, gdzie podczas nocnych połowów w ręce policjantów wpadnie nie tylko jeden rekin, ale cały kontener uchodźców z Chin.

Zaczyna się dochodzenie, które ujawnia kulisy przemytu ludzkiego towaru do USA. Czego tutaj nie ma? Są wybuchy i pościgi. Walki kung-fu, strzelaniny. Chamski humor i codzienne troski. Wszystko pokazane tak, że czasem naprawdę ciężko powstrzymać parsknięcie. Śmiech towarzyszy nam praktycznie przez cały film, ponieważ nawet poważne, sensacyjne sceny mają w sobie coś komicznego. Wydają się być przekoloryzowane i przejaskrawione.

Po akcji w porcie nie wszyscy zostali zatrzymani. Jedna rodzina schowała się w szalupie. Tych „rozbitków” przemyca do swojego domu Murtaugh. To co robi jest niezgodne z prawem, ale nie mia to dla niego znaczenia. Wszystko dlatego, że to facet, który nie zostawi bliźniego na pastwę losu. Oczywiście, nic nie ukryje się przed Riggsem, który dość szybko wyniuchał co się święci. Policjanci postanawiają wziąć sprawy w swoje ręce. Dowiadują się od Chińczyków kto stoi za całą akcją. Tyle, że złapanie za rękę przestępcy nie jest takie łatwe, szczególnie gdy posiada on tak dobrą obstawę. Zaczyna się zabawa w podchody.

Martaugh ma jeszcze inny problem. Jego córka jest w ciąży, a ojca nie widać. Tyle, że tak naprawdę tatą jest detektyw Lee Buttlers współpracujący z Martinem i Rogerem. Ukrywa się jednak z tym, ponieważ Murtaugh jest trochę nieobliczalny, jeśli chodzi o jego ukochaną córeczkę. No ale kiedyś trzeba o tym powiedzieć. Inna sprawa, że dziecka spodziewa się także Lorna, która obawia się, że Riggs nie będzie chciał wziąć ślubu, a co gorsza nie jest gotowy na ojcostwo. I tak przeplatają się wątki, kolejne sceny prowadzą do wielkiego finału. Który jest naprawdę niesamowity, szczególnie opowieść o żabie oraz rabin dający ekspresowy ślub.

W ten oto sposób doszliśmy do finalnego odcinka „Zabójczej broni”. To były cztery, naprawdę świetne dni, które przypomniały mi, jak jestem stary i jak dobre kino robiło się 20 lat temu.

Podobno zapowiadana jest piąta część serii. Niestety, nie będzie w niej Gibsona ani Glovera, to samo dotyczy się reżysera Richarda Donnera. Obawiam się, że bez nich, to już nie ten sam film.

ONA:

Z jednej strony mam pełną świadomość, że moje zaległości filmowe, szczególnie te z lat 80. i 90., są ogromne. Z drugiej – z satysfakcją zabieram się za te produkcje, bo przecież lepiej późno niż później… Nie wiem co mnie tknęło, żeby wreszcie spędzić czas z serią „Zabójcza broń”. Nie widziałam ani jednej części, ale jak zaproponowałam to Dawidowi, to oczy otworzyły mu się jak dziecku, które rozpakowuje świąteczne prezenty. Przyznam szczerze, że zdecydowanie wolę inne filmu tego typu, ale to nie oznacza, że zmarnowałam czas. Dobrze oglądać dobrego aktora, zanim jeszcze stał się pośmiewiskiem i tematem głównym z szmatławców. Dobrze jest jeszcze raz zanurzyć się w scenariuszach, które nie musiały być poprawne. Wątpię, że jeszcze kiedyś sobie urządzę taki maraton, ale pod świąteczne lenistwo – przygody dwóch niepokornych gliniarzy, były po prostu rewelacyjne. Dziś – część czwarta i póki co – ostatnia.

Oj, tu już twórcy poszli po bandzie. Zaczynamy od krępującego „tańca kurczaka”, w wykonaniu mocno już podstarzałego Rogera. Potem okazuje się, że zostanie on dziadkiem, a Martin – zostanie ojcem. A potem panowie wplątują się w aferę z nielegalnymi emigrantami z Azji. Dużo się tu dzieje… Na przykład nagle okazuje się, że Roger ma sporo kasy, więc pada oskarżenie, czy czasem nie „robi na boku”. I pojawia się młody gliniarz, z którym panowie muszą współpracować i który zupełnie przypadkowo jest odpowiedzialny za jedną z ciąż. Więcej tu komedii, niż sensacji, a panowie mocno posunęli się wiekowo i sprawnościowo. Ale nadal starają się najlepiej jak mogą wykonywać swoją pracę.

Mimo bardzo rozbudowanych wątków komediowych, ta część dla mnie jest słabsza od poprzedniej. Trochę za dużo tu wszystkiego. A na koniec jeszcze zostałam „zmuszona” do uronienia jednej, maleńkiej łezki. Wzruszenie na tego typu produkcjach oznacza słabość charakteru i najpewniej problemy emocjonalne. Albo PMS. Nie ma innej opcji. Co ciekawe, na ten rok zaplanowana jest premiera piątej części „Zabójczej broni”, która będzie zarówno bez Gibsona, jak i bez Glovera, czyli najpewniej też – zupełnie bez sensu. I tego typu zabaw nie rozumiem już zupełnie…

Autor: Marudy

Podziel się postem
468 ad