ONA:
„W głowie się nie mieści” to wyjątkowa animacja, która szturmem i z miejsca podbiła serca wszystkich widzów, niezależnie od wieku. To prawda, jest świetna, jest inna i szalenie nieszablonowa. Daje do myślenia i nawet w najstarszych budzi dziecko. Tylko że to bajka. To nie tak jak w „Minionkach”, które są mam wrażenie skierowane przede wszystkim dla dorosłych, z mnóstwem fajnego dowcipu i smaczków. W produkcji Pete’a Doctera targetem są przede wszystkim dzieciaki, którym przy pomocy kolorowych i bardzo „określonych” bohaterów, wyjaśnia się pewne biologiczne mechanizmy, związane z emocjami. Dorosły widz, taki jak ja, będzie zauroczony, zrobi mu się cieplutko na sercu, może nawet się wzruszy (chociaż mnie bardziej wzruszył nowy Terminator), ale nie będzie rżał aż do bólu brzucha.
Główną bohaterką bajki jest Riley – dziewczynka, którą obserwujemy z dwóch perspektyw. Widzimy jej zachowania, jej rodzinę, jej codzienność i z drugiej strony – obserwujemy emocje, która nią kierują. Jest więc skrajnie optymistyczna Radość, która marzy o tym, by całe życie drogiej Riley było po prostu cudowne. Mamy też Smutną, której ulubionym zajęciem, poza płaczem i szlochem, jest oglądanie filmików ze zdychającym psem. Jest też Strach – wiadomo, jest Odraza, która w brokułach widzi toksyczne zagrożenie i jest uroczy, ale bardzo krnąbrny Gniew. Mechanizm działania emocji zobrazowany jest w tej produkcji genialnie. Mamy konsolę z różnymi guzikami, wajchami, a finalnym efektem są kule – zależnie od dominującej emocji przywdziewają jej kolor. Gdy przy konsoli szaleje Radość – wszystkie są żółte! Ale niestety, życie małej Riley wywraca się do góry nogami, gdy wraz z rodzicami przeprowadza się do nowego miasta, a Radość ze Smutkiem na skutek niezbyt dobrego splotu wydarzeń, lądują z dala od punktu zarządzania…
Jak jest? Jest słodko, kolorowo i mądrze. Ale spodziewałam się tego. To jedna z tych uniwersalnych produkcji, która może być uznana za kultową, bo genialnie animizuje nam coś, co jest niewidoczne, a jednocześnie ogromne i potężne. Raz na jakiś czas pojawia się takie dziełko, które nie jest za grosz głupkowate, w którym nie ma ciężkiego humoru i dowcipu, ale które ujmuje i tak. „W głowie się nie mieści” to właśnie taki film. Tylko że przyznam szczerze – ja w animacjach chcę czegoś innego.
Niemniej polecam. To świetna zabawa.
ON:
„W głowie się nie mieści” jest śliczną, inteligentną bajką PIXARA, która za diabły nie jest skierowana do dzieciaków. Siedząc w kinie pełnym dzieci i rodziców byliśmy jedynymi osobami, które kilka razy się zaśmiały. Wysublimowany dowcip, bardzo osobista i dość skomplikowana historia, nie są czymś, co zrozumieją kilkuletnie bobasy, szczególnie, że opowieść skupia się są emocjach 12-letniej dziewczynki.
Życiem każdego człowieka kierują emocje, są to: Radość, Stach, Gniew, Odraza i Smutek. Każdy z nas ma lepsze i gorsze dni, które kształtują naszą osobowość. W bajce PIXARA twórcy starają się wytłumaczyć młodemu widzowi jak to wszystko jest poukładane. Niestety, opisy pamięci długotrwałej, krótkotrwałej, poszczególnych emocji i ich wpływu na nasze zachowanie, zrobione są w taki sposób, że 4-5 letnie dziecko nie ma szansy zrozumieć przesłania tej kreskówki. Inaczej to wygląda w przypadku osób starszych, nie jest to jednak animacja, która wzruszy do łez lub rzuci na kolana.
Naszym przewodnikiem po głowie Riley jest Radość – to ona stara się każdego dnia sprawić by dziewczynka miała najlepsze dni i jak najmniej smuteczków. Kierowanie osobowością nastoletniej dziewczynki odbywa się przez ośrodek zamieszczony w głowie. To stąd cała piątka uczuć na zmianę reaguje na to, co dzieje się wokół dziewczynki. Każdy jej smuteczek, uśmiech, strach są spowodowane przez te istnienia siedzące w głowie. Każdy moment życia, który jest wyjątkowo ważny i niezależnie czy dobry, czy zły – może stać się filarem kształtującym osobowość dziewczynki. Pewnego dnia Smutek majstruje przy kulach pamięci i doprowadza do katastrofy, która pozbawia dziewczynki dwóch z pięciu emocji. W czasie, gdy pozostawieni sami sobie Odraza, Strach i Gniew próbują poprowadzić młoda Riley przez życie, Radość i Smutek muszą przebyć podróż z magazynu pamięci, aż do centrum dowodzenia. Jeśli nie zrobią tego odpowiednio szybko, to dojdzie do tragedii.
Bardzo ciężko mi oceniać tę animację. Na pewno to bardzo mądra i przemyślana bajka, skupiająca się na problemach dojrzewania. To także edukacyjna opowieść o tym, jak zbudowany jest człowiek i jak funkcjonuje jego mózg. Bardziej naukową wersję tego procesu można było zaobserwować w serii „Było sobie życie”. PIXAR bawi się tematem i stara się wprowadzić odrobinę humoru, który jest często bardziej niż abstrakcyjny. Załapią go raczej dorośli, bo co dzieciaki mogą wiedzieć o kubizmie, formach 2D, pamięciach długo- i krótkotrwałej.
„W głowie się nie mieści” można spokojnie obejrzeć, ale czy warto na ten film iść do kina? Chyba raczej nie.
