Smoleńsk recenzja

Wypiłam kieliszek pigwówki i wezbrała we mnie odwaga, połączona z ciekawością. Obejrzałam „Smoleńsk” – film, po którym rodziny ofiar katastrofy powinny pozwać twórców do sądu o zadośćuczynienie, a twórcy powinni mieć zakaz „tworzenia”. Skoro zły nauczyciel, lekarz, prawnik mogą mieć taki zakaz, to aktoreczki pokroju Anny Samusionek, Dominiki Figurskiej, Beaty Fido, także.

Smoleńsk – recenzja

Historia, pokazana w filmie, jest nam znana. Media wałkują tę tragedię od 7 lat, przy okazji zapominając o tym, ze zginęło prawie 100 osób, a nie tylko prezydent z żoną i kilku polityków partii rządzącej. Wydarzyła się rzecz tragiczna, bo mówiąc „Smoleńsk” przestaliśmy pamiętać o tym, po co ta delegacja tam leciała.

Zrobiliśmy ze słowa „Smoleńsk” markę. Zawsze się sprzeda.

Film jest tragiczny. Mogłabym napisać, że widziałam gorsze, ale nie widziałam. Dzieła typu „Mordercza opona” mają to do siebie, że wszyscy wiedzą, że to produkcje zrobione specjalnie. To swego rodzaju pastisz. „Smoleńsk” był zrobiony na serio.

Mamy tu beznadziejną reżyserię, aktorstwo, a scenarzyści wyjęci byli rodem z „Klanu”. Zatrzymam się na moment przy aktorach. Kara publicznej chłosty i zakaz wykonywania zawodu. Na zawsze. Nie wszystko na sprzedaż. Tu nie było jednego bohatera, który byłby „naturalny”. Dno i metr mułu. Rozumiem, że najlepsi polscy aktorzy nie chcieli grać w tym gównie, więc, by zrównać poziom, wzięli aktorów gównianych.

Mam wymieniać dalej? Co jeszcze było w tym filmie tragiczne?
Dialogi.
Zdjęcia.
Muzyka.
A efekty specjalne… Myślę, że średnio ogarnięty gimnazjalista byłby w stanie zrobić coś takiego.

Wisienką na torcie jest ostatnia scena. Tak, ta w której ofiary katastrofy witają się z zamordowanymi w Katyniu żołnierzami. Ta scena powinna przejść do historii, ale takiej, by min. 3 pokolenia, które będą żyły po jej „twórcach” nadal się wstydziły.

Wiecie co jest najgorsze? Ten film bawi. Śmieszy. Parskasz z ironii, kpisz, drwisz. Bo tak jest pokazany. Oglądasz go jak tę nieszczęsną „Morderczą oponę”. To jest straszne.

Tagi: Smoleńsk – recenzja, filmy, recenzja, marudzenie, blog popkulturowy, blog recenzencki