ON:
Trzy razy kasowałem wstęp do dzisiejszego wpisu. Wszystko dlatego, że mam zamiar opisać książkę, która według mnie jest jedną z najlepszych, jakie przyszło mi kiedykolwiek czytać. Nie wiem, jak właściwie opisać ten tytuł, aby oddać mu należny hołd i przekonać do lektury młode pokolenie, ludzi, którzy mają teraz 15-16 lat. Dlaczego właśnie ich? Bo tyle miałem ja sam, gdy pierwszy raz sięgnąłem po „Pogodę dla bogaczy” Irwina Shawa.
Pierwsze wydanie, jakie przyszło mi przeczytać, składało się z trzech oddzielnych tomów. Miało pożółkłe kartki, szorstką, brzydką okładkę i śmierdziało piwnicą. Znalazłem je przypadkowo, wśród książek wywalonych przez naszego sąsiada, który mieszkał w tej samej kamienicy. Na podwórku leżało wielkie pudło wypełnione po brzegi starymi książkami, pamiętającymi jeszcze KAW oraz inne, zupełnie nieznane mi oficyny wydawnicze. Ponieważ byłem trochę dzieckiem ulicy, nie miałem problemu z tym, aby dać tym książkom nowy dom. Wygrzebałem kilkanaście tytułów i zabrałem je do swojego pokoju. Tak moja książkowa kolekcja rozrosła się o „Zbrodnię i karę”, „Braci Karamazow”, „Germinal”, czy wspomnianą „Pogodę dla bogaczy”. Moja fascynacja literaturą była chorobliwa. Pamiętam, że jeszcze tego samego dnia wieczorem wziąłem kubek z kawą i jakieś kanapki i zabrałem się za książkę Shawa. Mniej więcej koło 6 rano odłożyłem pierwszy tom. Moje pierwsze słowa, jakie cisnęły mi się na usta, to były „O kurwa”.
W moim życiu przeczytałem łącznie może 10 takich książek, które wymusiły na mnie lekturę od deski do deski. Nic nie było ważne, nic się nie liczyło – nic, za wyjątkiem dalszych losów opisywanych bohaterów. Jednym z takich tytułów był „Wróbel” Mary Dorii Russell, który wciągnął mnie w sam środek historii. Ale to i tak nic w porównaniu do tego, jak zadziałała na mnie książka Shawa.
„Pogoda dla bogaczy” jest powieścią obyczajową, która ma w sobie coś, jakąś magiczną moc, która nakazuje nam śledzić losy rodziny Jordachów. Rzecz się dzieje w powojennej Ameryce. Na tle wydarzeń społecznych i politycznych, autor snuje barwne kolaże przygód i dramatów. Aksel Jordach, emigrant z Europy, przybywa do USA w poszukiwaniu lepszego życia. Na miejscu udaje mu się zaistnieć w lokalnym, małym społeczeństwie, jako dobry piekarz. Jego żona niestety, nie potrafi dopasować się do zmian i do końca swojego życia będzie cierpieć. Zamyka się w sobie i w ten sposób trawią ją jej demony. Problemem Jordacha jest to, że on zawsze pozostanie „Fritzem” – nie wyzbędzie się swoich korzeni i wielokrotnie będzie my to wytknięte. Aksel to także ojciec trójki dzieci: Toma, Gretchen oraz Rudiego. Piekarz ma jednak problem z rozdzielaniem swojej miłości pomiędzy pociechy. Tom od najmłodszych lat sprawiał problemy i miał wszelkie predyspozycje, na to by zostać rasowym oprychem. Gretchen próbuje swoich sił w aktorstwie i modelingu, ale jej złe wybory życiowe, głupie romanse i zabawy, pozostawiają skazę i ciągną się za nią przez wiele lat. Rudi był najbardziej kochanym synem. Faworyzowany i motywowany osiągnął coś, czego nigdy nie było dane ojcu. Mężczyzna wszedł w politykę, a jego kariera gnała, jak samochód wyścigowy. Problem jest taki, że po opuszczeniu domu rodzinnego każde z rodzeństwa poszło w swoją stronę. Ich drogi mijały się i co ciekawe – oni sami mają gdzieś, że tak się dzieje. Zycie z dala od rodziny, która nigdy nie była idealna, wydaje się najlepszym rozwiązaniem. Musi upłynąć sporo czasu, nim młodzi Jordachowie zdadzą sobie sprawę z tego, że krew nie woda i najbliższa rodzina to coś, od czego nie można uciec.
Przygody i dramaty rodzeństwa przeplatają się z wydarzeniami, które towarzyszą odbudowie Ameryki. To ciężkie czasy, które wymagają od ludzi wytrwałości i samozaparcia. Każde z nich radzi sobie z problemami, na swój sposób. Tom zawsze przez życie przebijał się pięściami, Gretchen używała uroku i seksapilu, a Rudi wyuczonego wyrachowania i intelektu. Każda ze ścieżek prowadzi do innego finału.
„Pogoda dla bogaczy” to pozycja obowiązkowa. Klasyka, literatura idealna. Zwykła opowieść obyczajowa, którą czyta się jak świetną sensację, przerażający thriller i powieść historyczną. Mnogość wątków i osób, wydarzeń i miejsc splatają się tutaj tak skrupulatnie, że nie ma szansy, aby zagubić się w książce Irwina Shawa. Można co najwyżej oddać się jej w całości.
