ONA:

„Zakochany kundel” o bajka, która trwa 75 minut. I teraz zagadka: ile razy dorosła kobieta jest w stanie się wzruszyć i popłakać podczas tej godziny z kwadransem? Dodam, że jestem w miarę stabilna i nie miałam PMS. Odpowiedź: 7. Tak, siedem. Właściwie to przez większość seansu uspokajałam samą siebie. Nic na to nie poradzę – tak bardzo na mnie podziałały przygody uroczej Lady i zawadiackiego Trampa.

Lady żyła jak prawdziwa księżniczka. Pan i pańcia kochali ją, pieścili, dbali. Dobre jedzonko, regularne spacery – takie było jej życie. Niestety, wiele się zmieniło, gdy w domu pojawiło się wrzeszczące zawiniątko. Na skutek różnych dziwnych zawirowań Lady wylądowała na ulicy. Na szczęście zaopiekował się nią Tramp, pies, który właśnie tam żyje. Wie gdzie jeść, kogo unikać i z kim się przyjaźnić. Ma bardzo złe zdanie o ludziach. Przecież to oni biją, zamykają w schroniskach, robią krzywdę. Lady nie powinna im ufać, już nigdy więcej! Powinna za to zostać z Trampem na ulicy i wieść życie psiego włóczęgi…

Animacja z 1955 roku jest po prostu przepiękna. Od „Alicji” dzielą ją zaledwie 4 lata, ale pewien „postęp” już widać. Jest dużo bardziej „współczesna” i nawet detale są pięknie animowane. Poza tym, sama historia, którą zaserwowali nam twórcy, jest po prostu ponadczasowa. Nadanie zwierzakom cech ludzkich sprawia, że cała nasza empatia w stosunku do nich, powinna się gigantycznie zwiększyć. Przecież one też czują, zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Czy mogą kochać? Patrząc na to co nasza Bowie potrafi zrobić, jak wtula się i jak domaga się głaskania i czułości – jestem pewna, że tak.

„Zakochany kundel” to piękna historia właśnie o miłości. Miłości ponad podziałami, miłości mimo wszystko. Daje do myślenia. Przypomina o tych wszystkich zwierzakach, które nie mają szczęścia, ciepłego domu, dobrego jedzenia i kochających właścicieli, którzy dbają. Otwiera oczy na potrzeby oraz na to, że dla naszych zwierząt to właśnie my jesteśmy całym światem.

Oglądałam wtulona w Bowie, która zupełnie nie rozumiała dlaczego jej pani wyje z powodu czegoś, co mruga na telewizorze. Dziś dostała długi spacer, dobre jedzenie i obietnicę, że nigdy nic i nikt naszej przyjaźni nie zniszczy.

ON:

„Zakochany kundel” to jedna z tych bajek, które pozostają na zawsze w naszej pamięci. To kolejny tytuł z naszego “Tygodnia z bajkami Disney’a”, który przenosi nas do czasów klasycznej animacji. Chyba każdy z nas, starych pryków, pamięta sławną scenę z romantycznej kolacji, podczas której kundelek Tramp podsuwa noskiem klopsik w stronę swojej wybranki Lady. Gdy byłem dzieciakiem ta scena była jedną z tych, która pojawiała się w czołówce podczas niedzielnego wieczoru z bajkami z wytwórni Walta Disney’a. Było to dobre 20 lat temu.

Lady to śliczna suczka rasy Cavalier King Charls Spaniel, która ma wszystko, czego może chcieć psina. Kochający właściciele, częste spacery, pełna miska. Każdy jej dzień jest spełnieniem psich marzeń. Niestety, dnia pewnego jej pani zachodzi w ciążę, a ona spada na drugi plan, bowiem dziecko staje się ważniejsze, szczególnie do momentu jego narodzin. Lady staje się trochę wyrzutkiem we własnym domu. Ale apogeum przychodzi w momencie, gdy właściciele wyjeżdżają na pewien czas, a domem zajmuje się ciotka. Ta starsza dama ma lekkiego fioła na punkcie swoich kotów. Lady ląduje więc na ulicy. Może nie dosłownie, ale ma możliwość zobaczenia jak wygląda świat za oknem, w miejscu, gdzie nie chodzi się na smyczy, a hycel jest największym zagrożeniem. Tutaj spotyka Trampa, kundla, który z niejednego pieca jadł chleb i który nigdy nie dał złapać się hyclowi. Tramp to pies legenda, o którym mówi się w każdym boksie w schronisku.

Wspólne spędzony czas pokazuje tej dwójce, że pomimo tak wielkich różnic, coś może ich łączyć.

Od opisywanej wczoraj „Alicji w Krainie Czarów” „Zakochanego kundla” dzielą cztery lata. To z jednej strony bardzo niewiele, a z drugiej to ogromna przepaść, która pokazuje, że animacja może się rozwinąć i pójść do przodu. Kreska jest bardziej wyrazista, a sama historia bardziej dosadna i naprawdę łapiąca za serce. Każdy miłośnik czterech psich łap będzie oglądał ją zupełnie inaczej i idę o zakład, że nie uniknie on wzruszenia.

„Zakochany kundel” to klasyka, którą spokojnie możecie obejrzeć wraz z ukochaną osobą lub po prostu dać ją swoim dzieciakom. Niech zobaczą, jak piękne animacje tworzono 60 lat temu.