ONA:

W światowym obrocie znajduje się ponad 550 mln sztuki broni. Co dwunasty człowiek na Ziemi ma broń. Pytanie tylko… jak uzbroić 11 pozostałych.

Yuri Orlov (Nicolas Cage) – emigrant z Ukrainy, który stworzył sobie w Stanach gniazdko wraz ze swoimi rodzicami i bratem, pewnego dnia odkrył, że to, przed czym całe swoje dotychczasowe życie uciekał, to, co go przerażało, jest niezłym sposobem na zarabianie. I teraz już nie uciekał. Teraz biegł temu na przeciw. A co to takiego? Prosta sprawa: tym czymś jest śmierć. Bystre oko i smykałka do interesów to nie jedyne zalety naszego bohatera. Jest on do szpiku kości pomysłowy, ma talent do języków, jak sobie coś postanowi – to to robi. Zna zasady panujące w jego branży, wie, że musi być pierwszy. Czym konkretnie się ten jegomość zajmuje? Otóż panie i panowie – Yuri handluje bronią. Jest panem życia i śmierci. Jego towar „obsługiwał” 8 na 10 konfliktów na całym świecie, czym oczywiście chwalił się. Główna zasada na jego rynku mówiła, że broń jest albo biała – legalna, albo czarna – nielegalna, albo szara. I on właśnie robił wszystko co tylko mógł, by zostać w odcieniach szarości. Orlov robi wszystko, by jego interes w świetle prawa był do porzygu legalny. Tworzy dwie wersje siebie: jedna to ten bezlitosny, cyniczny, z wątpliwą moralnością, ale za to z wielką ochotą na bogacenie się, a druga to ten uroczy, słodki. I na tą drugą twarz złapał swoją żonę, piękną Avę (Bridget Moynahan). Zresztą, sam „podryw” był totalnie obmyślonym sposobem na złapanie antylopki, by w krzakach przegryźć jej tętnicę. I kiedy już założył rodzinę, chciał najbardziej „legalnie” wyglądać właśnie w oczach żony i syna. Oczywiście, Ava wiedziała, że jej ślubny nie jest byle biznesmenem, ale nigdy o nic nie pytała. Zanurzyła się w luksusie i to dawało jej względny komfort. Oczywiście, Yuri był wzorowym mężem i ojcem. Dla swoich bliskich jest w stanie zrobić wszystko i chronić ich do utraty sił… Po czasie żonka dowiaduje się, że bogactwo, którym się otacza, splamione jest krwią milionów osób… I jak myślicie, małżeństwo wytrzyma?

Idźmy dalej. Orlov ma też młodszego brata, który – delikatnie mówiąc, jest piźnięty. Vitaly (Jared Leto) ma słabość do wódy, koksu i dup. Jest totalnie nieobliczany. Jego obecność zwiastuje kłopoty. Panowie początkowo działali wspólnie, a potem ich drogi się rozeszły. Vitaly po kolejnym odwyku próbował uporządkować swoje życie ile tylko mógł. I wtedy ich drogi zeszły się raz jeszcze i po raz ostatni. Aaa! W jednej epickiej – dodam, scenie, Vitaly robi z koksu kształt Ukrainy i ma zamiar strzelić sobie podróż po ojczyźnie. Zabierając się za wciąganie mówi: „Ukraina… byłem mały, ale jeszcze ją pamiętam. Zacznę w. Odessie, potem pojadę na Krym…” i przerywa mu Yuri: “Nie dożyjesz Kijowa!”

Innym bohaterem jest agent FBI, Jack (Ethan Hawke), który jest idealistą, wierzącym w to, że zło da się zawsze złapać i ukarać. Depcze Orlovowi po piętach, czekając na jego najmniejszy błąd. Jack jest przesiąknięty moralnością, a z kolei Yuri tego pojęcia praktycznie nie zna… Zaspoileruję: w końcu go łapie.

Film jest świetny. Jest kapitalnie nagrany, ma przepiękne zdjęcia i mega fajny humor. Wylewa się z niego to, co Marudy uwielbiają (zaraz po kremie krówkowym), czyli ironia, sarkazm i gargantuiczne ilości cynizmu. Fabuła wciąga, nie nudzi. Jest to jednocześnie poradnik o tym, jak zostać handlarzem bronią (czytam teraz książkę o tym, jak stać się „mordercą na zlecenie jedynym”, także beware!). Yuri za nic nie potrafi zerwać ze swoim „powołaniem”. On żyje tym, czym się zajmuje, nie potrafi, nie chce robić niczego innego i cena, którą za ten wybór poniesie jest gigantyczna. Cóż, uczciwie zarobiony pieniądz najtrudniej zarobić.

Film jest prawdziwą opowieścią o ludziach, którzy bez mrugnięcia okiem zabijają dla jakiś chorych idei. Na nich właśnie bogacił się główny bohater. Trzymał w kieszeni wielu dyktatorów z różnych stron świata, a oni jedli mu z ręki. Był „akwizytorem” śmierci, który degradował i demoralizował wiele społeczeństw. Sam nazywał się „złem koniecznym”, powtarzając co raz „To nie nasza sprawa”, gdy ktoś sugerował, że broń zostanie wykorzystana na niewinnych ludziach. W kluczowym momencie jednak zostawił nas ze słowami „Nigdy nie rozpętuj wojny. Zwłaszcza ze sobą”…

Film kończy gorzka prawda. Handlarze bronią istnieją i będą istnieć. Ale w porównaniu z gigantami, są zaledwie sprzedawcami z bazaru. Większość rynku należy do USA, Rosji, Chin, czy Francji, którzy są największymi dostarczycielami, będąc jednocześnie w Radzie Bezpieczeństwa ONZ. Taki psikus!

ON:

Nicolas „Klatka” ma ostatnio spadek filmowej formy. Gra w gniotach niemiłosiernych, filmach bez fabuły, nic nie wnoszących do kinematografii. Gdzie czasy „The Rock”, „Con Air” czy leciutki „Skarb narodów”? Niestety, gdzieś dawno minęły i boje się, że nie powrócą. Szkoda, bo kiedyś jego nazwisko gwarantowało świetną zabawę. Jednym z filmów, który pozostał na długo w mojej pamięci, był „Pan życia i śmierci”, gdzie wcielił w handlarza bronią – Yuri Orlova.

Ten pochodzący z Ukrainy obywatel USA, długo nie potrafił znaleźć sobie zajęcia. Jego brat Vitaly stara się cos robić, ale wychodzi mu to jak wdrażanie reform naszemu rządowi. Panowie się włóczą, piją, palą ale do końca nie wiedzą co jest im dane. Pewnego dnia Yuri przypadkowo staje się świadkiem zabójstwa i ten moment był jego punktem zwrotnym, to wtedy zdecydował, że będzie handlarzem. Co ma wspólnego śmierć dwójki mafiozów ze sprzedażą? Bardzo wiele, ponieważ nasz Ukrainiec wpada na pomysł handlowania bronią. Od samego początku nie miał zamiaru być płotką, wiedział czego chce i adekwatnie do tego dochodził. Pierwsza transakcja dała mu kasę na kolejne zakupy i tak oto rozkręcił interes, w który starał się wciągnąć brata. Vitaly nie był tak obojętny na to, co się działo na świecie, może jego korzenie i przywiązanie do Ukrainy było mocniejsze, przez co przemoc i śmierć budziły w nim lęk i obrzydzenie. Dość szybko chciał dać nogę z interesu. Pierwszą sposobnością było 6 kilogramów koksu, jakie otrzymali w ramach barteru od jednego odbiorcy. Jedna paczka „stafu” wyparowała razem z nim i tak zaczął się narkotykowy trip. Yuri kochał swojego brata bardzo mocno i od początku jego problemów starał się mu pomagać. Nic to nie dawało. Każdy kolejny pobyt na odwyku kończył się tak samo, powrotem w cztery ściany przytułku dla uzależnionych. W tym czasie małe imperium Orlova rozrastało się. Ponieważ nigdy nie miał problemów z dostarczeniem broni, miał naprawdę daleko kto kogo i dlaczego zastrzeli z jego pistoletów i granatników. Stał się dość szybko potentatem. Pojawiła się kasa, trzeba było realizować następny cel, zdobyć kobietę swoich snów. Była taka jedna, piękna modelka, do której wzdychał od młodzieńczych lat. Odpowiedni zasób gotówki potrafi pomóc nawet takiemu „brzydalowi” jak on. Dobrze zagrana rola potentata przewozowego, pozwoliła mu zdobyć „Złoty Graal”.  Modelka Ava Fontaine zmieniła nazwisko na Ava Fontaine-Orlov i urodziła mu syna. Związek od początku opierał się na kłamstwie i kłamstwem się także zakończył. Handlarz stanął wielokrotnie przed ciężkim wyborem i zawsze wybierał jedną drogę, tą najlepszą dla niego. Na tej drodze stanął nieugięty pracownik Interpolu – Jack Valentine. Gdy Orlov wybił się ponad płotki i sam zaczął być rekinem, zwrócił na siebie jego uwagę. Panowie przez bardzo długi czas prowadzili zażartą rozgrywkę na planszy międzynarodowego handlu bronią. Czy udało się złapać Juriego? Warto sprawdzić samemu.

Film podobno bazuje na prawdziwej historii, w co jestem wstanie uwierzyć, ponieważ rządy największą kasę zarabiają na wojnie i to interes, który napędza gospodarkę i pozwala oderwać zainteresowanie opinii publicznej od innych problemów wewnętrznych. Dobrym tego przykładem były „Fakty i akty”. Dzieło Andrew Niccola ogląda się bardzo dobrze i pomimo tego, że historia jest ciężka, opowiedziana jest w sposób  niedoprowadzający widza do depresji, co jest dużym plusem. Dla mnie bardzo dobre kino, dające do myślenia.