ON:
Gdy po raz pierwszy wziąłem do ręki „Królów Dary” nie wiedziałem czego się spodziewać. Od dłuższego czasu nie czytam czasopism z opowiadaniami SF i fantasy. Po tym jak umarł „Fenix” i nie odrodził się z popiołów, praktycznie straciłem kontakt z drukowaną prasą związaną z fantastyczną popkulturą. Między innymi dlatego nie miałem pojęcia kim jest niejaki Ken Liu oraz dlaczego wszyscy zachwycają się jego „Królami Dary”. Po lekturze, która zajęła mi dosłownie kilka dni, już wiem, że jest to dzieło, które słusznie jest wychwalane przez kolejnych recenzentów.
Wprowadzenie do tej książki może trochę odstraszać. Mnogość wątków oraz postaci sprawia, że odrobina nieuwagi i zupełnie nie wiemy, gdzie jesteśmy. To chyba jedyna i główna bolączka tej książki. Jeśli tylko na chwilę skupimy swoją uwagę na czymś innym, to możemy spokojnie zacząć czytać rozdział od początku. Wiem, że brzmi to strasznie, ale niestety tak jest. Jeśli więc chcecie oddać się lekturze „Królów Dary”, to zamknijcie się w pokoju i odetnijcie się od zewnętrznego świata. Dzięki temu będziecie mogli smakować książkę, którą zaliczycie do wyjątkowych.
Siedem Wysp Dary to potężne imperium, które rządzone jest przez cesarza Mapidéré. To silny władca, który podbił ościenne królestwa i narzucił im swoje zwyczaje. Jego codzienność to przepych i przyjemności. Jednak, kiedy on żyje w przepychu i przyjemnościach, jego podwładni cierpią głód i niesprawiedliwość. Problem ten dotyka nie tylko plebs, ale także prowincjonalną arystokrację, która ma już dość tego, co się dzieje. Wszystko wskazuje na to, że wiatr przemian zaczyna pojawiać się nad tą krainą, trzeba tylko poczekać, kiedy zacznie on wiać odpowiednio mocno. Rodzący się bunt jest tylko podwaliną do opowiedzenia niesamowicie dobrze skonstruowanej historii, której bohaterami są: zawadiaka i wagabunda Kuni Garu oraz Matu Zyndu – ostatni ze szlachetnego, ale pozbawionego wszystkich dóbr rodu. Losy obu młodych mężczyzn splatają się, a wspólny cel, walka, która może zmienić historię, umacnia jeszcze bardziej ich więzi. Obaj nie wiedzą jednak, że na tej szachownicy pojawi się jeszcze niejaki Huno Krima, który ma pod swoją pieczą ogromne rzesze powstańców.
„Królowie Dart” to powieść na wskroś epicka. Autorowi udało się połączyć niesamowicie dużą ilość wątków i nie pogubić się w tejże historii. Bardzo dobrze oddał on też klimat wojny domowej, napięć pojawiających się pomiędzy poszczególnymi postaciami i frakcjami. Wylewający się z kart klimat feudalnych Chin zachwyca. Jednak najpiękniejsze jest to, że w książce prym wiodą nie tylko polityka i woja, ale także inne elementy mające wpływ na przemianę opisywanego społeczeństwa. Znajdzie się tu miejsce na występujące w świecie rytuały, przemiany kulturowe, zagadnienia prawne i konflikty wewnętrzne. Najważniejsze jest jednak to, że całość podana jest w taki sposób, że nie męczy i nie nudzi. Świetne kreacje bohaterów, nawet tych drugo i trzecioplanowych sprawiają, że nie mamy do czynienia z kalką, która ma zapchać dziurę.
„Królowie Dary” to fenomenalne i świetnie napisane otwarcie cyklu „Pod sztandarem Dzikiego Kwiatu”. W książce znajdziemy wszystko to, czego można oczekiwać od militarnego fantasy. Są tu bitwy, potyczki, olśniewający i bardzo nowatorski świat, malownicza sceneria, wyraziści bohaterowie i wiele, wiele innych rzeczy. Czy czegoś trzeba więcej?
