ONA:

Jerzy i Maciej Stuhrowie to dla mnie aktorzy z najwyższej półki i to nie tylko „krajowej”. Ekspresja, emocje, sposób prowadzenia roli i mądrość w dokonywaniu aktorskich wyborów, czyni z nich wyjątkowych fachowców, którzy nie pojawiają się w byle gównie, mając nadzieję, że widz, oglądający dane dzieło, będzie na tyle głupi, że da się omamić nazwiskiem, ładnym plakatem, a potem wyjdzie z kina jak po lobotomii. Wiem co to za uczucie, przeżyłam to po „Wyjeździe integracyjnym”. 

Bardzo cenię w obu panach to, że wyjątkowo dobrze odnajdują się na wielu płaszczyznach. Nie chodzi mi wyłącznie o to, że potrafią dać czadu w komediach, a potem w dramatach, ale o to, że nie tylko aktorsko się spełniają. I przede wszystkim bije od nich mądrość, taka życiowa, ale nie polegająca na wymądrzaniu się, a na analizie doświadczeń życiowych. I potrafią o tym mówić w sposób wyjątkowy: szczery, mądry, ale z wyraźnymi granicami, za którymi dla „gapia” nie ma miejsca. W książce „Obywatel Stuhr”, którą panowie stworzyli z Ewą Winnicką (i którą pożarłam podczas czekania na Dawida w samochodzie), możemy przeczytać wiele dobrego. Książki-wywiady są bardzo popularne i do tej pory wpadło mi w ręce kilka pozycji, które są stworzone według takiego modelu, i które są po prostu dobre. „Obywatel Stuhr” do nich należy. Historie, o których opowiadają panowie, są bardzo ciekawe i przy okazji pokazują jak bardzo syn różni się od ojca i jak wiele mają oni wspólnego. Doświadczenia zawodowe i prywatne mają inne. A na te, które są podobne – patrzymy z dwóch, zupełnie różnych perspektyw. Czasami miałam wrażenie, że tylko pewna pula genów i nazwisko ich łączy. Oczywiście z racji „wieku” bliżej mi do Macieja, niż do Jerzego, bo niestety, ja już należę do tego pokolenia, które kojarzy tego wielkiego aktora z powodu Osła i komisarza Ryby. I właśnie pisząc to zdanie zdałam sobie sprawę z tego, że ani genialny dubbing, ani charyzmatyczny komisarz R. nie są ujmą na aktorskim honorze.

Filmu „Obywatel”, który zdaje się być tłem do powstania tej książki, jeszcze nie widziałam, ale spokojnie, nadrobię podczas Festiwalu Kino na Granicy, podczas którego będzie wyświetlany. Jeśli będzie równie dobry, jak wywiad – będę zadowolona. Ewa Winnicka bardzo mądrze prowadziła te rozmowy, intymnie, z dala od bulwarowego szumu i skandali.  Sporo można się dowiedzieć, ale jeszcze więcej można odczytać mimochodem, w tych niewidocznych didaskaliach, które po prostu dawały do myślenia. Ogromny plus za szczerość.