ONA:

Filmów o relacji mistrz-uczeń powstało już na pęki. Jedne były lepsze, inne gorsze, jedne nieco „luźniejsze”, inne bardzo głębokie, poważne. Sznyt na ogół jest taki sam: mistrz” spotyka ucznia w bardzo ważnym momencie jego życia, na tak zwanym „zakręcie”. Potem zaczyna się „szkolenie”. Najpierw jest ciężko, potem pojawia się sukces, a potem na ogół – jakiś problem. Co czeka na końcu historii? Czasami jest super happy end, czasami nie. Ważny jest morał: trzeba walczyć o siebie, o swoje cele i postanowienia.

W filmie „21” fabuła jest kropka w kropkę ułożona według powyższego schematu. Ben Campbell (Jim Strugess) to młody chłopak, któremu marzy się medycyna na najlepszej uczelni. Jak to bywa w amerykańskim systemie oświatowym – jeśli chcesz się dobrze kształcić, musisz mieć kapuchę. Jeśli nie – możesz spróbować złapać jakieś stypendium, ale takich jak ty: mądrych, uzdolnionych i zdeterminowanych – jest wiele. Ben desperacko potrzebuje kasy. Póki co studiuje sobie na MIT, gdzie jest prawdziwym bystrzakiem i dorabia w sklepie z garniturami, ale kokosów tam nie zarabia. Pewnego dnia, podczas zwykłego wykładu, z którego ja nie byłam w stanie nic zrozumieć, Ben „wpada” w oko profesora Micky’ego Rosa (Kevin Spacey), który zaprasza go na pewne tajemnicze spotkanie. Co się okazuje: Rosa od dłuższego czasu „trenuje” największe mózgi na uczelni do cwanego, ale bardzo przemyślanego pozyskiwania pieniędzy. Dużych pieniędzy. Jak to robią? Wykorzystują dwie stałe: swoją inteligencję i kasyna. W weekend całą grupą lecą do Miasta Hazardu i tam prują banki. Liczą karty, mają system znaków i sygnałów, działają w grupie, a gruba kasa, lecąca do wspólnego worka, będzie do podziału pomiędzy wszystkich członków. Campbell baaardzo niechętnie podchodził do tematu, ale wreszcie się ugiął (i nie muszę chyba wspominać o tym, że pomogła mu w tym w tym pewna blond niewiasta). Jego cel był jasny: 300 tysięcy na szkołę i koniec. Ale kto przestaje jeść czekoladę po jednej kostce? Gdy już zebrał sumę, a blondynę zaciągnął do łóżka – wtedy zaczęły się kłopoty. Gargantuiczne kłopoty! Nagle całe jego spokojne, wręcz nudne życie, mogło zostać zaprzepaszczone. Okazuje się bowiem, że profesorek nie tak do końca jest fair, a w kasynach grupa podpadła pewnemu panu, który zajmuje się tym, żeby wykrywać takich oszustów jak studenci pod dowództwem Rosa.

Ogromnym zaskoczeniem był dla mnie ten film, bo on, mimo dość błahej fabuły, trzyma w napięciu. Jednocześnie wcale nie jest jakimś wyjątkowo wciągającym dziełem – ot historia o tym kto kogo bardziej wydyma i czy błędy można naprawić. Ale jednak – nie umiałam rozpracować tej fabuły aż do samego końca. Po dwóch stronach barykady mieliśmy Spacey’a i Laurence’a Fishbourne, między nimi miotał się Stugress, a Kate Bosworth, mimo ślicznej buzi, nie nadaje się już na granie studentek. „21” to film ciekawy, ale bez fajerwerków, z tajemnicą – i to jest jego największą zaletą. Obejrzeć można.

ON:

Co dzieje się w Vegas – zostaje w Vegas. To pierwsza i podstawowa zasada miasta rozpusty i hazardu. Jest jeszcze jedna, której złamanie kończy się ostrzeżeniem, a w najgorszym przypadku śmiercią. Zasada ta mówi podczas gry w blackjacka nie liczymy kart. Czasami jednak chciwość jest mocniejsza od instynktu samozachowawczego i doprowadza ona do tragedii.

Ben Campbell chce studiować medycynę, ale aby to zrobić, musi mieć 300 tysięcy dolarów lub otrzymać stypendium, o które stara się setka dzieciaków takich jak on. Jego wyjątkowe wyniki w nauce oraz analityczny umysł to za mało, aby przekonać komisję do przyznania grantu właśnie jemu. Jednym z dodatkowych czynników jest napisanie eseju i wytłumaczenie w nim dlaczego to właśnie on ma być tym szczęśliwcem.

Nim jednak podania zostaną rozpatrzone, Ben nadal musi dawać sobie radę z codziennością, czyli pracą w sklepie z garniturami oraz zajęciami na uczelni. Jednym z wykładowców jest profesor Micky Rosa. To facet z pasją, który łatwo wynajduje ponadprzeciętne dzieciaki, które pomogą mu w realizacji misternego planu. Co to za plan? Gra w kasynach w Vegas, gra w blackjacka z liczeniem kart, gra niebezpieczna, ale przynosząca ogromne zyski. Dzięki niej Ben może zarobić kasę na studia. Początkowo bardzo nieśmiały i nieufny chłopak przechodzi swoistą metamorfozę. Zaniedbuje uczelnię i swoich przyjaciół, z którymi miał brać udział w konkursie technologicznym, a wszystko dla pieniędzy, imprez, kasy i dziewczyny. No właśnie – nie może zabraknąć tutaj laski, która od zawsze mu się podobała, i którą może zdobyć dopiero w ten sposób – grając w karty.

Oczywiście, zawsze musi coś pójść nie tak. Nie zawsze się wygrywa, a jeszcze gorzej jak wpadniesz na Cole’a Williamsa, starego wyjadacza, ochroniarza kasyn, który wraz ze swoją ekipą poluje na wszelkich cwaniaczków. To ciężki kawałek chleba, ale Cole ma już na swoich barkach lata doświadczenia, które zdobył jako gracz, a jego największym wrogiem jest Micky Rosa. Micky, który obrobił będące pod ochroną Williamsa kasyna. Stara drzazga boli najbardziej.

„21” to dla mnie film niespodzianka. Ma już swoje lata, wcześniej, nigdy o nim nie słyszałem, a jeszcze bardziej zaskoczyła mnie osoba Spacey’a, który wcielił się w postać profesora Rosy. Chociaż to drugoplanowa rola – jest charyzmatyczna, a Kevin pokazuje, że zadufanego w siebie profesora.

Chociaż mamy do czynienia z dziełem dość przewidywalnym, to jednak zdarzyło się kilka razy, że siedziałem spięty, mocno trzymając kciuki za ekipę młodych graczy. Dobre rozrywkowe kino.