ONA:
Nie ma czego ukrywać. Ja naprawdę jestem dobra w pieczeniu muffinów. Przerobiłam już setki przepisów, na słodko, słono, kwaśno i zakalcowato. Dziś padło na muffiny z budyniem waniliowym, bo takich jeszcze nie robiłam.
Najpierw przepis – sprawdzony przez kilka blogowiczek:
– 300 g mąki,
– 2 łyżeczki proszku do pieczenia
– 1 łyżeczka sody oczyszczonej
– szczypta soli
– 150g rozpuszczonego i ostudzonego masła (ostre o zdecydowane nie dla margaryny!)
– 160g cukru
– 170 ml mleka
– 2 jajka
– budyń (po prostu budyń, zrobiony z proszku, rozpuszczony w nieco mniejszej ilości mleka, z cukrem czy tam bez, łotewa).
Mieszamy w osobnym naczyniu składniki suche (mąkę, proszek, sodę, sól, cukier) i w drugim – składniki mokre (masło, mleko, jajka, ja dodałam jeszcze nieco esencji waniliowej).
Potem siup mokre do suchych i znowu mieszamy. W wyłożonej papilotkami blasze wlewałam najpierw nieco ciasta, potem budyniu i znowu przykrywałam ciastem.
Piec na 190*C, na 20-30 minut (przy czym ja po 20 miałam już gotowe).
Dopracuję je lekko wizualnie, bo w smaku są rewelacyjne
ON:
Do tej pory wierzyłem, że muffiny z białą czekoladą i malinami oraz mini serniczki na ciepło robione przez Paulinę są najlepsze, które wyszły z pod jej paluszków, ale okazało się że nie. Skala została przekroczona. Muffiny z budyniem są nieprzyzwoicie pyszne. Minusem ich jest to, że tak szybko znikają.
Zostałem oszukany gdyż powstało ich tylko 12 (słownie dwanaście) co na 4 osobową rodzinę i psa jest wyjątkowo patologiczną liczbą. Tak czy inaczej nie przeszkodziło mi to w pochłonięciu 6-ciu z tych dwunastu. Ostrzegam są bardzo uzależniające.
Ps. Najlepiej smakują gdy są jeszcze ciepłe.






