ON:

Podczas jednej z wizyt w kinie uraczono nas trailerem „Movie 43”. Nie ukrywam, że byłem zaskoczony. Chamskie dowcipy i światowe gwiazdy, grające w tej produkcji, mogły zachęcić do seansu. Jeśli jeszcze ktoś nie miał okazji oglądać „tego czegoś”, to niech odpali trailer, a później zapomni, że kiedykolwiek miał styczność z „Movie 43”. To obraz ciut tylko lepszy od polskiego „Kac Wawa”.

Wiem, że moje słowa są drastyczne i znajdą się osoby, którym film się spodoba, ale ja się do tego grona nie zaliczam. Ktoś wpadł na pomysł zrobienia 11 głupkowatych, niepowiązanych ze sobą scenek i jedyny główny mianownik to chamskie dowcipy i żenada. Gdy oglądaliśmy z Pauliną „Spadaj Tato” z Sandlerem, to także mieliśmy do czynienia z rynsztokowym humorem, ale jego wysublimowany poziom doprowadzał do salw śmiechu i łez, a nie do zniesmaczenia. Te wspomniane 11 scenek wyreżyserowało 11 różnych osób, przez co ich poziom jest bardzo nierówny. Całość ma wiązać do kupy wątek 3 gówniarzy, przez których dojdzie do zagłady znanego nam świata. Jeden z nich grzebie w sieci, aby znaleźć wspomniany „Movie 43” i trafia na kolejne jego epizody. Mamy opowieść o Beth, idącej na randkę w ciemno z Davisem. Na miejscu okazuje się, że przystojniak ma wora na szyi. Tak, wygląda jak indor, a pod brodą „mejdają” mu się włochate kule. W innej scenie Veronica wyzna swojemu facetowi, że pragnie by postawił na niej kloca. Koleś przygotowuje się z niezmierną precyzją, ale podczas finałowej sceny dwójka ląduje nie na karku ukochanej, ale na masce samochodu. W segmencie „Homeschooled” Samantha i Robert to rodzice, którzy rozpierdalają psychikę swojego syna, wychowując i ucząc go w domu. Brak towarzystwa rówieśników zastępują własnymi osobami i wcielają się w role kolegów, nauczycieli, a nawet pierwszej miłości. Potem pojawią się skecze na temat miesiączki, superbohaterów, animowanego kota, wkładania palca w tyłek i 45 centymetrowej murzyńskiej pyty. Wszystko wrzucone jest do jednego kotła i smakuje jak zupa, do której ktoś wsadził skarpety, stare gacie i zużyte tampony. Teoretycznie jesteś w stanie wyłowić ze środka kawałek soczystego mięska, ale jest go jak na lekarstwo.

Szczerze odradzam oglądanie tego obrazu z osobami o wrażliwych żołądkach i psychice, ponieważ mogą się na was obrazić i już więcej was nie odwiedzić. Jeśli macie znienawidzonych teściów, kupcie im ten film w prezencie, wojna do końca życia gwarantowana. Pomimo, że rynsztokowy humor mi nie przeszkadza, to jednak jestem na nie.  Szkoda czasu.

ONA:

Najpierw fakty: nie za bardzo przepadam za komediami typu „Straszny film”. Owszem, gdy miałam naście lat, a przekręcenie znaku na drodze było szczytem osiągnięć, wtedy bardzo mi pasowało takie kino, teraz jestem starsza, niekoniecznie poważniejsza, ale to już mnie (aż tak) nie śmieszy. No i raz twórcy jakiegoś „Strasznego filmu” obśmiali produkcję, którą totalnie ukochuję, więc się obraziłam.

Gdy zobaczyłam trailer „Movie 43” przed jakimś seansem, stwierdziłam, że jeśli w filmie gra Kate Winslet, Gerard Butler, Halle Berry, Hugh Jackman, Uma Thurman, Naomi Watts, Emma Stone, Elizabeth Banks, Kate Bosworth. Josh Duhamel, Richard Gere, Dennis Quaid czy Justin Long – to nie może być aż tak złe. Cóż. W tym samym dziele grają Snooki, Seann William Scott i Johnny Knoxville. Scotta lubię, ale kiedy raz zostanie się Stiflerem, nie ma szans, żeby nagle grać „dramatycznie”. Tymczasem, moją głowę ciągle nurtuje jedno pytanie: ile ci aktorzy z najwyższej, światowej półki wzięli kasy, za rolę w tym „czymś”? Może za dużo wypili? Może przegrali jakiś zakład?

Całość poszatkowana jest na kilka „nowelek filmowych” i każda opowiada o czymś innym, z innymi bohaterami. Nie mają one ze sobą nic wspólnego, no poza tym, że są zdrowo piźnięte. Co mamy? Faceta z jądrami na szyi, rodziców, którzy zaoferowali synowi, uczącemu się w domu prawdziwe liceum, historię o krasnalach, którzy mają garnki ze złotem. Mamy też szybkie randki w wykonaniu superbohaterów oraz parę, która by przełamać szablon typowego spotkania damsko-męskiego, zaczyna grać w „Prawda lub wyznanie”. Jest też pastwienie się nad jabłkową marką z Cupertino i ich nowym sprzętem, jest też historia o pierwszym okresie. Czy o czymś zapomniałam? Ajj, no fakt. Inna para, na pierwszy rzut oka typowa, z tym, że ona chce, by on postawił na niej klocka. Dobra, dosyć. Coś tam jeszcze było, ale mój mózg nadzwyczaj szybko zaczął pakować swoje manatki i złapałam go w progu, zanim ostentacyjnie trzasnął drzwiami.

Jeśli miałabym rozpatrywać tę komedię w sposób typowy, musiałabym wspomnieć o poziomie dowcipu, zaskoczenia i gagów. Warto też byłoby coś powiedzieć o aktorach, czy kadrach i muzyce. W przypadku „Movie 43” ciężko mówić o czymkolwiek. Aktorzy zagrali świetnie. Nawet Jackman i jego moszna na szyi był przejmujący. Owszem, zdarzyło się nam wielokrotnie, że śmialiśmy się do rozpuku. Jeśli zaś chodzi o wykonanie, to film jest zwykły, bez fajerwerków, nagrany w typowo amerykański sposób. To sztampowa produkcja prześmiewczo-parodiująca. Takie filmy będą zawsze powstawać, ku uciesze nastolatków przede wszystkim.

W jednym z fragmentów pada tekst „Potrzebna jest wódka”. Toteż posłusznie postawiliśmy na stole flaszkę i zaczęliśmy walić „wściekłe”.