ONA:
Zaczyna się jak w bajce. On przystojny, ona przepiękna. Do tego jakże urocze dziecię, świetny dom, kariery, toyota prius. Są tacy wspaniali. Aż tu nagle, któregoś wspaniałego poranka, do domu wpada policja, zgarniając kobietę, pod zarzutem morderstwa. Szok.
A potem jest już z górki. Ona siedzi w więzieniu, on stara się jak tylko może. Wszystkie zarzuty okazują się być prawdziwe: na ubraniu ma krew ofiary, na narzędziu zbrodni są jej odciski, no i ktoś ją widział. Pięknie, komuś szykuje się dożywocie. On nie chce na to pozwolić, by jego żona, matka jego dziecka, gniła w pudle. Ale co zrobić? Chyba tylko ucieczka w wielkim stylu wchodzi w grę.
Więc jest pomysł. Ale jak go wykonać? To nie jest ucieczka ze szkoły. Naszemu bohaterowi pomaga Damon Pennington, który zwiewał z więzienia nie raz. Daje mu kilka cennych wskazówek (tą rolę gra Liam Neeson, który zdecydowanie – bierze wszystko), na co ma zwracać uwagę, jak całą akcję zaplanować. I fakt, John planuje wszystko bardzo dokładnie… Aż zbyt dokładnie, bo ta część filmu jest okropnie nużąca i zdecydowanie za długa. To bardziej przypomina ckliwy dramat. On jest totalnie zaślepiony miłością do swojej żony. Ona zaczyna się poddawać, ale ustalmy coś. Wszystko wskazuje na jej winę. Ale miłość ponad wszystko.
Film tak na prawdę zaczyna się w dniu, w którym nasz bohater chce odbić żonę z więzienia. Wtedy możemy mówić o dobrym, innym kinie sensacyjnym, którego uwielbiam. Jak przestaję mrugać, jak nie ma ciągłego odświeżania facebooka, twittera, poczty i pudelka, jak siedzę nieruchomo – wtedy możemy mówić o dobrej sensacji. Mamy pościgi, mamy knucie, mamy ciągłe wrażenie, że zaraz wszystko się spierdzieli i cała robota pójdzie w piach. Absolutnie odradzam czytanie spoilerów – nie w tym przypadku! Cała kwintesencja zajebistości tego dzieła polega na tym, że każda scena wciska w fotel.
Szalenie podobał mi się sam scenariusz. Pomysł może i znany, ale wykonanie – świetne! Russel Crowe, jako John, główny bohater – spisuje się rewelacyjnie. Widać w nim to całe zaślepienie miłością, widać jego knucie, rozterki, zaangażowanie. Przeżywamy jego sukcesy i porażki. Zastanawiamy się razem z nim, jak wybrnąć z danego dołu. Pierwsza część filmu ciągnie się nieznośnie. Druga za to – mknie jak oszalała. Co jeszcze zasługuje na pochwałę? Ujęcie tematu z różnych stron. Oczywiście, John to główny bohater, ale poznajemy tez historię z perspektywy policjantów. Widzimy analizy, retrospekcje. Do końca nie wiemy czy się im uda uciec. Nie wiemy gdzie wpadną i czy w ogóle wpadną w łapy gliniarzy. Czy uda im się zmienić ich trop. Nie wiemy czy nasza bohaterka faktycznie kogoś zabiła. Ale spokojnie, ten film ma zakończenie. Ostatnie sceny – oczy otwarte jeszcze bardziej, przyspieszone tętno.
Kawał rewelacyjnego kina akcji, który jednocześnie pobudza do myślenia. Czego się nie robi dla ukochanej osoby. I ile można dla niej poświęcić.
ON:
W ciągu ostatnich dni mieliśmy okazję zobaczyć dwa filmy sensacyjne, polecone przez dwie różne osoby. Pierwszy, „Plan doskonały” już opisaliśmy. Okazało się, że scenariusz przerósł reżysera i niestety dostaliśmy trochę miałkie kino. Drugi film nosi tytuł „Dla niej wszystko” (w oryginale „The Next Three Days”) i opowiada historię szczęśliwej rodziny, której życie w ciągu jednego dnia rozpada się jak domek z kart.
John Brennan, wykładowca literatury, szczęśliwy mąż i ojciec nie spodziewał się, że pewnego dnia do drzwi jego mieszkania zapuka oddział policji, z nakazem aresztowania jego żony pod zarzutem morderstwa. Sprawa z góry wydaje się beznadziejna, gdyż wszelkie dowody świadczą przeciwko niej. Od tej chwili zaczyna się walka o wolność ukochanej. Apelacje oraz droga oficjalna nie przynoszą żadnych skutków, wyrok zapadł. Żona spędzi resztę swojego życia za kratami więzienia. Wiara w niewinność Lary doprowadza do podjęcia przez Johna desperackich i bardzo krytycznych decyzji. Jedną z nich jest wyciągnięcie ukochanej z więzienia, a dokładnie zaplanowanie i pomoc w ucieczce. W tym celu spotyka się z byłym więźniem, autorem książki o ucieczkach z aresztu. Współczesny Houdini nie zdradza wszystkich sekretów, ale podaje Johnowi kilka wskazówek, które mogą ułatwić mu zdanie. Trzeba zdobyć fałszywe dokumenty, wszystko zaplanować, uciec gdzieś gdzie nie ma ekstradycji z USA. Każdy element tej ogromnej układanki musi być odpowiednio dopasowany, inaczej nic nie wyjdzie z misternie przygotowywanego planu. Zaczyna się wyścig z czasem, balansowanie na krawędzi prawa, zaniedbywanie obowiązków jako pracownik i ojciec, ale każdy mały sukces zbliża bohatera do jego żony, każda porażka zaś – powoduję utratę ducha walki. Nadchodzi wreszcie ten krytyczny dzień, kiedy trzeba podjąć ostateczną decyzję.
Z filmem jest mały problem. Bardzo długo się rozpędza, ale ostatnie 30 może 40 min to naprawdę sprawnie poprowadzona historia. Zastanawiamy się kto popełni błąd – czy John, czy policja. Krok po kroku, kilometr po kilometrze jaki przejeżdżają, zaczynamy coraz bardziej trzymać kciuki za grupę uciekinierów.
Nie powiem, że jest to kino wyjątkowe czy wspaniałe. Było by takie jakby od samego początku trzymało tempo narracji, które pokazane jest pod koniec. Niestety, nie jest tak, dlatego film jest słabszy. Kultowy nigdy nie będzie, ale na jesienny wieczór – w sam raz. Warto zobaczyć choćby dlatego, żeby przekonać się jak wiele człowiek jest w stanie poświęcić i zrobić dla kogoś, kogo kocha.
