Clueless

ONA:

„Clueless” – mój film młodości. Czy sympatia przetrwała okres dojrzewania, dorastania?

Cher (Alicia Silvestrone) – bananowe dziecko, żyjące w ogromnej, wypasionej willi wraz z ojcem. Mama niestety umarła podczas „rutynowej” liposukcji. Tatuś jest prawnikiem, zarabia 500$ na godzinę, także nasza główna bohaterka może pławić się w luksusach. Komputer wybiera jej strój, jeździ wypasionym jeepem, wydaje fortunę na zakupach. Kumpluje się z Dionne (Stacey Dash) – obie dziewczyny łączy nie tylko imię odziedziczone po diwie muzycznej, ale też podobny styl życia. Generalnie – rówieśnicy im zazdroszczą, bo ich życie jest idealne. Oczywiście, w szkole są mega popularne, podziwiane i zawsze wszystko im się udaje. Aktualnie Cher wpada na pomysł, że będzie pomagać innym. Oczywiście, na swój sposób. Najpierw, żeby poprawić oceny, swata ze sobą dwoje samotnych nauczycieli, którzy z miejsca wpadają w euforię, podnosząc oceny nie tylko cwanej nastolatce, ale i większości uczniów, a potem w szkole pojawia się nowa dziewczyna – zagubiona Tai (Brittany Murphy), która wpada prosto pod skrzydła naszych nastoletnich diw. Oczywiście, wyjdzie z tego mnóstwo komicznych sytuacji – typowe, nastolatkowe rozterki, miłostki, chłopcy, ciuchy i problemy z rówieśnikami/rodzicami/nauczycielami itp.

„Clueless” na polskim rynku znany jako „Słodkie zmartwienia” to film z 1995 roku. Obejrzałam go trochę później i przepadłam. Kiedy ma się naście lat i ogląda film o nastolatkach, ale zza oceanu (albo chociaż z innego cywilizowanego kraju), to szczena mu opada. Zupełnie inna mentalność, zupełnie inne szkoły, imprezy, ciuchy, muzyka, słowem: wszystko. Oglądałyśmy ten film z moją kuzynką tyle razy, że taśma w pewnych miejscach już była prawie przejrzysta. Wizja późnego, nastoletniego, ba – prawie dorosłego życia, pokazanego w „Słodkich zmartwieniach” dała nadzieję, że ta upragniona pełnoletność będzie idealna. Guzik prawda!

Cokolwiek by nie mówić o tym filmie, ja mam do niego sentyment – po prostu. Każdy ma taki film, który kocha „z przywiązania” – tak jak kocha się stare małżeństwo. Jest to jakiś rodzaj „skłonności”, który nie mija, nawet po kolejnym dziesięcioleciu. Nie widziałam go jakiś czas. Myślałam, że przez ten czas moja filmowa dojrzałość wzmocniła się, tymczasem guzik – pod tym względem to ciągle ta sama, nastoletnia Paulina, której takie beztroskie życie imponuje.

Autor: Marudy

Podziel się postem
468 ad