ON:

Dziś śniło mi się, że naszą miejscowość zaatakowali kosmici. Trójnogie pojazdy, podobne do tych, jakie widzieliście w „Wojnie światów”, kroczyły gdzieś na horyzoncie, a dom sąsiadów był zrównany z ziemią. W panice wraz z rodzicami i naszym psiakiem (i z szopem) wsiedliśmy do samochodu i z piskiem opon ruszyliśmy szukać schronienia. Resztę snu pamiętam jak przez mgłę…

Ludzie w bardzo dziwny sposób reagują w sytuacjach stresowych. Jedni stają się bohaterami, a inni tchórzami. Czasem adrenalina pozwala nam na zrobienie takich rzeczy, na które byśmy się nigdy nie zdecydowali. Dlaczego? Bowiem głęboko w nas zaszyty jest lęk pierwotny, który stara się nas chronić od złego. Szkoda tylko, że część ludzi myli go z głupotą. Całe szczęście te jednostki, które nie używają mózgu, dość szybko eliminują się same. Przeważnie podczas inwazji obcych stoją z plakatami na dachach wieżowców i godnie witają najeźdźców. Chwilę później radośnie spalają się w słupie plazmy lub innego kosmicznego syfu. Ci mądrzy są już daleko od strefy zero i myślą jak dokopać wrednym alienom.

Trochę inaczej jest z dzieciakami. Będąc kilkuletnim brzdącem myślisz innymi kategoriami, inaczej sprawy rozpatrują nastolatkowie, a jeszcze inaczej maturzyści. Nasz wiek ma wpływ na doświadczenie, jakie przyjdzie nam zdobyć, co za tym idzie – na nasze zachowanie. Właśnie o zachowaniu w grupie, o reakcji na sytuację stresową, na zagrożenie zdrowia i życia opowiada książka Emmy Laybourne „Monument 14: Odcięci od świata” wydana przez Dom Wydawniczy Rebis.

Wyobraźcie sobie żółty autobus, który wiezie dzieciaki do amerykańskiej szkoły. Takich autobusów widzieliście setki w filmach zza wielkiej wody. Właśnie takim busem pomyka do swojej szkoły licealista Dean. On także jest narratorem opisywanych w powieści wydarzeń. Historia, którą nam opowie, dzieje się w niedalekiej przyszłości. To nie sci-fi – to lata, które mogą dojść do nas już niebawem. Wszystko przez wyniszczenie i eksploatację naszej planety. Przejdźmy jednak do sedna. Dean wraz z innymi dzieciakami w różnym wieku jedzie do szkoły. Niestety, los chce, że do miejsca tego nie dotrą. Wszystko przez wypadek, który zabiera wiele istnień. Winny jest opad ogromnych kul gradu, który jest jednak niewielkim wstępem do nadchodzącej apokalipsy. Kilkanaście ocalałych dzieciaków oraz opiekunka znajdują schronienie w ogromnym supermarkecie – to tutaj będą działy się kolejne zdarzenia.

Jedyny dorosły, czyli kierująca autobusem kobieta, opuszcza „bezpieczne” schronienie i wyrusza na poszukiwanie pomocy. Jak się domyślacie nigdy już do rozbitków nie wraca. Zaczyna się znane z „Władcy much” ustalanie hierarchii oraz wybieranie ról, które przyjdzie spełnić każdemu z ocalonych. Wszystko to dzieje się bardzo szybko. Wydaje się, że za szybko, ale nic bardziej mylnego. Czas nagli, ponieważ za drzwiami supermarketu rozpętało się piekło. Grad, tsunami, a później chmura toksycznych odpadów to dobry początek. Gdy wybrano przywódców i przydzielono każdemu rolę – rozpoczęła się prawdziwa walka o życie.

„Monument 14: Odcięci od świata” porównywany jest do wypomnianego wcześniej „Władcy much” Williama Goldinga. W pewnym sensie tak jest. Mamy bowiem grupkę dzieciaków, które walczą o życie i tworzą własną, zamkniętą społeczność. Nie jest to utopia. Pojawiają się tu miłostki, zauroczenia i konflikty, a problemy nie rozwiązują się same. Całość jest napisana bardzo zgrabnie i podejdzie nie tylko nastolatkowi, do którego książka jest skierowana. Trzeba przyznać, że to idealna lektura do wakacyjnego plażowania.