ONA:
Ile ludzi, ile par, ile związków – tyle rozstań. Mam taką teorię, że o jakości związku mówi właśnie to, jak dwie osoby go kończą. Czy jest nienawiść, czy mimo wszystko – szacunek, bo przecież kiedyś była miłość. Nie ma jednej recepty na zerwanie. Jedni potrzebują morza wódy, inni morza cipek czy tam innych siusiaków. Jedni potrzebują wypłakać się, a inni zagryzają zęby i idą dalej. Rozstania mimo wszystko są tematem bardzo inspirującym artystów. Wiele książek zostało napisanych w okresie bólu, wiele piosenek zostało skomponowanych, ale też wiele filmów mówi o tym, jak to jest, gdy dwie osoby przestają być razem.
Peter (Jason Segel) to muzyk, który tworzy ścieżki dźwiękowe do popularnego serialu, w którym główną rolę gra jego ukochana – Sarah (Kristen Bell). Ich związek jest całkiem fajny, chociaż z kolesia czasami wychodzi dzieciak, który wpierdziela kolorowe płatki na śniadanie i absolutnie nie myśli o tym, bo będzie. Sarah z kolei, jak i większość kobiet, wybiega w przyszłość i wiecie co? Nie ma w niej miejsca dla Petera. Rzyga go dość boleśnie. A potem okazuje się, że od dłuższego czasu puka na boku popularnego muzyka. SUKA! Peter, chcąc jakoś stanąć na nogi, postanawia zabawić się na Hawajach. Dość nieopatrznie wybrał to miejsce, ale tylko ono mu przychodziło do głowy. Sarah ciągle jęczała, że chce tam z nim pojechać. Właściwie nikogo nie powinno zdziwić to, że ex-kochankowie spotykają się tam. Ba – mieszkają w jednym hotelu!
Możecie zapytać „Okej, ciągnie to komedią romantyczną. Gdzie tu seks?!” – a ja przyznam, że seks jest. Są konkretne insynuacje, jest para nowożeńców, którym za cholerę to nie wychodzi, jest też Russell Brand, który wręcz seksem ocieka, nie wspominając już o samym Segelu, który na dzień dobry macha radośnie pindorem! Okej, jest tu to całe pitu pitu o miłości, ale jest też całkiem śmiesznie. Sagel i Brand są tu swoimi przeciwieństwami i każdy z nich jest szalenie przerysowaną postacią, ale dopełniają się świetnie, zresztą podobnie jak Bell i Mila Kunis, która gra tu apetyczną recepcjonistkę. A poza nimi, zobaczycie tu też Billa Hadera, Jonaha Hilla, Paula Rudda, a oni zawsze gwarantują dobrą zabawę.
„Chłopaki też płaczą” to komedia romantycznie-hardkorowa. I całkiem przyjemna do tego.
ON:
Kobiety są wspaniałe! Bez nich świat jest smutny i szary, ale kobiety potrafią być głupie. Ogólnie to z babeczkami jest problem. Po pierwsze zadają pytania, na które i tak znają odpowiedź, po drugie same nie wiedza czego chcą, po trzecie podejmują decyzje, których po czasie żałują.
Gdy zasiadłem do seansu „Forgetting Sarah Marshall” myślałem, że trafiłem na przesadzoną komedię romantyczną, opowiadająca o tym, jak sobie poradzić z rozstaniem. Właściwie nie myliłem się. Konkluzja jest tylko jedna. Gdy Twoja lepsza połowa kopnie Cię w dupę, to jedynym rozwiązaniem, jest znalezienie sobie bratniej duszy. Nie mówimy tutaj o spotykaniu się z inna laską, tylko po to, aby pobzykać. Mowa o prawdziwych randkach, świetnych spotkaniach i niesamowitym spędzaniu czasu. O czymś takim przekonał się Peter Bretter.
Peter to koleś, który tworzy muzykę do seriali. W chwili obecnej udźwiękawia sensacyjna dramę, w której gra jego dziewczyna – Sarah Marshall. Wszystko nie trwa jednak za długo. Sarah wpada do domu Petera i w dość drastyczny sposób przekazuje mu, że ich związek się zakończył. W tej chwili spotyka się ona z niejakim Aldusem Snowem. Dla bohatera jest to cios w plecy. Nie za bardzo poradzi sobie z rozstaniem. Znajomi namawiają go, aby wyjechał na Hawaje, gdzie się zresetuje. Wypad ten jest dość spontaniczny, a na miejscu okazuje się, że wylądował w hotelu, w którym przebywa jego była wraz ze swoim obecnym facetem. Aby tego nie było dość, to jeszcze okazuje się, że dostępny jest tylko jeden apartament, w którym noc kosztuje 6 tysi. Na pomoc przychodzi Rachel Jansen, recepcjonistka z hotelu. Daje ona Peterowi klucze do wspomnianego apartamentu i pozwala w nim mieszkać, pod warunkiem, że będzie go sprzątać. Tak oto zaczyna się samotna katorga bohatera. Szybko okazuje się, że ma on do wyboru dwie ścieżki: drogę smutku i żalu lub drogę radości. Ta druga związana jest z osobami mieszkającymi na wyspie oraz ze śliczną Rachel. W jej towarzystwie Peter zdaje sobie sprawę, jak bardzo błądził i że tak naprawdę nie kocha swojej byłej, a najlepsze chwile spędza ze wspomnianą hotelarką. Oczywiście, nic nie może być za proste. Jak to bywa w tego typu filmach – wszystko musi się komplikować.
„Forgetting Sarah Marshall” nie jest złym filmem. Jego plusem jest jego brak oczywistości i chociaż spodziewamy się idealnego zakończenia, to nie wiemy, czy naprawdę takie będzie. Humor tutaj nie jest może bardzo hardcore’owy, ale potrafi rozśmieszyć. Czy tak naprawę trzeba nam czegoś więcej?
