ONA:
Uwielbiam kino pana Quentina. Filmem mojego życia jest ‘Pulp fiction’, którego znam na pamięć. ‘Death proof’ mocno mnie zauroczył. A dlaczego? Bo w tym filmie są świetne sceny, kapitalne zwroty akcji i zajebista muzyka. Bo jest solidny girl power i śliczne stópki. Bo są samochody, o których marzę, z którymi można robić cuda, które pędzą jak wiatr i mruczą jak kociaki. Bo wszystkie filmy Tarantino tworzą całość. Polecam poczytać, po obejrzeniu filmu, ciekawostki, na które nie zwraca się uwagi, a potem obejrzeć raz jeszcze. To jest dopiero moc!
Pierwsza część to historia kilku koleżanek, które stwierdzają, że trzeba się uwalić na kilka sposobów, poseksić w aucie w ciągu 6 minut, potańczyć i pobawić się, póki są młode i zajebiste. W pamięć zapada scena z lap dance, który wykonuje piękna, kobieca dziewczyna, a Kurt Russel ma solidny odpływ krwi w pewne ciałka jamiste. Kurt gra tu oczywiście niezłego skurwysyna (na blogu miało nie być przekleństw, ale się nie dało), więc finałem tej części są latające nogi.
Część druga. Ten sam skurwysyn, inne dziewczyny. Do tego klasyczny Dodge Challenger, kręte drogi i dziewuchy lubiące adrenalinę. Mega pościgi, mega stłuczki. A na koniec obcas w oku.
To jest pozycja, którą warto obejrzeć. Tarantino razem z Rodriguezem stworzyli dwa odrębne filmy, pod szyldem starych, klasycznych grindhouse (czyli kin samochodowych). Części Rodrigueza ‘Planet Terror’ jeszcze nie widziałam, ale mam nadzieję, że będzie równie smakowita jak część ze śmiercioodpornym samochodem.
ON:
Mamy cztery dziewczyny, które chcą się się zabawić wieczorem w mieście. No wiecie – faceci lubią piękne samochody i szybkie dziewczyny. To właśnie są takie dziewczyny. Tej nocy będą szybkie. Szybka zabawa, skok z baru do baru, kolejne drinki, kieliszki wódki i dżointy. W ostatnim z barów, które odwiedzają napotykają pana Kaskadera Mike’a, faceta który lubi bezalkoholowe drinki, piękne kobiety i zabijanie. Jak by nie chcieć go nazwać, na usta ciśnie się „pojeb”. I tak dochodzimy mięsistego finału pierwszej części filmu. Po niej zaczyna się druga historia, która łączy się z pierwszą osobą pana kaskadera oraz czterema dziewczynami – tylko, że teraz innymi. Reszty nie spojleruję.
Jak by nie patrzeć – mimo, że to thriller, to jest to jednocześnie cholernie inteligentny film o relacjach damsko-męskich. Dialogi między dziewczynami, rozmowy o facetach i związkach to perełka. Warto się nimi nasycać, analizować na spokojnie i uśmiechać, słysząc następny ironiczny tekst. Podoba mi się to, bo film pokazuje kobiety jakimi są za tą zasłona kobiecości, pokazuje że laski też lubią szybki sex, lubią świntuszyć i wykorzystywać facetów, nie boją się adrenaliny i walki o swoje. A my faceci to przecież lubimy, kobiety które zrobią nam laskę w przebieralni H&M lub bez majtek pod sukienką pojadą z nami do restauracji. To także film o właśnie takich kobietach. I trzeba przyznać, że Tarantino pokazał je idealnie. Warto zobaczyć bo to kawał dobrego kina.
