ONA:

Dobra, przyznam się.

Jestem wielką fanką blogerek związanych z modą, urodą, kosmetykami. Po całym zamotanym dniu w pracy, siadam z kolacją i oglądam filmiki i posty dziewczyn. Mam wśród nich swoje ulubienice (w tym Kasię Tusk, a co!). Wiadomo, jest tam też masa lasek, które traktują to już jako zawód, a wystawianie pochlebnych ocen na temat każdego byle jakiego paździerza, na całe szczęście – mam radar i potrafię je szybko wyczaić.

Dzięki dziewczynom z YT i blogów odkryłam, że w większości moich kosmetyków są sylikony (które bardziej szkodzą niż pomagają, a po pozbyciu się ich, okazało się, że można doprowadzić swoją cerę do całkiem niezłej kondycji), poznałam świetne produkty firmy Sleek i jeszcze lepsze od The Body Shop. Od dłuższego czasu youtubowiczki, szczególnie te ze Stanów Zjednoczonych lub Anglii, rozgadywały się na temat pudełek subskrypcyjnych z kosmetykami. Jest firma, która wydaje pudełka z rzeczami tylko luksusowymi, inna tylko z ekologicznymi, lub tylko dla mężczyzna, prym na rynku europejskim wiódł Glossybox.

Idea jest taka: stajesz się subskrybentem, z Twojego konta automatycznie ściągana jest opłata co miesiąc, rezygnować możesz kiedy chcesz i czekasz na kuriera. Oczywiście, zawartość jest niespodzianką, aż do momentu, kiedy nie otworzysz pudełka (lub jakieś osoby nie rzucą spojlerów na facebooka). W pudełku znajdują się 4-5 produktów, niektóre pełnoobjętościowe, ale w większości ‘próbki’.

Zachęcona opiniami z prawa i z lewa, z blogów, z filmików, z gazet, z facebooka – zdecydowałam się na Glossyboxa. A właściwie, zdecydował za mnie Dawid, bo ja wahałam się kilka dni.

Wczoraj dostałam maila, że w ciągu 2 dni pojawi się u mnie kurier. Oczywiście , szlag mnie trafił z miejsca, 2 dni, czyli wtorek po świętach. Cały świat będzie mieć swoje pudełka, a ja nie!!! I zaczęła się prawdziwa gorączka. Na profilu facebookowym pojawiały się kolejne wpisy ‘Ja już mam!’, a w mojej głowie Fest, dziewczyna z Parzyworów Dolnych ma, a ja nie!. A wtem! Sms ‘Kurier ma pudełko, dostarczy dziś’. Jupi!!!

Nie będę rozpisywać się o produktach, które tam znalazłam.

Ale zakochałam się w tej idei. Subskrypcyjne pudełko okazało się świetnym pomysłem na dotarcie do szerokiej puli osób, które mogą poznać inne marki (w przypadku kosmetyków niekoniecznie z półek w drogerii). Do tego dochodzi nutka tajemniczości i wielka ekscytacja, kiedy otwieramy pudełko.

Mam nadzieję, że inne branże też przyatakują subskrypcje.

(PS. nie zmienia to faktu, że nawet na naszym marnym rynku, już pojawiają się pudełka-buble, mające na celu przewietrzenie magazynów i pozbycie się starego towaru; odsyłam do opinii na temat KissBoxa, witamy w Polsce :P)

ON:

Od czasu jak jesteśmy razem z Pauliną, zmieniło się moje spojrzenie na „szafiarki” i blogi modowe. Często, gdy Paula ogląda jakiś filmik na yt, na którym jakaś dziewczyna opowiada o ciuchach lub kosmetykach, do moich uszu dotrze trochę informacji. Wiem, że „kiss box” obsysa, bo wysyła przeterminowane produkty lub takie, które były dodawane do jakiś akcji nawet kilka lat wcześniej. Sad story. Tak czy inaczej Paulina postanowiła zakupić Glossy Box-a. Bardzo ją w tym pomyśle wspierałem, bo chciałem zobaczyć jak cała ta zabawa wygląda. Nie powiem – pomysł zakupów subskrypcyjnych to coś genialnego. Jeśli nie dasz d… to masz stałych klientów co miesiąc i nie musisz się martwić o przychody.

Tak czy inaczej. Przesyłka jest śliczna, nie chodzi o kosmetyki, ale o samo opakowanie i dodatki. Pudełko, bibułka, wstążeczka po prostu bajka. Całość się je oczami. Duża piątka za pomysł.

PS. Dawno nie widziałem Pauliny tak cieszącej się z czegoś wartego 50zł.