ONA:

Bardzo chciałam zobaczyć „Duże oczy” w kinie, ale Dawid robił wszystko, by tak się nie stało. A to zaproponował inny film, a to jakąś inną formę rozrywki, np. koncert czy kolację i film z Amy Adams zszedł z wyświetleń, nawet w tym naszym ulubionym , małym kinie. Dawid po prostu teraz tak ma, że nie po drodze mu z dziełami Burtona. Świetnie, ja węcz odwrotnie. Zrobię mu dokładnie tak samo teraz, bo już jęczy, że chce zobaczyć najnowszą część „Mission: Impossible”, czy tam inną „Fantastyczną czwórkę” – na które ja zupełnie nie mam ani flow, ani ochoty. 

Wracając do „Dużych oczu”. Mieliśmy teraz obejrzeć tę produkcję, to wiecie co zrobił? Rozchorował się. Trwa 3 tydzień upałów, a on ma ponad 38 stopni gorączki, leży pod kocem i jęczy „Mooooożesz napisać to sama?”. Mogę. Bo to bardzo dobry film, w którym niezbyt mocno widać Burtona, za to jest świetna Adams, świetny Christoph Waltz, ładne wnętrza i fajna historia.

Pewnego dnia Margaret spakowała siebie, swoją córkę, wsiadły w samochód i po prostu odeszły. W latach 50. ubiegłego stulecia nie była to zbyt roztropna decyzja – przecież kobieta powinna mieć męża! Powinna być też posłuszna i układna! Ale ona miała już tego dość. Pragnęła nowego, lepszego życia. Znalazła pracę, co wcale nie było takie proste, a na targu poznała przystojnego malarza – Waltera. Oj zaiskrzyło. Wkrótce się pobrali. Mężczyźnie bardzo podobały się prace żony, które bardzo różniły się od prac innych, w tym jego. On uwielbiał paryskie krajobrazy, przepełnione kawiarniami, wąskimi uliczkami, bujną roślinnością i błękitnym niebem. Margaret zaś malowała dzieci. Niby nic takiego – a jednak. Jej postacie miały ogromne, hipnotyzujące i przenikliwe oczy. Jednak w tym czasie ani jego, ani jej sztuka nie trafiały na podatny grunt. Ale Walter był świetnym handlowcem i kiedy dostrzegł, że coraz więcej osób skupia uwagę na tych smutnych sierotkach, wziął sprawy w swoje ręce. Szkoda tylko, że przy okazji wciskał wszystkim kit, że to jego dzieła…

I tak zaczęła się ich wspólna droga „zawodowa”. „Duże oczy” wkrótce stały się hitem. Kampania, którą prowadził pan Keane, okazała się super skuteczna. On brylował, spijał śmietankę, a ona zamknięta w swojej pracowni – malowała kolejne płótna. Z czasem zaczęła się coraz bardziej buntować…

Nie zawiodłam się tym filmem. Jest świetny. To obyczaj na podstawie prawdziwej historii, ale ogląda się go wyjątkowo dobrze, chociaż śmiem twierdzić, że to babska historia. Absolutnie nie mam się czego czepiać. Adams wspięła się na wyżyny swoich umiejętności, a partnerujący jej Waltz po raz kolejny pokazał inne oblicze. Film jest pięknie nakręcony – kolory, kadry i cała reszta przypomina prace bohaterki. Są wyraźne, mocno zabarwione i skupiają uwagę na detalach. Do tego mamy fajną ścieżkę, przepiękne wnętrza, które genialnie oddawały klimat dawnych lat i poruszającą historią o tym, że najbardziej na świecie trzeba szanować, kochać i walczyć o siebie.