ONA:
Jedną z większych tajemnic, których najpewniej nigdy nie pojmę, jest to, że Reese Whiterspoon jest laureatką Oscara. Nominowana była razem z Charlize Theron i z Judi Dench, ale to właśnie Reese zgarnęła złotą statuetkę za „Spacer po linie”. Nie jestem w stanie pojąć motywów, dlaczego to ją nagrodzili. No nie jestem i tyle. Dla mnie było w tym tyle samo sensu, co z twierdzeniu, że bez seksu można zajść w ciążę, chociaż właściwie na tym filarze oparta jest jedna z najpopularniejszych religii na świecie, więc może się zamknę.
W temacie „zły i dobry” na dużym ekranie zostało już powiedziane i pokazane wszystko, szczególnie, gdy bohaterami są mężczyźni. Lojalny i prawy policjant, do tego „ten zły”. Albo dobry gliniarz i niepokorny. Albo… a zresztą, sami wiecie jak jest. Można godzinami opowiadać o filmach, które stworzone są według tego schematu. I niech mnie kopnie pierwsza z brzegu feministka, ale muszę przyznać, że tego rodzaju kino jest dużo lepsze, gdy grają w nim faceci. Wyjątki można policzyć na jednej ręce. Ale cóż, widać ten jakże oklepany motyw, ciągle musi mieć wzięcie, skoro nadal tworzy się produkcje oparte na tym szablonie. Za robotę tym razem wzięła się Anne Fletcher, która ma na koncie jedną dobrą komedię („Narzeczony mimo woli”) i kilka rólek, ale nie łudźcie się, że znacie ją z jakiś wyjątkowych dzieł. Zwykle gra tancerkę, ekspedientkę bądź też kogoś, kto nawet nie jest wymieniony. W „Gorącym pościgu” główne role powierzono Whiterspoon i Sofii Vergara. Tą drugą znam z filmu „Chef” i z pudelka – walczy ze swoim ex o zamrożone jajeczka!
Cooper (Reese Whiterspoon) to niezbyt ogarnięta policjantka, która im bardziej się stara, tym gorzej jej to wychodzi. Usilnie próbuje trzymać się procedur, a tak naprawdę, to się za nimi ukrywa. Nie ma instynktu, nie ma umiejętności – typowy posterunkowy z polskich komisariatów, tylko bez brzucha (za to w podobnej bieliźnie). Ale dostaje zadanie – ma eskortować światka koronnego – apetyczną „żonę mafii”. Panie muszą zacząć ze sobą współpracować, jeśli chcą dotrwać do końca sprawy, czyli do napisów. A jak im wychodzi?
Podejrzewam, że miała to być lekka, śmieszna komedia, oparta na różnicy charakterów, wyglądu, zachowania, temperamentu, oczekiwań, bla, bla, bla. Co wyszło? No właśnie wyszło bla, bla, bla. Ten film nie jest ani dobry, ani śmieszny, a aktorkom, które w nim zagrały, radziłabym usunięcie go z filmowych życiorysów, szczególnie tej, która ma złoty posążek w domu, bo to po prostu wstyd i żenada. Nie ma w nim nic, co mogłoby go uratować, chyba, że komuś podobają się apetyczne, 40-letnie latynoski. Nie, nie i jeszcze raz nie.
ON:
Mam już swojego typa do nagrody na najnudniejszą i najbardziej nieśmieszną komedię 2015 roku. Jest nią zdecydowanie „Gorący pościg” w reżyserii Anne Fletcher. Pani reżyser chyba po prostu nie poradziła sobie z typowo męskim kinem – wsadziła do niego dwie nieogarnięte babki i stwierdziła, że to wystarczy. Niestety, rozrywki tu jak na lekarstwo, humoru jeszcze mniej, a gagi są śmieszne jak hemoroidy.
Scenarzystom i reżyserce zabrakło pomysłu i warsztatu, a wystarczyło poszukać w klasyce kina. Wystarczyło przecież obejrzeć takie hity jak „48 godzin” czy „Thelma i Louise”. To właśnie te klasyki pokazywały w idealny sposób, jak stworzyć dzieło śmieszne, trzymające w napięciu, a przede wszystkim bawiące publiczność. Widocznie Anne Fletcher lepiej radzi sobie z głupkowatymi komediami romantycznymi i filmem o tańcu. Co jest nie tak z „Gorącym pościgiem”? Wydaje mi się, że wszystko.
Zacznijmy od głównej postaci – młodej policjantki Cooper. Dupa wychowała się w policyjnej suce. Jeździła z ojcem po dzielnicy, uczyła się kodów na pamięć, nawet Mikołaja poznała na tylnej kanapie radiowozu. Cooper jest krawężnikiem. Jeździ swoim samochodem, patroluje ulice i sama chyba nie jest brana poważnie przez zbirów i resztę glin. Co z resztą widać. Kolejna gwiazda to grająca świadka koronnego Sofia Vargara. Właściwie nie ma się co do niej przyczepić, ma grać ładną kretynkę i robi to idealnie. Po tym jak mafia rozwala jej ukochanego, musi zabierać dupę w troki, a jej jedyną szansą jest właśnie Cooper. Teraz wyobraźcie sobie “Głupiego i głupszego” w damskim wydaniu. Problem jest taki, że w tamtym zestawie od początku wiemy, że mamy do czynienia z kretynami. W przypadku duetu z „Gorącego pościgu” pani policjant sili się na bycie twardzielką, a nie da rady przesadzić swojej dupy przez okienko w męskim kiblu. Nie wiem czy śmiać się, czy płakać, gdy wspominam te wszystkie „śmieszne sceny”. Po prostu przeraża mnie nieporadność, która jest żałosna, a nie śmieszna.
Dla mnie „Gorący pościg” to stracony czas, poświęcony na film, który wypalił cały swój potencjał. Gdy postawimy te dwie dziewczyny koło duetu z „The Heat”, to dostaną one mocnego klapsa, z którego się raczej nie pozbierają. Moim zdaniem szkoda czasu na to dzieło.
