Atomic blonde - recenzja1

Kiedy „Atomic blonde” pojawiło się w kinach, z jednej strony wszyscy mówili, że to świetny film, a od Charlize Theron nie da się oderwać oczu, a drudzy kpili, mówiąc, że gdy baby biorą się za takie kino, to niewiele z tego wychodzi. Cóż. Ja wreszcie obejrzałam i jestem mocno…

Atomic blonde – recenzja

ZACHWYCONA!
Serio! Powaliło mnie na kolana wszystko i to był film, który nie sprostał moim oczekiwaniom, o nie! On je przeskoczył, a mi dał gigantyczną frajdę po całym ciężkim dniu.

Dawid Leitch to podobno aktor, którego „aktorski” jest maleńki, a reżyserski – jeszcze mniejszy. Mieszkał w filmie „John Wick”, potem trafiła mu się ta atomowa blondyna, a w 2018 roku ma robić drugą część Deadpoola. Noooo, kolego! Dobrze to wygląda!

A jeśli chodzi o „Atomic blonde”, to fabuła osadzona jest pod koniec zimnej wojny. Dwie strony globu się nienawidzą jak cholera, a granica tej nienawiści postawiona jest w tych biednych Niemczech. Swoją drogą – to do dziś robi wrażenie, te resztki muru, Checkpoint Charlie…

Nasza blondyna, piękna, szczupła, wysportowana, to agentka MI6, która dostaje zlecenie. Ma odnaleźć zaginioną listę szpiegów. I jak to ze szpiegami bywa – nigdy nie wiesz kto ma Ci pomóc, a kto Ci śmiertelnie zagraża. Zaczyna się rozpierdziel, a twórcy wodzą nas za nos przez cały film. I to, w połączeniu ze świetną akcją i rewelacyjną muzyką, do której nie da się nie gibać, daje finalnie świetny produkt – film, do którego można wracać, który bawi i cieszy, i wciąga.

Poza tym, Charlize jest tu przepiękna i trudno skupić się na czymkolwiek innym, gdy ona pojawia się na ekranie.

Nie mogę powiedzieć o tym filmie, że to klasyczny odmóżdżacz, ale dla fanów wkręcającego kina akcji – dzieło świetne i warte obejrzenia.

Tagi: Atomic blonde – recenzja, filmy recenzja, marudzenie, blog popkulturowy, blog recenzencki, recenzje filmów