ONA:
Film mojej młodości. Marzyłam wtedy, żeby tak jak bohaterki tego filmu, mieć wiedźmowe moce i igrać z ogniem. Potem obejrzałam „Pulp Fiction” i zapragnęłam zostać płatnym zabójcą, ale nie o moim dzieciństwie będzie mowa.
Sarah, siedemnastoletnie dziewczę, wraz z rodziną przeprowadza się do LA. Ma problem w odnalezieniu się w nowym środowisku, ale w końcu przygarniają ją do siebie 3 inne pannice, które pieszczotliwie nazywane są „Czarownicami z Eastwick”. Dziewczyny mocno jarają się magią i szukają czwartej osoby, do zamknięcia tajemnego koła, który da im moc, piękno, mądrość itd. Sarah do tego, okazuje się „naturalną czarownicą” (podczas gdy jej koleżanki mają wiedźmowe cechy, jak każda babka z PMS).Nasza paczka więc coraz bardziej bawi się w mambo jambo. Każda z nich rzuca zaklęcie: jedna chce, żeby chłopak, który ją upokorzył, zakochał się w niej na zabój (przy czym „zabój” to słowo-klucz), jedna chce się pozbyć okropnych blizn, szpecących jej plecy, kolejna chce upokorzyć pewną blond piękność, z rasistowskimi poglądami, a ostatnia chce przestać być białym śmieciem. Ich zaklęcia powoli się spełniają. A to, że po drodze padają dwa trupy, to przecież wypadek przy pracy.
Tak do końca nie wiem, czy całość była jakimś psycho-zamotaniem, czy bohaterki wpadły w jakiś trans, a może faktycznie ich czary-mary zadziałały. W każdym razie wszystko wymknęło się spod kontroli. Jak to zawsze w takich filmach bywa…
Wracam do tego „dzieła” stosunkowo często, za każdym razem, kiedy chcę wrócić do tego beztroskiego czasu. Po prostu, to klasyka kiczowego kina dla młodzieży, z lat 90.
ON:
Pamiętam, że lata temu widziałem gdzieś ten film, ba nawet chyba byłem w kinie, bo plakat jakoś kojarzę. W ramach przypominania sobie staroci, Paula chciała go zobaczyć. No to jedziemy…
Na korytarzu szkoły, do której uczęszczają, można słyszeć szepty: narzeczona diabła, czarownice, wiedźmy. Tak, to one – jest ich trzy, brak im jednak czwartej. Wtedy woda, ogień, powietrze i ziemia staną się jednością i prawdziwa moc będzie w nich płynąć na wieki. Każda z trzech ma inne marzenie, inne sny muszą się jej spełnić. Muszą jednak pamiętać: “Co zrobisz, to po trzykroć wróci do ciebie.” Czy warto ryzykować?
Wtedy nieoczekiwanie pojawia się czwarta – Sarah. Swoją drogą myślę, że ona była pierwowzorem „Izy Łabądek” z Sagi Zmierzch. Też taki cielaczkowy wyraz twarzy i coś z tymi włosami ma nie tak. No więc pojawia się Sarah. Szybko trzy wiedzmy wyłapują, że dziewczyna jest inna, jest taka jak one. Od tej chwili, zaczyna się wspólne spędzanie czasu, zagłębianie arkan magii, wreszcie wypowiedzenie tych upragnionych klątw i życzeń. Czy dziewczyny poradzą sobie z tym, co je czeka możecie sprawdzić sami?
Niestety, nie są to „Czarownice z Eastwick”, a ten film próbuje być “dorosłym”. Jednak brak w nim tych wyrafinowanych wiedźm, które poradziły sobie z Darylem Van Hornem. Dziewczyny to jednak nastolatki, ich wyrachowanie jest dziewczęce. Mimo wszystko nie jest to złe kino. I w jak kiedyś film pojawi się w TV lub będzie za grosze na DVD można spokojnie go obejrzeć…
