ON:

W życiu każdego gracza przychodzi taki dzień, w którym w celu nabicia gamescore, odpali każdą grę, w której są achievementy. Tak ludzie małej wiary, Wy którzy nie wiecie o czym mówię w tej chwili, aczki to dla nas kult. Bez nich gra zaczyna tracić sens. My, łowcy gamescore, zatracamy się w kolejnym słabym tytule, tylko po to aby na naszej „xboxowej tablicy” pojawił się następny kwadracik symbolizujący ukończoną grę.  Wiem – dziwne zachowanie, śmieszne i może dla Was dziecinne, ale dla nas to jest cel, do którego uparcie dążymy.

Czasami jednak mimo, że odpalam tytuł dla dzieci, bawię się przy nim przednio, a zdobycie „calaka” nie jest takie łatwe, jak by się wydawało. Tak właśnie było z „Disney Universe”, prześliczną grą zręcznościowo – platformową, która urzekła mnie swoja grafiką od samego początku. Scenariusz jest prosty i podany tak, aby każdy dzieciak nie miał po nocach koszmarów. O, po prostu zły „wirus” wkradł się w różne światy (znane z filmów i bajek) i trochę w nich zamieszał. Dodatkowo w każdym z nich uwięził dwie postacie z uniwersum. Naszym zadaniem jest oczyszczenie kolejny etapów ze stworków, a na końcu każdego czeka na nas Boss, którego trzeba pokonać w specjalny sposób. Wszystko w kolorowej bajkowej konwencji, bez przemocy, z poczuciem humoru. Gra dla każdego dzieciaka. I pewnie by tak było, gdyby nie grindowanie, z którym nie poradzi sobie żaden brzdąc. Zdobycie najwyższych ocen na każdej planszy nawet mi czasem przysparzało lekkie kłopoty.

Jak wygląda przykładowy etap? Świat pierwszy, dostępny w grze, to „Piraci z Karaibów” – zaczynamy w Londynie. Nasz ludzik jest przebrany za jedną z postaci znanych z filmu. Każdy ze strojów może być modyfikowany, dzięki czemu zadajemy większe obrażenia i jesteśmy bardziej odporni. Musimy zbudować działo, przy pomocy którego „naprawimy” most. Przeskakujemy przez jego deski i uruchamiamy obrotowy mechanizm, odpowiedzialny za otwarcie drzwi do końca poziomu. Po drodze możemy znaleźć skrzynie z gwiazdką do upgrejdowania stroju, czy też maszynę wyzwań. Przypomina ona stary automat do gier (coś jak Galaga lub Space Invaders), a po jej uruchomieniu dostajemy zadanie. Np. zniszcz 30 wrogów, znajdź 10 paczek itd. Za wszystkie zadania dostajemy złote monetki (przypominające główki Myszki Mickey) i za nie możemy odblokowywać kolejne światy. A jest w czym wybierać: Piraci, Alicja w Krainie Czarów, Wally, Potwory i spółka oraz wiele innych. Dodatkowe oczywiście pojawiły się na XBL, ale nie są nam potrzebne do „calaka”. Jak pisałem wcześniej – gra jest śliczna, bajkowa, naprawdę świetnie zrobiona i mimo, że jest tytułem dla dzieci, bardzo dobrze mi się w nią grało. Jest idealnym odstresowywaczem, który w porcjach trwających po 30-40 min jest bardzo smacznym kąskiem. No i plus taki, że można grać jednocześnie w 4 osoby na jednej konsoli, co na pewno ucieszy tych, którzy mają dzieci.

Za cenę 79,90 naprawdę dostajemy przyjemną grę dla każdego. Warto.