Marudzenie – blog popkulturowy

Piszemy o popkulturze – grach, filmach, książkach i muzyce

FILMY

My week with Marylin

ONA:

Podchodziłam do tego filmu kilka razy. Najpierw, zaraz gdy pojawił się w kinach, ale dość szybko zniknął, więc nie zdążyłam. Potem na ostatnich zakupach, w kiosku. Snułam się między regałami, wzięłam do ręki z jakimś szmatławcem, zastanawiając się, czy warto. Koniec końców namówiłam samą siebie. Szmatławiec zagościł w kibelku, a film w PS3, która służy nam do odtwarzania.

Absolutnie nic o tym dziele nie wiedziałam, nic nie czytałam. Dlatego też sama fabuła mocno mnie zdziwiła. Podejrzewałam, że będzie to klasyczna biografia. Tymczasem film Simona Curtisa to owszem, historia najsłynniejszej blondynki, ale opowiedziana z perspektywy młodego asystenta reżysera, a później dokumentalisty, Colina Clarka.

Młodzieniec, mając zaledwie 23 lata, chce wymknąć się rodzinnym konwenansom. Jego rodzice są wpływowymi ludźmi, a jemu marzy się kariera w kinie. Oczywiście, pracę dostaje, poniekąd dzięki uporowi, ale z dużą domieszką wpływów rodzinnych. Jego debiut, jako asystenta, zalicza przy filmie „Książę i aktoreczka”, który był kręcony w Londynie. Laurence Olivier i MM w rolach głównych. Marylin miała już pozycję gwiazdy, ale czy słusznie?

Oczywiście, jak łatwo się domyśleć można, Colin zakochuje się w MM. Trudno mu się dziwić. Piękna twarz, kobieca figura, sex appeal tryskający z każdego pora skóry. Młodziak traci głowę do świeżo poślubionej Arthurowi Millerowi – Marylin. A ta nie ma nic przeciwko temu…

Tak, to fabuła ckliwego romansidła, bez happy endu.

Tak, to kolejny film, który nudzi.

Ale!

Michelle Williams, która wcieliła się w rolę MM zagrała kapitalnie. Co prawda charakteryzatornia mogłaby nieco lepiej przyłożyć się do makijażu, ale podobieństwo między paniami widać. W ogóle dobrze było zobaczyć Williams w czymś, co nie jest „Jeziorem marzeń”, bo talent jest niewątpliwy. Sposób w jaki wykreowano Marylin pokazuje kim ta kobieta była. A była dziewczynka, która odrzucana w dzieciństwie, teraz pragnie miłości, kochania, podziwiania. Dziecko – infantylne, głupiutkie, bezbronne, w ciele sex bomby – to nie mogło się dobrze skończyć. Monroe ma zatem swoje fochy, notorycznie spóźnia się na plan, lubi z niego także uciekać. Ma swoją zaufaną mentorko-nauczycielko-przyjaciółkę, Paulę, która wmawia jej, że jest najzdolniejszą, najpiękniejszą, najcudowniejszą aktorką. W filmie pokazane jest jak krucha i jednocześnie bezwzględna była. Na śniadanie łykała garść prochów, które popijała alkoholem, potem kolejne na obiad, deser, by w końcu naszprycować się na noc, by zasnąć i znowu łykać inne rano, by się pobudzić. Potrzebowała ciągłych pochwał, a jakakolwiek próba krytyki kończyła się dołem, depresją i wyciąganiem jej z otchłani własnych urojeń i kompleksów. Cokolwiek by nie mówić o tym filmie – portret psychologiczny głównej bohaterki wypadł im rewelacyjnie.

W mojej opinii film jest obrazem na jeden raz.

A co do samej Normy Jeane… ona zagrała tylko jedną rolę dobrze. Najlepiej wyszła jej Marylin Monroe.

ON:

Co wiem o Marylin Monroe. Byłą blondynką, za którą oglądali się wszyscy faceci, zaśpiewała „Happy Birthday” Keneedy’emu, pozowała do Playboya, poza tym śpiewała i grała w filmach. Wiem też, że miała straszne problemy z narkotykami i alkoholem. Marylin była nieszczęśliwą kobietą, wszyscy traktowali ją jak laleczkę, słodką głupiutką dziewczynkę, którą można było wykorzystać, kiedy tylko się chciało. Czy Marylin była gwiazdą? Czy miała wielki talent? Nie mi to oceniać, ale na pewno była ikoną swoich czasów.

“Mój tydzień z Marylin” to historia o tym, co wydarzyło się na planie filmu „Książę i aktoreczka” z MM i Laurence Olivierem. W filmie tak na prawdę nie chodzi o samą historię powstawania tego dzieła, ale o stosunki między poszczególnymi osobami na planie oraz specyficznym romansie Marylin i młodego Colina Clarka. To właśnie młody Colin jest narratorem, historii, która zaczyna się od jego wyjazdu do Londynu w celu zdobycia upragnionej pracy w branży filmowej. Dzięki uporowi i sprytowi udaje mu się wreszcie zostać 3 asystentem reżysera. I tak rozpoczęła się jego przygoda na planie filmowym. Podczas tych dni, kiedy kręcono „Księcia i aktoreczkę” między młodym chłopakiem a Marylin zaczyna tworzyć się więź, która koniec, końców przeradza się w romans. Niestety w tej historii jak w całym życiu MM nie było happy endu. Młody Clark był po prostu chwilową zabawką dla Marylin, był tym, czym ona na co dzień jest dla innych.

Film niestety jest przeciętny, ale na uwagę zasługują dwie rzeczy.

Gra aktorska Michelle Williams, która wcieliła się w rolę Marylin Monroe. To, co zrobiła z tą rolą, to naprawdę majstersztyk. W idealny sposób zagrała tą smutną, zaginioną dziewczynkę, która była królową swoich czasów.

Zdjęcia, a może lepiej jak napiszę plastyka filmu. On był po prostu ładny. Wszystko – kolory, kadry, sceny były idealnie dopasowane. Dzięki temu mimo przeciętności film oglądało się naprawdę dobrze.

Jak dla mnie film na jeden raz.