ONA
Do pewnego momentu, gdy czytam kryminały, które dzieją się „gdzieś” na świecie, nigdy nie myślałam o tym, że „coś” takiego może wydarzyć się w moim grajdziołku. Przecież to niemożliwe… A potem nagle, któregoś dnia, tygodnia, miesiąca, właśnie w tej mojej spokojnej wsi dzieje się sporo złego. Zło nie ma adresu. Przestępstwa nie dotyczą tylko wielkich aglomeracji… Zło jest tam, gdzie jest człowiek. Nawet, gdyby to była wyspa na środku oceanu, na której mieszka tylko jedna osoba.
Nie wiem, może to dlatego, że jestem starsza i każdego dnia bardziej obdarta ze złudzeń. Może dlatego, że jestem też bardziej doświadczona. Może więcej widziałam i może już po prostu wiem, że więcej jest pojebów na tym świecie… Więc gdy dopadłam kryminał, który dzieje się w Elblągu, nie miałam złudzeń i absolutnie nie przeszkadzało mi to, że to właśnie to miasto. Gdzie ono leży? Ile mieszka w nim osób? Jakie ma zabytki? I czy faktycznie jeszcze nigdy nie był tak niebezpiecznym miastem?
Agnieszka Pietrzyk napisała powieść, która nie urwała mi tyłka, ale która przeszła test 100 pierwszych stron. Doczytałam ją, chociaż dość szybko udało mi się popaść w nudę, bo tajemnice stanęły przede mną otworem. Autorka nieco pogubiła się w wątkach, nie potrafiąc pociągnąć ich wszystkich i wyodrębnić tego najistotniejszego. Książka niestety – trochę nudzi, a to chyba największa zbrodnia, która pojawia się w kryminałach.
Małżeństwo, które odbiera sobie życie. Tajemniczy kolekcjoner, który po wygranej aukcji umiera, a raczej zostaje zamordowany. Komisarz Soroka i prokurator Łempicka-Krol próbują wyjaśnić sprawy, chociaż trafiają na wiele ślepych uliczek… Czas nieubłaganie się kurczy. Im dłużej sprawa się toczy, tym dalej są od wszelkich sensownych tropów…
Bez wątpienia plusem jest to, że książka dzieje się w tak niepozornym mieście, jakim jest Elbląg. Niestety, reklamowana jako „mroczna” i „pełna nieoczekiwanych zwrotów akcji” książka, nie do końca tak jest. Może ja po prostu zbyt cynicznie podchodzę do tej powieści, może przeczytałam i obejrzałam za dużo kryminałów. Może, może… Nie siadła mi, niestety.
To trochę taki „kryminał” na początek, gdy jeszcze nie jesteśmy wyczuleni na to, co może przynieść naprawdę dobra powieść z tego gatunku.
