Z tym filmem rozprawimy się w inny sposób.
ON: Cieszę się, że film trwał tylko godzinę i 20 minut.
ONA: Ja cieszę się, że nie poszliśmy na niego do kina, mimo, że chciałeś!
ON: Jeśli w trailerach do filmów pokazują zwykle najlepsze sceny, to w tym pokazali wszystkie, czyli jakieś 3 minuty z filmu.
ONA: Co nie zmienia faktu, że zmusiłeś mnie do obejrzenia tego crapu!
ON: No tak, nawet Coco Channel była lepsza!
ONA: Wiedziałam, że z czasem dorośniesz do Coco i w końcu zrozumiesz, hihi.
ON: Ale nie o to chodzi! Ktoś w końcu zrobił gorszy film!
ONA: Więc skoro już jesteśmy przy filmie, to może w kilku słowach o nim opowiemy.
ON: Napisy początkowe, papka, napisy końcowe.
ONA: A w papce boleśnie stracone 80 minut życia.
ON: No dobra, zanim zaczniemy o rzeczach złych, wspomnę o tych dobrych. Na pewno jest jedna. To tylko 80 minut było. Każda następna minuta groziłaby wydłubaniem sobie oczu.
ONA: Ja już byłam blisko.
ON: Reżyserem filmu jest kolo, który w 2006 roku wyreżyserował film „Right at your door”, który mimo swojej surowości i niskiego budżetu był całkiem zjadliwym thrillerem obyczajowym, skupiającym się na reakcji ludzi w sytuacji stresogennej. Mimo to, ta sama osoba zaserwowała nam tak wysublimowane kino, jakim jest „Najczarniejsza godzina”.
ONA: Jest to film o kosmitach. Wiadomo, filmów o kosmitach było ze 2 tysiące (w ciągu ostatniego roku), temat wydaje się tak strasznie oklepany i wymęczony, że trudno byłoby wymyślić coś innego. A jednak!
ON: Po pierwsze: nie dzieje się w USA.
ONA: Ale i tak Amerykańce walczą z ufokami! I do tego madmaxo-podobna grupa rosyjskich twardzieli!
ON: Bo historia rozgrywa się w Rosji!
ONA: A kosmici nie są płazopodobnymi paskudami, tylko są polem energetycznym.
ON: Do tego są niewidzialni.
ONA: I mają problem z widzeniem przez szkło.
ON: i lubią nasze surowce. Szczególnie te, które przewodzą prąd.
ONA: Zupełnie jak złomiarze.
ON: Zaczynamy?
ONA: Film jest beznadziejny. Ale ma happy end (chociaż dziwny).
ON: Żałuje, że straciłem 80 minut mojego życia, za które nikt nie odda mi pieniędzy. Wolałbym zwiedzać Muzeum Ziemi Lubuskiej, byłoby ciekawsze i bardziej pouczające.
ONA: Bohaterowie strzelali do ufoków mikrofalami energetycznymi, dlatego proponuję, żeby w przypadku ataku obcych, mieć przy sobie mikrofalówkę.
ON: I klatkę Faradaya.
ONA: Mam zawsze w torebce!
ON: Warto mieć przy sobie też szalonego elektryka.
ONA: Tatuś!
ON: Na uwagę zasługują efekty specjalne. Myślę, że początek lat 90. zaowocował lepszą grafiką, niż w przypadku tego filmu.
ONA: Głębokie teksty, wypowiadane przez bohaterów sprawiają, że mózg się obkurcza, a istota szara staje się płaska.
ON: O tym filmie nie można powiedzieć nic dobrego, poza tym, że się skończył.
ONA: I że kolejny raz do niego nie wrócimy NIGDY!
ON: Przepraszam, że kazałem Ci go oglądać.
ONA: Jesteś okrutnym człowiekiem Dave…
ON: To była najczarniejsza godzina w moim życiu… Zastanawiam się, czy nie złożyć z innymi osobami pozwu zbiorowego przeciwko autorom tego gówna. Mam nieodwracalne szkody na psychice.
Apel: Obiecajcie, że nigdy, przenigdy, nie obejrzycie tego badziewia.
Ps. Znalezione przez nas concept arty do filmu są o wiele ładniejsze, od samego „dzieła”, nie sugerujcie się tym.
