ON:
Gdybym miał powiedzieć za co nienawidzę EA, to napiszę, że za całokształt. Robią genialne gry, ale w klienta końcowego, czyli gracza, rzucają kupami. Trochę jak szympansy w zoo. Gdy zbliżysz się do barierki, to możesz obejrzeć jak się stworzonka wzajemnie posuwają lub poczuć jak na twojej koszulce ląduje małpia kupa. Swoją drogą ten obraz idealnie przedstawia całą branżę „gameingową” w naszym kraju, a czasem i na świecie.
Nie można jednak powiedzieć, że EA nie potrafi robić gier. Duże serie bronią się same, nie licząc tych ogromnych ilości błędów, wyłączania serwerów i płatnych DLC. Dodajmy do tego buńczuczną postawę prezesów i wiadomo już dlaczego „złota kupa” kolejny raz ląduje w rękach Elektroników.
Zdarzają się im jednak produkcje dopieszczone i dopracowane, które nie mają wielu błędów i na długie godziny potrafią przyciągnąć do ekranu telewizora. Tak na oko to na około 100. Jednym z takich tytułów jest „Kingdoms of Amalur: Reckoning”, mający już swoje lata tytuł, który idealnie łączy elementy shlashera oraz cRPG.
Opowieść ta zaczyna się jak 99% znanych nam RPG-ów, czyli od tego, że główny bohater umiera. Widzimy, jak jego truchło zrzucane jest do ciemnej jaskini, na stertę innych martwych osobników. Tak samo jak w 99% produkcji okazuje się, że nie jesteśmy tak do końca martwi i jeszcze przyjdzie nam pobiegać po zielonych łąkach i polanach, łapać motylki i uprawiać dziki nieokiełznany sex z osobnikami wszelakimi. Napisany przez R.A . Salvatore scenariusz potrafi zaciekawić, ale ma jedną bolączkę, która także przydarza się jego książkom, a mianowicie zanim opowieść się rozwinie, na dobre wielu z graczy po postu zapomni o jej śledzeniu i będzie radośnie biegać po wzgórkach i pagórkach i wyrzynać mniejsze lub większe plugastwo.
O dziwo takie bezsensowne zbieranie questów i zabijanie potworków daje ogromną radość. Dlaczego? Bo mamy do czynienia z tytułem w starym stylu. Największą radochę mamy znajdując nowy miecz +100 do obrażeń lub komplet legendarnego pancerza. Mimo powtarzalności i tak jest fajnie, a to najważniejsze. Do takiego eksplorowania zachęca także grafika, która przypomina trochę tą z World of Warcraft, tyle, że jest odpowiednio podrasowana, a niektóre lokacje wyglądają wręcz bajecznie. Najlepszym przykładem są na to ciemne jaskinie, które rozświetlają świecące mchy i porosty. Klimat jest niesamowity.
Jest także mała bolączka, a mianowicie spierdzielony do granic możliwości ekwipunek. Przebijanie się przez kolejne jego karty to udręka, która będzie irytować, szczególnie, że w tym miejscu spędzimy bardzo dużo czasu.
Jak przystało na porządną grę cRPG mamy całkiem fajny system rozwoju postaci. Możemy wybierać pomiędzy trzema ścieżkami: wojownika, maga i łotrzyka. Nic nie stoi nam na przeszkodzie, by stworzyć postać multikasową, a jeśli nam coś nie będzie pasować – zresetować poziom i zacząć jeszcze raz ustawiać atrybuty.
„Kingdoms of Amalur: Reckoning” jest tytułem naprawdę świetnym i wciągającym. Nie wnosi do gatunku niczego nowego, ale daje godziny przyjemnej zabawy – to wystarcza. Z czystym sumieniem polecam każdemu wielbicielowi takich gier.
