ON:

W grach konsolowych nie zawsze musimy jeździć i zabijać kolejnych wrogów, a krew nie musi się lać strumieniami. Czasami jest tak, że stajemy się bóstwem, które musi zadbać o swoich podopiecznych. Tak jest w przypadku gry „From Dust”, wyprodukowanej przez UBISOFT. Tytuł ten ma w sobie coś z „Populusa”, coś „Black & White”, a jednocześnie różni się od tych tytułów pod wieloma względami.

„From Dust” opowiada historię pewnego zagubionego plemienia. Stara się ono dotrzeć do swojej ziemi obiecanej, a nam przyjdzie się wcielić w Breath, czyli bóstwo opiekujące się swoimi wyznawcami. Nasza podróż zaczyna się na jednej z plansz, gdzie pięciu naszych wyznawców musi zbudować wioskę. Aby to zrobić muszą dotrzeć do totemu i oddać nam cześć, wtedy część terenu porośnie roślinność, a nasi mieszkańcy otrzymają możliwość postawienia budynków. Od tej chwili przeważnie zaczyna się wyścig z czasem. Na każdej z plansz rozsianych jest kilka totemów, które posiadają różną moc. Każda z nich ma pomóc nam ukończyć poziom i przybliżyć nasze plemię do ziemi obiecanej.

Dlaczego goni nas czas? Ponieważ plemię jest narażone na różnego rodzaju kataklizmy, które mogą pozbawić życia mieszkańców naszej wioski. Gdy ilość naszych osadników spadnie poniżej pięciu, to niestety, będziemy musieli zacząć etap od początku. W jaki sposób pomagamy wyznawcom? Proste. Przy pomocy dostępnych nam żywiołów ziemi, wody, itd. Możemy swobodnie manipulować otoczeniem. W ten sposób zasypiemy rozpadliny, wysuszymy rzeki, jeziora, wzniesiemy góry i pagórki. Tak naprawdę mamy dużą swobodę w kreowaniu świata, bowiem jedni zasypią zalaną dolinę, a inni postarają się upuścić z niej wodę.

Problemem gry jest to, że pierwsze etapy są dość proste, ale kolejne, przybliżające nas do końca gry, to naprawdę wyzwanie. Wszystko dlatego, że musimy znaleźć swój sposób na daną planszę. Czasami trzeba ją powtórzyć i kilka razy, po to aby znaleźć schemat.

Graficznie gra nie jest może wyjątkowa, ale bardzo fajnie zachowują się żywioły, którymi przyjdzie się nam posłużyć. Piasek ładnie się przesypuje, a woda przelewa. Niestety, po dłuższej grze zaczynamy czuć pewne znużenie. Dlatego najlepiej „From Dust” dzielić sobie na pojedyncze misje, które rozegramy w dziennych odstępach. Wtedy ta gra smakuje zupełnie inaczej, niż podczas jednego, długiego posiedzenia. Ten tytuł idealnie podejdzie wszystkim wielbicielom starych strategii. Jednak nie oczekujcie, że będzie to kolejny „Black & White”.