ON:
” Nienawidził własnego kraju za to, że niegdyś Polska była o krok od wielkości, a wybrała podłość.”
Dziś jest pierwsza od wielu tygodni niedziela, która pozwoliła mi się trochę zrelaksować i nie doprowadziła do nerwicy. Był czas na konsolę, był spacer z wilkiem po lesie, ba – nawet udało mi się zaliczyć poobiednią drzemkę. Teraz siedzę z lapkiem na kolanach, w szklaneczce obok błyska sobie 12-to letnia szkocka, a na uszach ze słuchawek sączy się chillująca nuta od Mitzi. Za ścianą Paulina przekopuje się przez szafę i uszczupla jej zasoby. Standardowa niedziela u Marudów. Ponieważ jesteśmy nadal na wysokich obrotach, dziś znów mój dzień na recenzję. Tym razem będzie książkowo, a na tapetę leci obrazoburcza i obraźliwa „Przenajświętsza Rzeczpospolita”.
Książki Jacka Piekary uwielbiam. Niezależnie o czym pisze, czy to o fantasy, czy o political-fiction, robi to w sposób wyjątkowy. Najpopularniejszy jest cykl o Inkwizytorze, który nie bez powodu znalazł tak ogromną rzeszę fanów w naszym kraju. Warto jednak rzucić okiem na bibliografię tego autora i wyciągnąć spośród tomów różnorakich wspomnianą „Przenajświętszą”.
Książka ta to swoiste dzieło balansujące na krawędzi political-fiction i rzeczywistości równoległych. Teoretycznie tutaj wydarzenia opisywane w mogą mieć miejsce w niedalekiej przyszłości i nie zdziwiłbym się gdyby tak było, a wszystko przez to, że kraj nasz od wieków rządzony jest przez warchołów i wieprzy, których od koryta oderwać się nie da. Nawet jak upierdolisz im łapy, to będą się go trzymać zębami. Właśnie taką „Przenajświętszą Rzeczpospolitą” pokazuje nam autor.
Wyobraźcie sobie nasz kraj za wspomniane 30 lat. Wiele się w tym czasie zmieniło. Bojówki katolickie rozrosły się w siłę, kościół trzyma wszystkich za jaja. Śląsk stał się jednym wielkim obozem koncentracyjnym, a Warszawa to praktycznie oddzielna enklawa bogatych i zepsutych. To, co na naszych ziemiach dało się rozkraść, już zostało rozkradzione, inwigilacja jest na poziomie tej znanej za komuny, a rządzący naszym krajem mają w dupie wszystko i wszystkich. Za kilka dolarów sprzedadzą jeszcze własną matkę lub cnotę córki. W tym pierdolniku, obwarowanym drutem kolczastym i murami, na ziemiach wypalonych do cna, grupa geologów odkrywa złoża ropy naftowej, podobne do tych jakimi dysponują kraje arabskie. Rozpoczyna się walka z czasem i konkurentami o to komu oddamy czarne złoto. Zaczynają się przepychanki, wzajemne kąsanie po rękach, a grono chętnych na procent od „sprzedaży” stale się powiększa. W tej pojebanej sytuacji musi odnaleźć się kilku bohaterów, którzy wcale nie są pozytywnymi osobnikami. Każdy z nich ma coś na sumieniu. Są tu politycy, jest urzędnik kościelny, a także doceniany pisarz, będący dziwką obecnej władzy. Każdy z nich ma coś wspólnego z tą sprawą i każdy myśli jaki kawałek tortu uda mu się odkroić.
„Przenajświętsza Rzeczpospolita” to obraz agonii naszego kraju, agonii, która za lat kilka, kilkanaście, a może i kilkadziesiąt może mieć miejsce. Pewne rzeczy się nie zmieniają, a polityka to brudne i cuchnące bagno, do którego jak już raz wejdziesz, to raczej z niego nie wyjdziesz. Piekara wsadził do jednego wora Rydzyka, Milera, Michnika i resztę wesoło tańcującej, spasionej hołoty i przetrzymał ich w nim 30 lat, by potem dać im nasz kraj. Przerażające jest to, że większość opisywanych w powieści zdarzeń mogła się wydarzyć lub już miała miejsce. Wstajemy rano i widzimy od lat te same ryje, które wydają nasze pieniądze, kradną bez kary i wstydu. Polska przestała być piękną powabną damą. Ciechowski oddał jej hołd pomimo tego, że jest „taka zmęczona i pijana wciąż”. Zrobił to, bo kochał ten kraj pomimo jego wad. Piekara także oddaje jej pokłon, ale ostrzega przed tym, co może się stać. Każdy ma swój próg wytrzymałości bólu i zastanawiam się kiedy Polska przekroczy swój? Czy będzie to gdy pierdolnie ZUS, a może w chwili gdy wesoły Donald z kumplami dowalą 30% VAT? Uciekamy z kraju, nie dlatego, że nie kochamy naszej ojczyzny, uciekamy za chlebem, bo mamy dość kiełbasy wyborczej, której nigdy się nie najemy. Ale “PÓKI MY ŻYJEMY ona żyje też”.
Kończę słowami Ciechowskiego:
„nie pytaj mnie
dlaczego jestem z nią
nie pytaj mnie
dlaczego z inną nie
nie pytaj mnie
dlaczego myślę że…
że nie ma dla mnie innych miejsc”.
