ON:

Koniec naszego świata podobno się zbliża. Jedni mówią, że to już w grudniu tego roku, inni, że za kilka lat, jeszcze inni, że my tych dni nie dożyjemy. A jak ma on wyglądać? Czy tak, jak w filmie „2012”? Może czeka nas katastrofa jak w „Pojutrze”? Niezależnie jaki będzie nasz koniec, to możemy być pewni, że dojdzie do jednej rzeczy. Ludzie będą jak zwierzęta, zatracimy wszystko to, czego nauczyliśmy się przez wieki istnienia naszej cywilizacji. Zatracimy całe nasze człowieczeństwo… W momencie zagrożenia naszego życia, posuwamy się do czynów, które nie zawsze będą wspaniałomyślne. Czy aby uratować  siebie, będziemy w stanie zabić kogoś innego? Czy z głodu posuniemy się do zjedzenia ludzkiego mięsa? Mogliśmy takie rzeczy zobaczyć  w filmie „The road”, o którym pisaliśmy jakiś czas temu na marudzenie.pl.

W 2008 roku podczas targów E3, UBI pokazało trailer z gry „I am ALIVE” – trwający półtorej minuty film.  U wielu graczy wywołał on szybsze bicie serca. Pierwszy raz mogliśmy zobaczyć prawdziwy horror po apokalipise. Najgorsze, że nie zombie, kosmici czy potwory były naszym końcem. Do upadku naszej cywilizacji pośrednio przyczyniła się natura, katastrofa, na którą nie mieliśmy wpływu. A naszym ostatecznym wrogiem miał być inny człowiek. Minęły cztery lata, w tym czasie wielokrotnie słyszeliśmy o zawieszaniu i odwieszaniu projektu. Aż kilka miesięcy temu okazało się, iż „I am ALIVE” ujrzy światło dzienne. Niestety, nie jako pierwotnie zapowiadany pełno wymiarowy produkt, ale jako gra dostępna na Xbox Live. Szkoda było całego tego zamieszania, czekania i nakręcania się. Bo dostaliśmy niestety produkt, który jest raczej średni.

W grze wcielamy się w postać mężczyzny, który po roku od „zdarzenia”, przybywa do swojego rodzinnego miasta. “Zdarzeniem” określono dzień, kiedy zadrżała ziemia, a wielkie metropolie legły w gruzach. Pierwszą lokacją, jaką przyjdzie nam odwiedzić, będzie nasze stare mieszkanie, w którym będziemy chcieli odnaleźć żonę i córkę. Niestety, rok czasu to bardzo długo, a po naszych ukochanych zostaje tylko list, w którym wspominają o podróży do „schronu”. Od tej chwili będziemy musieli pokonać szereg zagadek oraz przeciwników, którzy staną nam na drodze. Uzbrojeni jedynie w pistolet z kilkoma nabojami oraz łuk zaczniemy podróż, która ma poprowadzić nas przez dżunglę opuszczonego, zrujnowanego miasta, w której dziką zwierzyną są pozostali przy życiu ludzie.

Plusem gry jest stylistyka. Czarnobiałe, szare i bure kadry zniszczonego miasta. Surowe, zrujnowane lokalizacje działają przygnębiająco i nadają świetnego klimatu. I właściwie to by było na tyle. Z genialnego trailera z 2008 roku nie zostało nic. Po prostu jest to trzecio-osobowa zręcznościówka, z elementami survial horroru, która poza kolorami nie ma nic, czego nie oferowały nam inne gry. Poza tym, jak się uprzemy możemy ją ukończyć w 4 godziny. To podobnie jak opisywany wcześniej „Deadlight” tyle, że tam było to coś, co dodawało smaczku całości.

Jak będzie wyglądał nasz koniec? Dowiemy się jak on nadejdzie. Na chwilę obecną możemy tylko gdybać, a pisarze, reżyserzy, twórcy gier będą nas dobrze straszyć. Niestety ekipie UBISOFT nie do końca się udało. Szkoda, bo potencjał był bardzo duży, ale został zmarnowany.