Marudzenie – blog popkulturowy

Piszemy o popkulturze – grach, filmach, książkach i muzyce

FILMY

Coco Channel – recenzja

ONA: 

Uwielbiam wszelkie formy prezentowania biografii – książkowe, komiksowe, filmowe, muzyczne – słowem: każde. Biblioteczka Dawida to prawie samo fantasy i fantasypodobne książki, u mnie rządzą wspomnienia i żywoty. Film o Coco umknął mi w 2009 roku, ale polowałam zaciekle na wersję na DVD. I ostatnio wpadł mi do koszyka. Coco Channel – recenzja

Albo ja miałam jakieś dziwne oczekiwania od tego filmu, albo był on po prostu słaby. Tautou to dla mnie aktorka jednej roli. Ale mimo wszystko, to właśnie ona ratuje ten film.

Główna bohaterka przedstawiona jest tam w sposób co najmniej dziwny. Sama nie wie czego chce, ale na tle pozostałych bohaterek – faktycznie ma jaja. I faktycznie, nie dziwię się, że chciała uwolnić się z gorsetów, piórek, krynolin, nawet kosztem przerabiania męskich koszul. Uwolnienie z fiszbin – uwolniło jej kreatywność. Wzornictwo, które stworzyła stało się ponadczasową formą elegancji, która zachwyca. Każda kobieta (na czele ze mną) marzy o ciuchu lub dodatku z dwoma splecionymi literami C.

W filmie głównym wątkiem, jest wątek miłosny, ckliwy do potęgi. Twórcy sprowadzili Coco do roli kobietki, do tego ciągle smutnej, która zgodziła się na życie w dziwnym układzie. Niestety, zapomniano o tym, że Channel była geniuszem. Wątek, na który ja najbardziej liczyłam – czyli ciuchowo-modowy, był na samym końcu, trwał może z 10 minut. A przecież Coco była postacią wręcz fascynującą! To dzięki niej mamy prostą małą czarną, która ratuje nas w sytuacji ‘nie mam co na siebie włożyć’, to ona wyzwoliła nas z obręczy gorsetu, to ona pokazała, że biżuteria też może być sztuczna. Dla mnie jej życie pod kątem tworzenia jest o wiele bardziej ciekawe od jej pseudo-romansów. Chyba nawet aspekt nazistowski, o którym mało osób wie, jest bardziej interesujący, niż to, czyją kochanką była.

Dla mnie film o Coco jest podobny do zapachu Channel No 5.

Jest po prostu mdły.

Gdzieś w sieci przeczytałam, że jest to film wyłącznie dla fanów.

A ja uważam, że wręcz odwrotnie. Fani będą zawiedzeni.

ON:

Filmy od Pauliny dzielimy na historyczne, biograficzne i totalny paździerz. Coco jest tym wszystkim w jednym. Mimo, że naprawdę myślałem, że akcja się rozwinie nie doszło do tego. Co kilka minut mówiłem sobie. „Jeszcze się akcja rozpędzi, rozwinie” No i rozwinęła się. Zobaczyłem napisy.

Oglądnąłem Diabła, który ubiera się u Prady i to podobna kategoria kina, też modowe, też biograficzne, może troszkę z przymrużonym oczkiem ale to była ładna perełka. Coco perełką nie jest. Ba nawet nie jest koralikiem z odpustu, po prostu taki se film o babce, której firma ma x lat, ma się dobrze i wielu się jej produktami masturbuje. Ba o świetności tego obrazu może świadczyć, że zapamiętałem z tego filmu 2 rzeczy. Coco zmarła w niedzielę i jarała dużo fajek.

PS. Mam nadzieje, że nie będę nigdy musiał oglądać tego filmu raz jeszcze. Wolę sobie odgryźć nogę w kostce. Rzekłem…

Coco Channel – recenzja