ONA:
O podstawowej różnicy pomiędzy filmami wojennymi zza dużej kałuży i tymi rodzimymi boleśnie opowiedział Jacek Braciak w programie Kuby Wojewódzkiego. Podczas gdy na ekranie filmów amerykańskich szaleje napalm, wszyscy są umorusani, autentycznie przerażeni i zmęczeni, my mamy wojaków w kartonowym czołgu, których Niemiec wyobcował.
Jaki moim zdaniem musi być film wojenny? Musi być spektakularny! Musi wciskać w fotel, musi wzruszać, ale nie mam na myśli płaczu jak w kreskówkach, mam na myśli emocje, które są rzeczywiste, a nie przyklejone. No i efekty, które wciskają w fotel, bez metki „Made in China”. Chcę również widzieć realizm. Chcę widzieć to, co podejrzewam, że na wojnie jest, czyli krew, pot, łzy i ropa naftowa. Przemawia przeze mnie jednocześnie jakiś ukryty sadyzm, ale i ciekawość. Za bardzo nie interesują mnie przeżycia wewnętrzne bohaterów, bo żaden film nie odda tych prawdziwych tragedii, a wplatanie innych wątków to według mnie tylko łechtanie komercji.
Jedenaście lat temu Michael Bay, który jest chyba moim ulubionym reżyserem, popełnił „Pearl Harbor”. Film ckliwy, ale rewelacyjny pod względem wykonania i jednego wielkiego „BOOOOM” (wiadomo, Bay…). Mamy rok 1941. Europę zjada II wojna światowa, ale w Stanach ludzie żyją normalnie, spokojnie, beztrosko. Głównymi bohaterami filmu są przyjaciele od dzieciństwa, piloci Rafe i Danny. Zawsze razem, zawsze sobie pomagali i uzupełniali się. Podczas rutynowych badań lekarskich Rafe ma ogromny problem z odczytaniem liter – jest analfabetą. Ale może liczyć na pomoc przyjaciela i na przychylność pięknej pielęgniarki, Evelyn. Nie dość, że Rafe przechodzi badanie, a co za tym idzie może kontynuować karierę pilota, zakochuje się w pigule, a ona w nim. Miłość, pożądanie, a w tle wojna, która jest coraz bliżej. Nasi bohaterowie spędzają błogi czas na Hawajach. Ale dla Rafe to ciągle za mało, on chce walczyć, chce wygrywać, chce przynieść chwałę. Decyduje się na wstąpienie do elitarnego szwadronu, który ma pomóc w walce o Anglię. Obiecuje pisać do ukochanej i do przyjaciela, relacjonując im działania wojenne (tia, pisać… przecież jest analfabetą, więc heloooł?!). Jego początkowe sukcesy kończą się tragicznie. Zostaje zestrzelony i uznany za zaginionego/zmarłego. Danny informuje o tym Evelyn, są zrozpaczeni po jego stracie. Ale czas leci rany i między nimi zaczyna rodzić się uczucie. Jednak niespodziewanie okazuje się, że Rafe żyje, uratowali go rybacy. Evelyn jest rozdarta, jest załamana. Ale mimo wszystko decyduje się być z Dannym. Zaraz wyjaśnię dlaczego… Między przyjaciółmi dochodzi do szarpaniny. A że podlani są solidnie alkoholem, lądują w samochodzie na plaży. Następnego ranka, 7 grudnia 1941 roku, obudził ich ryk samolotów. Bynajmniej nie amerykańskich, bynajmniej nie były to ćwiczenia. Japonia zaatakowała Stany Zjednoczone, sprowadzając działania wojenne na drugą półkulę. Danny i Rafe zapomnieli momentalnie o złości, biorąc się za walkę, ramię w ramię. W hawajskich koszulach skutecznie strzelali do samolotów wroga. A w tym samym czasie Evelyn i jej przyjaciółki walczyły o życie żołnieży, w szpitalu wojskowym… Atak Japonii był nagły i bardzo bolesny. Zniszczone zostały statki i okręty, samoloty i przede wszystkim zginęła ogromna ilość żołnierzy… Po pogrzebach Rafe, Danny i kilku innych pilotów dostali tajną, ekstremalnie niebezpieczną misję. Gdy piloci decydują się na nią, Evelyn wyznaje byłemu ukochanemu, że jest w ciąży z Dannym… Piloci ruszają na Japonię. Od początku misja wydaje się być samobójcza i bez szans na powodzenie. Mają problemy od samego początku, ale udaje im się dotrzeć nad Tokio i zbombardować miasto. Niby sukces, ale i tak rozbijają się w Chinach. W mgnieniu oka otaczają ich wrogowie. Japończycy wzięli Danny’ego w niewolę. Piloci walczą, ale ich położenie jest beznadziejne. W Rafa wróg mierzy z pistoletu, ale przed śmiercią uchronił go przyjaciel, osłaniając go swoim ciałem. Danny umiera na rękach Rafa. Piloci wracają po zwycięskiej misji do domu. Evelyn wiąże się ponownie z Rafem, a jej dziecko nosi imię Danny. Przy finałowych scenach wyję już okrutnie, ale cóż. Czasami trzeba…
„Pearl Harbor” zauroczył mnie okrutnie. Za każdym razem, gdy w czarnym pudle leci ten film, zasiadam z wypiekami przed ekranem i przeżywam ciągle tak samo. Ten film jest piękny. Jest ciężki, brutalny, wypełniony trupami, jest umorusany ropa naftową, krwią. Jest majestatyczny! Ma oczywiście masę błędów merytorycznych, ale ja na to zupełnie nie zwracam uwagi. Ten film to wizytówka mojego gustu muzycznego: musi być z pierdolnięciem, musi być, wszystkiego dużo i bardzo, musi być pięknie i musi być „BOOOM!”
ON:
Od razu to napiszę. Nie widziałem wpisu Pauliny do czasu publikacji!
Jeśli miałbym powiedzieć kto robi najlepsze filmy wojenne, epickie powieści pełne walk i efektów specjalnych, to bez wahania odpowiem, że Amerykanie. Budżety filmowe jakimi dysponują są niewyobrażalne, aktorzy są najlepsi i nawet średniej klasy scenariusz zostaje przemieniony z brzydkiego kaczątka w pięknego łabędzia. Jeśli film “Pearl Harbor” Michaela Bay’a zostałby nakręcony w Polsce wyglądał by na pewno inaczej. Myślę, że mniej więcej tak:
Dwa stare samoloty lecą nad pięknymi łąkami. Jeden z nich to atrapa wykonana z kartonu, ponieważ budżet nie pozwolił na wynajęcie kolejnego. Tak więc mamy ujęcia tego prawdziwego, a atrapa gdzieś sobie majaczy z tyłu (jest to nawet w miarę dobrze zrobiona animacja). Nie może być przecież wpadki. W następnej scenie poznajemy dwóch najlepszych przyjaciół: Rafała (w oryginale Rafe McCawley zagrany przez Afflecka) tutaj granego przez Szyca oraz Daniela (Danny Walker zagrany przez Josha Hartnetta), w polskiej wersji Żurawski. Panowie są zapalonymi pilotami, którzy od dziecka marzyli, aby stać na straży wolności i pokoju. Chcą oddać życie za wolność naszą, a jak się nie uda to może być wolność innego kraju. Między nimi jest prawdziwa przyjaźń nad życie. Na scenie pojawia się kobieta, w której dozgonnie zakochuje się Rafał. Wspaniała czarnowłosa piękność zagrana jest przez Romę Gąsiorowską. Ta miłość jest piękna i platoniczna, bo w filmie nie będzie seksu, gdyż wiadomo muszą na niego iść całe szkoły, bo mimo że nie jest to lektura, to jednak kino historyczne. Tak więc szkoły pójdą. Życie płynie sobie spokojnie. Poznajemy więcej „chłopków z jednostki” naszych bohaterów. Więc jest Karolak, Chyra, Linda, znalazło się miejsce dla podstarzałego mechanika twardziela – tutaj jest to Olbrychski (ale zamiast kluczy francuskich nosi szablę). Piękne pielęgniarki zagrały rodzime gwiazdki, które musiały w filmie się pokazać. Ponieważ produkcja będzie epicka, to musimy mieć rolę dla Jandy i Figury (po małym liftingu zagrają 25-latki). Wszystko zostało nakręcone gdzieś pod Krakowem, gdzie ekipa filmowa przez 17 miesięcy budowała wspaniałe lokacje z kartongipsu, waty i zaprawy murarskiej. Ekipa odpowiedzialna za morskie efekty specjalne zastanawiała się jak obejść problem kartonowych łodzi – „Szefie te kartonowe statki to kurwa toną!” W ostatniej chwili udało się zakupić z wojskowego demobilu dwie łodzie szybkiego reagowania, a resztę załatwić ma grafika komputerowa. Jakiś student to spokojnie za 2 stówy ogarnie przecie. W tym czasie Rafał usłyszał, że w Anglii nawalają się z Niemcami, to zostawił swoją ukochaną i pojechał walczyć za czyjąś tam wolność. Na planie okazuje się, że na port ma napaść wielka flota japońskich samobójców. Reżyser panika –„Dlaczego nikt k….a nie powiedział, że to mają być Azjaci?” Szybkie załatwianie i kombinowanie. Z pomocą przychodzi nasz rząd. Uff, całe szczęście. Każdy sprzedający na stadionie kalesony z trzema pasami oraz ten co ma budkę z psininą na patyku, który zgłosi się jako darmowy statysta, dostanie kartę pobytu, a najbardziej zasłużeni mogą liczyć na polski paszport. Mamy więc flotę japońską. „Dzięki Ci Matko Boska.” Rafał zostaje zestrzelony podczas walk w powietrzu u wybrzeży Anglii. Akurat na to nie było budżetu więc jest scena, w której Gąsiorowska czyta telegram. Kto zaopiekuje się naszą samotną pięknością? No jasne że Daniel. Oczywiście, okazuje się że Rafał przeżył zestrzelenie i dociera do domu (Błonie pod Krakowem) i zastaje swojego kumpla ze swoją „byłą” laską. Następuje małe mordobicie, po którym panowie sobie wszystko tłumaczą i znów są kumplami. Japończycy ze stadionu dotarli na swoich kanoe do wybrzeży Pearl Harbor (zatoka Pucka) i zaczyna się walka. Trochę wybuchów z petard dla zrobienia klimatu, jakieś tam manewry, gdzie się tylko da. Resztę zrobi na swoim lapku student za 2 stówki.
Całe szczęście w USA tak nie jest. Budżet starczył na sprzęt, efekty i aktorów z najwyższej półki. Oglądając ten film czasami mamy wrażenie, że jesteśmy w samym środku akcji. Wszystko dzięki genialnej reżyserii Baya. Film zaś wygląda jak by był nagrany na starym filmie z lekko błękitnym i brązowym odcieniem. Takich ujęć, jakie są w jego filmach, trudno szukać w innych produkcjach. Samoloty są prawdziwe, karabiny są prawdziwe, postacie, mimo że naciągane, też są prawdziwe. Jest trochę rozbieżności historycznych, ale to i tak genialne epickie kino. Wszystko napier… z lewa i prawa, nagłośnienie jest bajeczne, efekty specjalne wprost BOOOMbowe. Michael Bay wyreżyserował romansidło osadzone w realiach II Wojny Światowej, minął się z prawdą historyczną kilka razy, ale co tam. Pearl Harbor trzeba chociaż raz zobaczyć nawet dla samego Jona Voighta oraz Toma Sizemore. Warto.
