ON:

Z gier sportowych najbardziej lubię Tetrisa, a tak na poważnie, to nie przepadam za takimi produkcjami. Lubię pościgać się w „Need for Speed”, czasem zagrać w „Tony’ego Hawka”, ale to szczyt moich możliwości. Czasem jednak pojawia się gra, która pomimo tego, że jest dość hardcore’ową produkcją, potrafi przyciągnąć na długie godziny. Tym razem był to „SSX”.

Produkcja od znienawidzonego EA, jest fenomenalnym przykładem na to, że dobra seria broni się sama i pomimo pewnych braków, można jej wszystko wybaczyć. „SSX” to wyścigi snowboardowe, wyścigi przepełnione adrenaliną, szybkością i kaskaderskimi pokazami. Już samouczek przygotowuje nas na to, jak będzie wyglądać rozrywka. Na dzień dobry wyskakujemy bowiem ze śmigłowca, który unosi się nad szczytem góry i zaczynamy szaleńczy rajd po oblodzonych żlebach, muldach i ogromnych przepaściach. To dopiero początek, a następnie zaczyna się szał…

…wybieramy bohatera lub bohaterkę i bierzemy udział w kolejnych zawodach. Możemy rozpocząć World Tour, czyli po prostu karierę, tutaj poznajemy kolejnych przeciwników, których należy pobić. Ten wątek wzbogacony jest o fabułę, ale nie jest ona wyjątkowo wciągająca i równie dobrze mogłoby jej nie być. Drugim trybem jest Global Events – to 153 trasy, różniące się pod względem trudności i wyzwań. Nie wszystkie z nich są odblokowane na samym początku, kolejne możemy kupić za pieniądze zdobyte podczas wyścigów. Ostatni to rozgrywka multiplayer, korzystająca z takiego samego rozwiązana jak Autolog z NFS-ów. Sytem ten jest banalnie prosty, a dzięki niemu możemy pobić wyniki znajomych lub wyśrubować własne osiągnięcia.

Graficznie SSX mnie zachwycił, śnieg z tej produkcji to prawdziwy cyfrowy śnieg, który ma nam zastąpić biały puch spadający z nieba. Dynamiczne animacje, towarzyszące naszym gibkim trickom, są bardzo realistyczne. Pamiętajcie jednak, że to gra i każdy upadek kończy się po prostu siniakami, a jeśli już dojdzie do nieszczęśliwej utraty życia, na pomoc przychodzi nam przycisk przewijania. Jest to mały „pomagacz”, który niejednokrotnie pomoże nam wyjść cało z najgorszej opresji. To samo rozwiązanie znajdziecie w „Forzie” lub we wspominanych wcześniej NFS-ach.

EA słynie z tego, że  ich produkcje są nafaszerowane genialną muzyką, a soundtracki idealnie nadają się do słuchania w samochodzie lub w domu. Tak jest i tym razem – na OST znajdziemy utwory DJ Shadowa, Foster the People, czy Run-DMC, a to tylko mały procent z 36 tracków.

Przede wszystkim „SSX” to jednak dynamika, szalony pęd po zaśnieżonych stokach i energia jaką widać podczas rozgrywki. Nie ma przestojów, nie ma czasu na błędy, nie ma czasu na chwilę zastanowienia. To właśnie ten dynamizm powoduje, że każdy zjazd jest inny, a produkcja EA daje zabawę na długie godziny.