ONA:

Nieczęsto się zdarza, że gubię po drodze film jakiegoś mojego ulubionego aktora czy twórcy. Ale jednak, czasami coś prześpię. Szczególnie, gdy film przechodzi bez echa. Lubię Toma Hanksa. Lubię, bo on gra w sposób bardzo lekki, ale i przejmujący. To ten rodzaj aktorstwa, który przyciąga i którego polskie karolaki i szyce nigdy nie ogarną. 

Historia dzieje się w latach 30. w USA. Nieformalnym prezydentem i królem wszystkich królów jest Al Capone, wszystkim rządzi mafia, a kto jest w rodzinie, ma z tego powodu ogromne profity, ale musi robić wszystko, żeby z niej nie wylecieć, szczególnie, że można ją opuścić jedynie nogami do przodu. Okoliczną mafią dowodzi John Rooney. Jak każdy ojciec chrzestny, ma swoje ideały, ma wartości, ale świat w jego odczuciu jest albo czarny, albo biały. Albo ktoś się podporządkuje, albo żre ołów. Głównym bohaterem jest Michael Sullivan, który u Rooney’a robi brudną robotę. A jest w tym wyjątkowo dobry. Swoją drogą, dziwnie jest oglądać T. Hanksa w roli cyngla, który z zimną krwią zabija. Ale kiedy Michael już wykona swoją pracę, gdy schowa karabin i umyje ręce, wraca do domu, w którym czeka na niego żona i dwoje synów. Jednak w kontaktach z dziećmi, Mike zachowuje (delikatnie mówiąc) powściągliwość. Wszystko szlag trafia pewnej felernej nocy, gdy starszy syn postanawia za wszelką cenę dowiedzieć się czym zajmuje się tatko. Kiedy pod osłoną nocy Michael i Connor Rooney (syn szefa mafii) jadą wypełnić zlecenie, Michael Junior czai się w samochodzie. Sprawy wymykają się spod kontroli. Zwykła rozmowa, którą mięli przeprowadzić, kończy się krwawą jadką na oczach dziecka. Ta informacja w trybie ekspresowym dociera do szefa, który staje przed dylematem. Obawa jest taka, że gówniarz wygada się, robiąc konkretny problem całej Rodzinie. Ale z drugiej strony, Michael Sullivan traktowany był przez Johna jak syn, zawsze mógł na nim polegać, nigdy się na nim nie zawiódł. Problem rozwiązuje synalek, kiedy znowu bezmyślnie używa broni. Ginie żona i młodszy syn Sullivana. Ocalali nie mają zbyt dużego wyboru, jak tylko uciekać. Ale gdzie? Z każdej strony czają się kolejni mafioza, którzy w takich sytuacjach zawsze są dla siebie lojalni. Ale Michael jest kuty na cztery łapy. On zawsze znajdzie wyjście, nawet z beznadziejności.

To film, gdzie wszystkie wątki krążą wokół mężczyzn, który podejrzewam bardziej spodoba się facetom, ze względu na tematykę i sposób wykonania. Film jest mroczny, ale dosłownie – jest ciemny, brudny, idealnie oddaje klimat nocnych porachunków. Właśnie tak sobie wyobrażam te czasy. Jednocześnie mamy dostojnych dżentelmenów, w kapeluszach, w idealnie skrojonych płaszczach, widzę zasady „moralne” wewnątrz rodzin mafijnych, które składają się na niespisany kodeks postępowania, a potem widzę totalny rozpiździel za pomocą karabinu maszynowego, który wchodził w skład ówczesnego wyposażenia.

Ogromnym plusem filmu jest muzyka, stworzona przez Thomasa Newmana. Główne męskie role zostały bardzo dobrze obsadzone. Tom Hanks, Paul Newman, Jude Law, Daniel Craig i Stanley Tucci – kapitalny zestaw, łechcący oczy i duszę.

Film jest świetny! Bez dwóch zdań.


 ON:

Jeśli miałbym określić jednym zdaniem „Drogę do zatracenia” Sama Mendesa, to mogę powiedzieć, że to najładniejszy film o rodzinach mafijnych, działających w latach 30 w USA. Powodem są genialne zdjęcia, za które film dostał zasłużonego Oscara. To brudne kino o twardych facetach, pełnych klasy, dla których system wartości jest inny każdego dnia, nie zmienia się tylko jedno – lojalność wobec „głowy rodziny”. Czasami jednak przychodzi taka chwila, gdy musimy wybrać co jest dla nas ważniejsze: honor czy lojalność.

To także jeden z niewielu  filmów, w których Tom Hanks gra nie do końca pozytywnego bohatera. Jak by nie patrzeć to cyngiel mafii, mimo  że kochający żonę i dzieci, nadal pozostaje mordercą. Film opowiada historię Michaela Sullivana (Hanks), którego podczas jednej z „brudnych robót” podpatruje jego starszy syn Michael Sullivan Jr. Sytuacja ta jest dość niezręczna dla wszystkich, ale przede wszystkim dla jego partnera Conora Rooney’a, syna lokalnego bosa mafijnego. Conor nie do końca wierzy w to, iż mały będzie trzymał język za zębami i sam postanawia wziąć sprawy w swoje ręce. Nie mówiąc nic ojcu, wydaje wyrok na całą rodzinę Sullivanów i tylko odrobina szczęścia oraz szybka ręka, uchroniła głowę skazanej na śmierć rodziny. Spóźniony do domu Jr. także uniknął losu, który spotkał jego matkę oraz młodszego brata. Zamordowani z zimną krwią nie mieli szansy na przeżycie. Od tej chwili zaczyna się kino drogi, które prowadzi tylko do zatracenia…

Michael stara się na własną rękę wymierzyć sprawiedliwość mordercy jego rodziny, wiedząc, że jest spalony – postanawia pojechać do Chicago, aby zdobyć zaufanie postawionych wyżej niż rodzina Rooney’ów, niestety jego plan spala na panewce. Widząc co się święci, bandyci wydają na niego wyrok śmierci i wynajmują hitmana w osobie młodego Harlena Maguirea. Jego pasją (poza zabijaniem) jest fotografowanie martwych oraz umierających osób, w szczególności przestępców. Sprytny zabójca bardzo szybko wpada na trop uciekającego ojca i syna, ale chytry, stary lis szybko przechytrzył młodego psa. Podróżując przez Stany, obrabiają banki z pieniędzy należących do mafii, w ten sposób chcą zwrócić na siebie uwagę. Podczas zastawionej na siebie pułapki, Michael zdobywa księgę rachunkową, z której jasno wynikają bardzo niesmaczne fakty. Następuje konfrontacja pomiędzy głową mafijnej rodziny, Johnem Rooneyem a Michaelem Sullivanem.

„Droga do zatracenia” jest filmem bardzo spokojnym, to taka mroczna opowieść o zemście i wartościach jakie nami kierują. Znajdzie się tu kilka strzelanin, kilka trupów, ale tak naprawdę one są tylko dopełnieniem historii.

Przyszło nam oglądać trzy filmy Sama Mendesa w ciągu ostatnich tygodni i muszę przyznać, że jego kunszt filmowy jest dość specyficzny. Storytelling, jaki nam serwuje, jest naprawdę wysokiej klasy, niezależnie od tego czy opowiada o rozterkach wieku średniego w „American Beauty”, czy historię współczesnego żołnierza w „Jarhead”, a nawet najnowszą historię agenta 007. To dobre smaczne kino, które zasmakuje każdemu koneserowi. Warto.