ONA:

„Podejrzani” – film z 1995 roku, w reżyserii Bryana Singera (tego od X-menów), ze scenariuszem Christophera McQuarrie (który w dorobku ma same nieznaczące projekty). W roli głównej Kevin Spacey i jeszcze kilku innych panów. Podeszłam do tego trochę jak pies do jeża, a pierwsze minuty filmu utwierdziły mnie w przekonaniu, że film będzie nudny, przewidujący, beznadziejny. Wystarczyło mi kilka pierwszych scen, żeby chóralnie wykrzyknąć „Wiem kto zabił!”, ale potem się okazało, że im dalej w las, tym ciemniej. I już nic nie było takie oczywiste.

Zaczynamy od końca, czyli od finałowej sceny – ja takie zabiegi lubię wybitnie! Wielka eksplozja na statku, 27 sztywnych, ale jednym z ocalałych jest Kint, drobny przestępca, który opowiada historię i bieg wydarzeń. W jego wersji, za całą tragedią stoi bóg wojny – Keyser Soze, którego siła, moc, potęga jest przerażająca. Soze jest czymś pomiędzy mitem, a koszmarnym snem, którego finał zwykle bywa krwawy i brutalny. Soze wciągnął w tajemniczą i niebezpieczną rozgrywkę Kinta i 4 jego wspólników. Stawka jest wysoka. W grę wchodzi kokaina o wartości 91 mln zielonych. Pomijając pana Soze, Kint jest jednym z ciekawszych bohaterów. Ma genialny umysł, mimo, że fizycznie jest kaleką. Chce zeznawać, chce opowiedzieć policjantom całą historię, ale wymaga zagwarantowanej nietykalności w zamian. Cofa się więc do pierwszych wydarzeń, a każde poprzednie jest umiejętnie dopasowanym kawałkiem układanki, który pasuje w okropnie logiczny sposób.

Scenariusz jest ciężkawy, coś jak śląski obiad, który mimo, że jest pyszny, długo i wolno trawi się w bebeszkach. Mnogość bohaterów, nazwisk, miejsc, relacji męczy i wymaga skupienia. Skoki napięć i emocji gwarantują jednak dynamikę, nie nudzimy się. Trochę drażni ilość retrospekcji i nawiązań do przeszłości, ale na szczęście Dave ten film widział i ze stoickim spokojem wyjaśniał mi wszystkie wątpliwości. A kiedy doszliśmy do końca, kiedy wszystkie tajemnice zostały wyjaśnione – chwyciłam się za głowę i zostałam z rozdziawioną buzia i oczami wielkości spodków. Tak, film był dobry.

Pan Spacey jest genialnym aktorem. Postacie, w które wchodzi, są do bólu realne, mimo odrealnionych sytuacji. Ten film to de facto tylko Spacey, którego umiejętności zostawiają daleko w tyle resztę obsady. Sama fabuła jest kryminalno-gangsterska i jak na sensację z lat 90tych – bardzo ciekawa. To nie jest głupia szczelanka, z morzem krwi, to klasyk kina, który zasłużył na te wszystkie Oscary. Jest tajemnica, jest zagadka, jest genialny scenariusz. Warto obejrzeć!

ON:

Jak wyglądały nasze sesje RPG w Cyberpunka 2020? Były szybkie, czasem chaotyczne i krwawe. Każdy z nas chciał być tym wymarzonym bohaterem, który dorobi się kasy, a mistrz gry go nie wykończy. Byliśmy takimi łachudrami, łajzami z własnym kodeksem moralnym, który pisany był w rynsztokowych pubach, tanich hotelach i podupadających burdelach. Nigdy nie mieliśmy skrupułów, aby strzelić w plecy komuś, kto na to zasługiwał, czasem nawet strzelaliśmy mu w twarz.

Dlaczego wspominam sesje CP2020? Ponieważ ostatnio miałem po raz kolejny okazję oglądać film „Podejrzani”, który jest tak dobry, jak idealna sesja w grę RPG. Najpierw mamy wprowadzenie, w którym dochodzi do masakry w dokach Los Angeles. Na węgierskim statku policja znajduje 27 trupów oraz jednego żyjącego świadka całego zdarzenia – Rogera Verbala Kinta. Ten szemrany typek, który siedział za drobne przestępstwa, będzie mistrzem gry. Storytellerem, który zaprowadzi nas do końca historii. Nikt jednak nam nie obieca, czy tego końca dożyjemy. Kint poszedł na ugodę i właśnie siedzi na posterunku, czekając na odpowiednie dokumenty. Ponieważ jako jedyny wie do czego doszło na łodzi, jest ważny dla ambitnego policjanta Dave’a Kujana. Postanawia on przeprowadzić z Kintem rozmowę, która da mu ślad, trop pozwalający złapać przestępcę z doków. Zaczyna się spokojnie od aresztowania pięciu drobnych cwaniaczków, kumpli „po fachu” – każdy coś o reszcie słyszał, kilku kiedyś nawet ze sobą pracowało. Policja zgarnęła ich jako podejrzanych w sprawie kradzieży furgonetki pełnej broni. Z powodu braku dowodów zostali zwolnieni, ale ziarno zostało właśnie zasiane. Panowie postanawiają razem zrobić skok na skorumpowanych gliniarzy. Podobno duża kasa i małe ryzyko. Szybka akcja, zabierają kasę i szlachetne kamienie, które mają trafić do Redfoota – pasera z innego stanu. Ten podczas wymiany towaru przypadkiem nadaje im kolejne zlecenie. Tym razem jest to napad na jubilera. Znów ma być to prosto, niestety nie wszystko idzie tak jak powinno i pojawiają się trupy. Podczas kolejnej konfrontacji z obecnym zleceniodawcą, pada nazwisko Kobayashiego – człowieka, który dość sromotnie namiesza najbliższej przyszłości naszych bohaterów. Okazuje się, że Kobayashi jest prawą ręką Keysera Soze, węgierskiego „Wlada Palownika” naszych czasów, przestępcy, którym straszy się dzieci. Każdy z piątki bohaterów podpadł kiedyś panu Soze, tylko fart chciał, że jeszcze żyją. Teraz mają okazję odkupić swoje winy podczas akcji w porcie Los Angeles. Akcji, która pokazana jest na początku filmu i po której w porcie 27 osób może zostać wpakowanych do drewnianych skrzynek. Tak dochodzimy do finału…

W tym filmie nie ma słabizn. Po prostu trzeba go oglądać na spokojnie, skupić się na szczegółach i drobnych elementach. Każdy fragment układanki jest fantastycznie podany przez Kinta (wspaniała rola Kevina Spacey’a). To właśnie, sposób narracji, gdzie jedna osoba opowiada historię ze swojego punktu widzenia, sprawia, że obraz potrafi zauroczyć. „Podejrzani” to jeden z lepszych filmów sensacyjnych jakie było mi dane widzieć w ciągu całego swojego życia. Górna półka, która zarezerwowana jest tylko dla najlepszych.