Nighthaw-X3000 – recenzja

Nighthaw-X3000 - recenzja

Jak miałem lat 10, może kilka mniej lub kilka więcej, to w naszym mieście pojawiło się parę „klubów gier”. Wypełnione automatami na żetony pozwalały dzieciakowi pamiętającemu Pewexy na chwilę przybliżyć się do wirtualnego świata. Wtedy nie wiedziałem, czym jest własny komputer, a konsolę znałem tylko z automatu do Ponga. Teraz przychodzi moda na tytuły retro, takie, które na automatach zrobiłyby furorę. Jednym z nich jest „Nighthaw-X3000”.

Nighthaw-X3000 – recenzja

My name is Pilecki, James Pilecki

Nie dziwi polskobrzmiące nazwisko, gdyż za tytułem stoją panowie z krakowskiego AAG Studio. Wróćmy jednak do bohatera. James jest retro, bardzo retro, a jego smutek po stracie ukochanej pozwala ukoić tylko piwo. Okazuje się jednak, że jego umiejętności pilota przydadzą się znów, bo Ziemię atakują kosmici. Walić jednak planetę, oni chcą zabrać mu piwo! Nie pozostaje nic innego, jak tylko spuścić im sromotny łomot. Tyle w kwestii fabuły, nie jest ona zbytnio rozbudowana, ma po prostu nadać sens strzelaniu. I to właśnie robi. James musi chronić piwo, a przy okazji Ziemię.

Japierdolę

Gry dzielę na trzy poziomy trudności. Łatwe, trudne i japońskie. Te ostatnie wymagają ukończenia etapów na najwyższym poziomie trudności, a przy okazji zdobycia najwyższej rangi. Oczywiście są osoby, którym to się udaje, ale pewnie jest ich baaaardzo mało. Nie ukrywam, że panowie z rodzimego studia wzięli sobie chyba te produkcje za wzór, bo eliminacja wroga przy jednoczesnym unikaniu ogromnej ilości pocisków jest bardzo wymagająca. Z drugiej strony mam ogromną satysfakcję, gdy ukończę kolejny poziom i jednocześnie nie stracę wszystkich żyć.

Nighthaw-X3000 - recenzja

Cały czas do przodu

Chociaż powinienem napisać: cały czas do góry, ponieważ to właśnie w tym kierunku mknie nasz pojazd, przebijając się przez hordy wrogów. Rozwalając ich, zdobywamy punkty, a na samym końcu dopadamy bossa i musimy skopać mu tyłek. I tak przez 8 kolejnych poziomów. Chociaż nasz stateczek posiada osłony i pasek „życia”, to nie dajmy się ponieść rutynie. Wpierdziel dostaniemy bardzo łatwo, gdy chociaż na chwilę odpuścimy. Fajne jest to, że pojawiają się nowi przeciwnicy i zmienia się tez sceneria. Dzięki temu unikamy monotonii.

Nighthaw-X 3000 recenzja1

Po każdym poziomie możemy ulepszyć pojazd lub też odzyskać utracone życie. Niestety wybrać możemy tylko jedną rzecz. Często stajemy więc przed trudną decyzją. Jak się zdecydować, gdy do wyboru mamy wyjątkowo skuteczny minigun, szybki unik, atak ostateczny, który czyści cały ekran i właśnie to odzyskane życie? Sami zresztą zobaczycie.

4 rodzaje zabawy

Poza kampanią mamy do wyboru jeszcze trzy inne tryby. Score Attack przeznaczony jest dla maniaków niesamowicie wysokich wyników. Fajnie bowiem pojawić się w 3 najlepszych graczy na świecie. Boss Rush to tylko nawalanka z kolejnymi bossami. Tryb ekstremalny to rozwiązanie dla masochistów i innych świrów, którzy kampanie przechodzą bez straty życia.

Nighthaw-X 3000recenzja2

Pod względem graficznym, a także muzycznym, „Nighthaw-X3000” to mała perełka. Jest kolor, jest rozpikselowanie, a gra wygląda naprawdę jak z automatów. Każda minuta sprawia, że łezka kręci się w oku. To sympatyczna strzelanina, która świetnie nadaje się na przerwy w pracy i oderwanie się od codziennych obowiązków. Z tego, co wiem, twórcy już coś robią z małymi bugami i poziomem trudności. Jeśli lubicie takie strzelanki, to warto zainwestować kilka złotych w grę stworzoną przez polskie studio.

Tagi: Nighthaw-X 3000 – recenzja, gry, recenzja, marudzenie, blog recenzencki, blog popkulturowy
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Autor: Dawid

Podziel się postem
468 ad