ONA:
Gdy wybieraliśmy bajki na ten tydzień, każdy z nas miał podać swoje typy. A że jesteśmy totalnymi psiarzami, to nie powinno nikogo zaskoczyć, że padło na praktycznie same animacje, w których psy grają pierwsze skrzypce. Był „Zakochany kundel”, dziś piszemy o „101 dalmatyńczykach”, potem o „Piorunie” i o Stichu, który co prawda nie był psem, ale był bardzo psopodobny. Dziś dzień nakrapiany!
Pongo to rozkoszny dalmatyńczyk, któremu znudziło się singielskie życie u boku swojego pana, też do wzięcia. Postanowił wziąć sprawy w swoje łapy i tak oto kawalerowie poznali Anitę i Perditę. Amor strzelił celnie w obie pary. Zamieszkali oni razem, a dalmatyńczyki oczekiwały przyjścia na świat swoich pierwszych dzieci. Wszyscy czekali na te małe stworzonka, ale największą chrapkę na cały miot miała Cruella De Mon, która jest wielką fanką naturalnych futer i wymarzyła sobie nowe – śnieżnobiałe w czarne ciapki. No przyznam szczerze, że mrozi mi to krew w żyłach od dziecka.
I o ile „Zakochany kundel” był filmem, w którym dominującą wartością była miłość, tak tu liczy się przede wszystkim lojalna przyjaźń. Przyjaźń pomiędzy psami i ludźmi, a także pomoc, jaką główni bohaterowie otrzymali od innych zwierzaków. Podróż, którą musiały pokonać psiaki, by wyrwać się z ramion pewnej śmierci na zlecenie Cruelli, była piękna i wzruszająca. Pomogło im wiele czworonogów, a upiorna fanka futer skończyła marnie. I prawidłowo!
Tymczasem ja spędziłam kolejny wieczór wyjąc do Bowie, smarkając w rękaw i chlipiąc cichutko, bo te bajki budzą we mnie jakieś głęboko chowane emocje. Po wielu latach odkrywam je na nowo, zupełnie inaczej niż wtedy, gdy byłam dzieckiem. Teraz mają dużo mocniejsze przesłanie. Przy okazji można też dostrzec jak bardzo zmieniła się forma tworzenia postaci w bajkach dla dzieci. Cruella byla ohydna, ćmiła fajki jak wściekła, jeździła jak wariat i bez ogródek mówiła swoim przydupasom co mają zrobić szczeniakom, by pozbyć ich skóry. Wyobrażacie sobie, żeby teraz wypuszczono taką treść? Już widzę ten bojkot środowisk parentingowych. Przecież jakby dziecko zobaczyło w bajce osobę z papierosem, to na 100% samo podreptałoby do sklepu, kupiło paczkę fajek i wyjarało je zanim dojdzie do domu, nie wspominając o tym, że po drodze z satysfakcją zgniatałoby ślimaki!
Przygody dalmatyńczyków były wręcz cudowne. Happy end, który czeka na widza na końcu, jest jak miód.
ON:
„101 Dalmatyńczyków” to bajka o psiej miłości i wierności, a także o rodzicielskich uczuciach, które nie są obce nawet zwierzakom. Pierwszy raz widziałem tę animację bardzo dawno temu, a w mojej pamięci zapadła niesamowicie demoniczna Cruella De Mon oraz jeden mały grubiutki dalmatyńczyk, który zawsze chciał jeść.
Marudy są psiarzami. Widać to bardzo dobrze w naszym codziennym życiu. Pies nasz ma się tutaj jak w pałacu. Śpi na poduszce lub pufie, właściwie to śpi gdzie mu się podoba, codziennie jest rozpieszczany i ukochiwany. Bo jest naszą córeczką i mamy bzika na jej punkcie. Nie ma się co dziwić, że duża ilość wybranych przez nas produkcji Disney’a opowiada o przygodach psiaków. W końcu to najwierniejsze stworzonka, które po stokroć oddają nam przekazaną im miłość.
Dobra, ale do rzeczy. Pongo to młody, silny dalmatyńczyk. Jego właściciel – Roger jest muzykiem, który chce nagrać ten jeden, wyjątkowy utwór, który pozwoli mu zyskać sławę. Niestety, mężczyzna poza pianinem i swoją fajką, no i oczywiście psem – nie widzi świata. Pongo postanawia to zmienić. Obserwując rzeczywistość za oknem wypatruje młodą damę Anitę, która na smyczy prowadzi przyszłą ukochaną Ponga, Perditę. Uff wiem, że jest to bardzo zagmatwane, ale taki właśnie jest poczatek tej historyjki. Szybki, szalony, rozbiegany, jak psiak, który właśnie dostał nową piłkę. „Niespodziewanie” spotkanie Rogera i Anity kończy się wspólnym zamieszkaniem, a Pongo i jego dalmatyńska partnerka spodziewają się potomków. Los jest przewrotny, ponieważ w domu zakochanych pojawia się niejaka Cruella De Mon. Bogata, ekscentryczna i bardzo demoniczna dama, która chce kupić wszystkie małe szczeniaczki, które urodzą się w tym miocie. Nikt jeszcze nie wie, że chce to zrobić dlatego, że marzy o wyjątkowym, jedynym w swym rodzaju nakrapianym futrze. Ponieważ panna De Mon nie znosi odmowy, postanawia wysłać dwóch zakapiorów, aby odebrali szczeniaki ich właścicielom. Gdy dochodzi do trgedii Pongo i jego ukochana postanawiają wyruszyć na poszukiwanie potomstwa.
Ta opowieść jest niesamowicie piękna i plastyczna. Animacja tych czarno-białych kuleczek, które aż proszą się o mizianie po brzuszkach, powoduje u mnie laktację. Kocham zwierzęta, a „101 Dalmatyńczyków” to bajka, którą powinien zobaczyć każdy miłośnik psów. Warto.
