ONA:

Po filmie, który nazywany jest najgorszym, jaki kiedykolwiek powstał, postanowiłam odkupić winy i obejrzeć coś ambitniejszego. Padło na film Polańskiego „Gorzkie gody”. Oj, męczący to film, bardzo neurotyczny i straszni dłużący się… Ale bez wątpienia pasuje do gatunku „erotyczny”.

Cała historia rozgrywa się na dwóch płaszczyznach. Zaczynamy na statku, którym podróżuje para Brytyjczyków, Fiona (Kristin Scott Thomas) i Nigel (Hugh Grant). Ich długi związek stanął trochę w miejscu. I wtedy poznają drugą parę: amerykańskiego pisarza Oscara (Peter Coyote) i jego piękną, młodą żonę – Mimi (Emmanuelle Seigner). Mężczyzna jest sparaliżowany i porusza się na wózku. A Mimi dość szybko skupia na sobie wzrok powściągliwego Nigela. Apetyczna, pełna życia, zmysłowa i śliczna… Mieszanka wybuchowa… Co się dzieje dalej? Wydawać by się mogło, że w tym momencie wiesz już wszystko o tym jak potoczy się film. Ale wtedy wchodzimy w tę drugą płaszczyznę, która jest opowieścią Oscara o jego życiu z piękną kobietą. Poznali się w Paryżu i szybko zaczęli być parą. Ich związek wypełniony był przede wszystkim pożądaniem, zmysłowością, seksem. Ogień tlił się długo, ale zaczął przygasać…

Bez wątpienia „Gorzkie gody” to film bardzo dobry. Jest tu tajemnica, bohaterowie są „jacyś” i przede wszystkim mnóstwo tu emocji. Jest tu też dość ciekawy obraz „karmy”, losu, który potrafi być bardzo zdradliwy i odwrócić się od nas. Zwrotów o 180 stopni jest tu sporo. Opowieść Oscara jest bardzo zagadkowa i wciągająca, i właściwie ciągle zastanawiałam się, czy on to sobie wymyślił i po prostu omamia słuchającego go Nigela, czy mówi prawdę. Zresztą, te retrospekcje wydają się być najciekawszym elementem filmu, bo po prostu tam się coś dzieje, chociaż im dłuższy był związek Oscara z Mimi, tym bardziej on gasł i tak też to pokazane jest w filmie. W pewnym momencie zaczęło być nudno – ALE wtedy zaczęło dziać się coś na statku. Polański stworzył film bardzo zmysłowy, bardzo dziwny, bardzo erotyczny i niestety – na jeden seans. Tajemnica, która czeka na nas na końcu, jest tak mocna, tak intensywna, że każdy kolejny seans obdziera ją i ogranicza jej potencjał.

Stworzone na zasadzie „dualizmu” „Gorzkie gody” pokazują różne podejścia do życia, w praktyczne każdym jego aspekcie. Nie ma tu jednego bohatera, nie ma prostego i jednoznacznego wniosku kto jest dobry, a kto zły. Zdrada, krzywda, a po drugiej stronie przyjemność i nadzieja. Bez wątpienia to film o „niebezpiecznym” podejściu do życia, do ludzi, do seksu. Trudno mi było utożsamić się z jakimkolwiek bohaterem tego dzieła, ale byłam nim mocno zaintrygowana. Tylko tak jak wcześniej napisałam – w całym swoim potencjale, z zawoalowaniem i intrygą – ten film jest na raz.

ON:

Gorzki smak ludzkich fobii i pasji przeplata się w opowieści, którą podczas podróży statkiem snuje Oscar Benton. Oscar znajduje słuchacza w osobie Nigela Dobsona, młodego człowieka, którego małżeństwo zdaje się zatrzymać w miejscu. Snujący swoją historię, sparaliżowany mężczyzna robi w jakimś celu. W jakim? To wie tylko reżyser, który do samego końca bawi się z nami w wielką niewiadomą. Gorzki smak seksualnych podchodów pozostaje w gardle jeszcze długo po seansie.

„Gorzkie gody” Romana Polańskiego, to spokojna podróż do granic wytrzymałości ludzkiej seksualności. Gdy podczas morskiej podróży Nigel Dobson opuszcza na chwilę kabinę, w której odpoczywa jego żona i nie zdaje sobie sprawy, że kolejne dni będą erotyczną przygodą, z której ciężko będzie się wyrwać. Gdy Fiona Dobson śpi, on poznaje prześliczną Micheline „Mimi” Bouvier, kobietę, za którą wielu mężczyzn poszłoby w ogień. Mimi to typ łowcy, który subtelnie zakłada pułapki na swoje ofiary. Nic nieprzewidujący Dobson wpada w sieć. Nie trzeba czekać długo, by na scenie pojawił się sparaliżowany od pasa w dół Oscar Benton, były kochanek i partner Mimi. Zaczyna on opowieść, która hipnotyzuje Nigela. Mężczyzna staje się zniewolonym słuchaczem. Tak oto wraz z ciekawskim żonkisiem chłoniemy kolejne części historyjki, która staje się coraz to bardziej nieprawdopodobna. Wszystko zaczęło się od biletu autobusowego.

Związek Oscara i Micheline okazuje się być swoistą drogą przez piekło. Piękne poczatki ustępują powoli wzajemnej niechęci, a na końcu nienawiści, która przeradza się w sadystyczną miłość, która ma doprowadzić do załamania Bentona. Wyrachowana Mimi ma swoje powody, bo doprowadzić do momentu, w którym mężczyzna będzie miał dość swojej egzystencji. Wraz z biegiem opowieści, Nigel coraz to bardziej napala się na ciało pięknej Micheline, pragnie jej tak bardzo, że nie potrafi o niej zapomnieć. Nasuwa się pytanie ile w tym naturalnej „chemii”, a ile wyreżyserowanej przez kobietę pokusy. Gorzkie gody trwają…

Trzeba przyznać, że film Polańskiego ma coś w sobie, potrafi uwieść. Wszystko przez fantastycznie opowiedzianą historię Oscara. W jego słowach nie ma już goryczy, wydaje się, że pogodził się on ze swoim losem. Jakby nie patrzeć wydarzenia do których doszło, są wynikiem jego wcześniejszych decyzji. Dodatkowym atutem jest Emmanuelle Seigner, która potrafi być hipnotyzująca, szczególnie w niektórych scenach łóżkowych pokazuje jak ogromny seksapil wypełnia jej ciało.

„Gorzkie gody” to film przesiąknięty seksem oraz ludzkimi żądzami, których tak trudno nam się jest wybyć. Dobre, ale chwilami ciężkie kino.