ON:

Czarny piątek ma to do siebie, że ciężko oprzeć się okazjom. Sprzedawcy zaglądają do naszych portfeli, grzebią i wyciągają z nich kolejne banknoty. Tym bardziej ucieszyłem się, że na rynku XBL Arcade pojawiło się kilka bardzo dobrych promocji. Wiele tytułów miało zabójczo nieprzyzwoite ceny. Patrząc na te kwoty nie dało się przejść obok promocji obojętnie. Dobra poddałem się, przegrałem z kretesem i postanowiłem za kilka złotych zakupić „Runner 2: Future Legend of Rhythm Alien” lub jak kto woli „BIT.TRIP Runner 2”.

Jest to arcade’owa wersja znanego „indyka”, który pojawił się kilka lat temu na rynku i troszkę namieszał w branży. Dlaczego? Bo ktoś wpadł na pomysł aby połączyć gierkę zręcznościową, polegającą na omijaniu przeszkód, z grą muzyczną. Combo dziwne, a o dziwo bardzo miodne i sympatyczne. Kontynuacja pierwszej części wprowadza wiele zmian do znanej dotychczas rozgrywki. Część z nich jest kosmetyczna, a część kosmiczna. Ale każda z nich wyszła „Runnerowi” na dobre.

Jeśli nie mieliście okazji grania w tę produkcję, to w skrócie powiem wam „o co kaman”. Odpalacie grę, wybieracie ludka, którym przyjdzie wam kierować i lądujecie na planszy, a może powinienem powiedzieć na torze przeszkód. Przesuwa się on z prawej do lewej, a my skacząc omijamy różnego rodzaju przeszkadzajki i przy okazji zbieramy sztabki złota. Każdy zdobyty złoty bonus to dźwięk, który uzupełnia soundtrack gry, każdy opuszczony pozostawia lukę, to przegapiona nutka. Dodatkowe czerwone krzyżyki zwiększają szybkość muzyki, a co za tym idzie i biegu, a wiadomo – im szybciej tym trudniej. Pierwsze levele są w miarę spokojne i łatwe, ale im dalej w las, tym więcej… utrudniających rozgrywkę rzeczy. Później poza skakaniem, nauczymy się kolejnych ruchów ułatwiających grę.

Wszystko stylizowane jest na stare produkcje, które dobrze pamiętacie z pierwszych pecetów lub salonów gier. Oczywiście grafika jest trochę podciągnięta i dopasowana do obecnych realiów, ale duch gry pozostaje taki, jak mogliście znaleźć w różnorakich tytułach, które miały premierę kilkanaście lat temu.

Najważniejszą cechą „Runnera 2” jest jego diabelna grywalność. Przez podzielenie gry na krótkie, kilkominutowe etapy, R2 można smakować tak samo dobrze podczas krótkich posiedzeń, jak i kilkugodzinnych sesji. Poza tym musicie być gotowi na syndrom jeszcze jednej planszy. Sam siedząc w weekend do 3 w nocy nad projektem, w pewnej chwili miałem już dość pracy i stwierdziłem, że na chwilkę odpalę grę. Chwilka zakończyła się po 6 poziomach i gdyby nie to, że padałem na pysk, pstryknąłbym kolejne 6. „BIT.TRIP” jest wyjątkowo miodny i ciężko temu zaradzić, bo przyciąga jak magnes.

Polecam z ręką na sercu. Jeśli podobał wam się „Super Meat Boy”, to „Runner” nie zawiedzie waszych oczekiwań.