ON:

W 1995 roku miałem piętnaście lat, myślałem, że zjadłem wszystkie rozumy i czułem się ważniakiem, pijąc za szkolnym śmietnikiem prytę wiśniową wraz z moimi klasowymi kumplami. Były to czasy, kiedy mogłem się nazywać „hardcorowym” graczem, mój PC przebył wtedy kolejną modernizację, którą tym razem przeprowadziłem sam. No c,o ja nie zmienię płyty i procesora? Dzięki temu mogłem się cieszyć kolejnymi tytułami, jakie pojawiały się na komputery stacjonarne. Wtedy też studio Apogee (późniejsze 3D Realims), po ukończeniu „Rise of the Triad”, zapowiedziało pracę nad nowym, ciekawie się zapowiadającym tytułem. Mowa tu o „Prey.”

Niestety, dziecko to rodziło się w długich męczarniach, po drodze było kilkakrotnie porzucane, aż w końcu, w 2006 roku, udało się przyjść mu na świat, jego rodzice zaś wierzyli, że synek zatrząśnie branżą elektronicznej rozrywki. „Ofiara”, bo tak możemy przetłumaczyć imię bobasa, nie okazała się cudownym chłopcem, ale nie była też ofiarą losu. Od początku wiadomo było, że będziemy mieć do czynienia z pierwszoosobowym shooterem, którego innowacją ma być system portali oraz chodników, pozwalających w dość swobodny sposób poruszać się po świecie gry. Oczywiście z marketingowego bełkotu zostało bardzo mało, można powiedzieć wręcz odrobina, ale nie przeszkodziło to utrzymaniu dość ciekawej i mrocznej konwencji tego dzieła.

Grę zaczynamy od poznania głównego bohatera – Cheerokeza Domasi Tawodi, potocznie zwanego Tommym. Jest on mechanikiem samochodowym, żyjącym w rezerwacie dla czerwonoskórych gdzieś w Oklahomie. Tommy, kocha swoją śliczną Jen, ale bardzo przeszkadza mu to, co się dzieje w jego otoczeniu. Dzikie zwierzę jakie w nim siedzi, dusi się i musi uciec z więzienia, w którym się znajduje. Jen inaczej patrzy na ten problem, podobnie jest z dziadkiem Tommyego, Enisim. Historia zaczyna się w lokalu, którego właścicielką jest Jen. Przy barze siedzi dwóch białych ochlaptusów pijących na umór. W pewnej chwili dochodzi do sprzeczki pomiędzy gośćmi a dziewczyną, na co musi zareagować nasz bohater. Kilka szybkich uderzeń klucza francuskiego jest w stanie ostudzić każdy zapał. Po tych zdarzeniach dzieje się coś dziwnego. Telewizor zaczyna wariować, prezenter coś wrzeszczy na temat dziwnego obiektu, a bar oraz jego zawartość i goście zostają wciągnięci przez jakiś dziwny obiekt.

Następną rzeczą jaką przyjdzie nam zobaczyć, to nasze ciało przypięte do jakiegoś mechanizmu, który przewozi nas w głąb statku kosmicznego, obok nas w podobnej sytuacji znajduje się dziadek i ukochana. Podróż trwa dość długo, ale jakaś dziwna postać podkłada pod „kolejkę” ładunek wybuchowy, dzięki czemu będziemy mogli przedrzeć się przez wnętrze wielkiego UFO i spróbować uratować naszą dupę, przy okazji śliczny tyłek Jen i pomarszczone dupsko dziadka. Czy to nam się uda, warto zobaczyć samemu.

„Prey” mimo swoich lat nadal dobrze się trzyma. Miałem okazję przechodzić tą grę w 2005 roku na PC, a teraz skończyłem ją na Xbox360, obie wersje nie różnią się praktycznie niczym jeśli chodzi o rozgrywkę. Do dyspozycji mamy liniową strzelankę pierwszoosobową, w której postawiono na trójwymiarowość pełną gębą. Dzięki zastosowanym rozwiązaniom możemy przemieszczać się praktycznie po każdej płaszczyźnie. To, co było sufitem, może się stać podłogą za sprawą przełączenia jednego przycisku, kilkukrotnie w ciągu gry będziemy mieli okazję pokierować dziwnym latającym pojazdem oraz pozwiedzać świat astralny. Dokładnie tak. W „Prey” zginąć jest naprawdę trudno. Nawet jeśli nasze zdrowie spadnie do zera, to przenosimy się do „Krainy wiecznych łowów”, gdzie przy pomocy łuku musimy zestrzelić kilka czerwonych i niebieskich stworów, i nasze cało znów wróci do formy.

Gra miała być rewolucyjna, a jej narodziny trwały strasznie długo. Jak wspominałem, nie jest to dzieło wybitne, nie wnosi praktycznie nic do gatunku, ale z drugiej strony, patrząc na obecne tytuły „Prey” wypada przy nich bardzo dobrze. Długość gameplaya, kilka dobrych nowatorskich rozwiązań pozwoliło grze na zapisanie się w pamięci starej kadry graczy. Polecam, gdyż można ją kupić za 30zł, mówię o wersji na Xbox360.