ON:

Wydawnictwo Zysk I S-ka pokazuje, że można wydać powieść będącą dokumentem historycznym i biografią, w sposób wyjątkowy. Ładna okładka od razu rzuca się w oczy i zachęca, by po nią sięgnąć. To właśnie ona przyciągnęła mój wzrok, kiedy otworzyłem maila promującego ten tytuł. Gdy już ją dopadłem, to naprawdę westchnąłem. Matowy front z lakierem punktowym, wysokiej jakości karki i zdjęcia powodują, że wydaje nam się, że mamy do czynienia z tytułem typowo beletrystycznym. Tak oto zaczęła się moja przygoda z „Atomowym szpiegiem”.

Autor Sławomir Cenckiewicz sam podkreśla, że jego książka ma „bombowy design”. Ta bombowość przejawia się między innymi w akapitach pisanych na czerwono – czasem to tylko 1-2 linijki, a czasem praktycznie całe strony. Dlaczego właśnie tak? Bo kolor ten podkreśla ważne, istotne dla sprawy opisy, cytaty i sytuacje. Cenckiewicz dodaje jeszcze, że jego dzieło nie ma być pisanym na kolanach hołdem dla Ryszarda Kuklińskiego.

Mamy do czynienia z cholernie dobrze napisaną biografią, która uzupełniona jest o pewne wątki i hipotezy. Wszystkie poparte są dokumentami, zdjęciami, mapami i schematami. Autor nie idealizuje „szpiega” – pokazuje go z każdej strony i jako wyjątkowego agenta, i jako wojskowego oraz jako mężczyznę, który nie stronił od kobiet. Krok po kroku możemy śledzić jego karierę. Dzięki umiejscowieniu w tekście wielu wypowiedzi samego Ryszarda Kuklińskiego, mamy możliwość postawienia się w jego sytuacji i poznania, systemu wartości jakimi kierował się w danej chwili. Gdy przerzucając kolejne karty, zobaczymy prawdopodobny bilans III Wojny Światowej, to zaczynamy się zastanawiać, czy ścieżka, którą wybrał Pułkownik, naprawdę była taka zła.

W książce przeczytamy i o tajnikach długoletniej współpracy z CIA, a także z WSW, i o kontrwywiadzie wojskowym Ludowego Wojska Polskiego. Owiane tajemnicą strony nadal pozostawiają wiele pytań, na które nie otrzymamy prawdopodobnie odpowiedzi. Niestety, nie tylko ten etap życia Kuklińskiego zawiera luki. Takich opowieści jest tutaj więcej i są one często uzupełnione tezami, które snuje autor. Całe szczęście podpiera się on ogromną ilością zebranych materiałów, chyba najliczniejszą, jaką do tej pory zebrano i poddano analizie w celu stworzenia książki.

Tyle o części historycznej. Jak się czyta „Atomowego szpiega”? Szczerze powiedziawszy nie przepadam za biografiami, ale ostatnio kila razy zdarzyło mi się dopaść dzieło biograficzne, które ma więcej wspólnego z sensacją czy romansem, niż z suchymi faktami. Wszystko przez to, że napisano je w wyjątkowy sposób. Podobnie jest i w tym przypadku. Kolejne strony uciekają jedna za drugą i zbliżają nas do nieuchronnego końca.

Podsumowując: „Atomowy szpieg” to kawał wyjątkowej książki historycznej.