ON:

Jack Black postacią barwną jest i basta. Tak samo wesołym człowiekiem jest niejaki Tim Shafer z Double Fine. Lemmy Kilmister pewnie też jest wesołym facetem, a poza tym całkiem ostro napierdziela w struny i drze ryja, zaś Ozzy Osbourne – the Prince of fucking Darkness, ma dziury w mózgu od prochów, które w ciągu swego życia wciągnął. Co ci panowie mają ze sobą wspólnego? Wzięli udział w najbardziej Heavy Metalowym projekcie konsolowym, jaki przyszło nam oglądaćBrütal Legend.

Opowieść zaczynamy od filmowego intro, w którym to Jack Black prowadzi nas do lokalnego, klimatycznego sklepu z płytami. Gdzieś tam na półce, pomiędzy innymi, leży zapomniany, dwupłytowy album zapisany na czarnych krążkach. Jack otwiera go i naszym oczom ukazuje się menu gry. W tym momencie rozpoczyna się przygoda. Wcielamy się w niejakiego Eddiego Riggsa (głos i posturę użycza mu pan Black), technicznego gównianej rockowej kapeli. Facet jest o wiele za dobry na tych patałachów, ale widocznie tak los chciał. Podczas jednego z koncertów Kabbage Boy, czyli kolesi, dla których pracuje, coś idzie nie tak. Jeden z grajków narusza wątłą konstrukcję sceny i tylko szybka reakcja technicznego ratuje mu życie. Niestety, swoją brawurę mężczyzna przypłaca własnym życiem. The End!

No dobra, to wcale nie koniec, to dopiero początek. Krew z rany skapuje na klamrę rockowego pasa Riggsa, coś się dzieje i na scenie pojawia się ogromna bestia rodem z okładek albumów Heavy Metalowych. Potem wszystko cichnie i budzimy się w jakiejś dziwnej świątyni. Kolesie w czerwonych płaszczach dość szybko zauważają, że mają nowego lokatora i wcale nie mają w stosunku do nas przyjaznych zamiarów. Na szczęście w nasze łapy wpada gitara-topór i szybko spacyfikujemy grupę akolitów. Od tej chwili zaczyna się krwawa jatka i rzucanie mięsem. Ponieważ mamy do czynienia z produkcją dla dorosłych graczy, nie będzie brakować flaków i faków! Gdy już wyjdziemy z cało z pierwszej opresji, na naszej drodze pojawi się piękna dziunia, która wprowadzi nas w realia świata, w którym się pojawiliśmy. Okazuje się, że jakimś cudem wylądowaliśmy w miejscu, w którym rządzi muzyka. Tu nie ma kompromisów! Po wielkim świecie przyjdzie nam przemieszczać się pięknym wozem o słodkim imieniu Deuce. A co będziemy robić? Walczyć z jednym złym i zastępami jego sługusów, przy okazji staniemy się bogami metalu. Tak, serio dążymy do swoistej boskości. Aby skopać tyłki milionów niejakiego Lionwhyte’a, nie możemy się lizać po pindorach. Wszelkie chwyty są dozwolone. Gra to specyficzny sandboks, więc dość szybko zauważymy, że nie ma to tamto, tylko wsiadamy w wózek, jedziemy natłuc pająki, z których nici zrobi się struny do gitary. Na tejże zabrzdąka Lemmy, wyglądający jak wycięty z obrazka. W pysku nieodłączna fajka, na głowie kapelusz, a z głośników usłyszymy jego głos. Mrauuuu! Jeżdżąc po świecie możemy ulepszyć nasz sprzęt. Robimy to w kuźniach. Lokalami tymi zarządza nikt inny, jak sam Książę pieprzonej ciemności! Komentarze Ozziego są fenomenalne i naprawdę potrafią kopnąć w jajka. Ogólnie cała gra przepełniona jest odniesieniami do współczesnego i trochę starszego metalu. Myślę, że nawet zatwardziali słuchacze ostrego grania będą mieli problem z odnalezieniem wszystkich smaczków.

Graficznie Brütal Legend nie jest wyjątkowy, ale prezentuje się ładnie. Wszystko jest lekko przerysowane, czasami wręcz rysunkowe. Świat, który przemierzamy składa się z rzeczy, jakie nie raz widzieliśmy na okładkach płyt z ciężką nutą. Mamy ołtarze, pół dziki, pół motocykle, dziwne stalowe konstrukcje, stwory i potwory wszelakie. Zebrane do kupy daję świetny efekt.

Muzyka i dźwięki to inna śpiewka. Komentarze Jacka Blacka są genialne, muza sącząca się z głośników ostra, a przygoda pikantna. Czego chcieć więcej? Fuck Yeahhhh!!!! Tak może zakrzyczeć każdy fan ostrego grania, bowiem nie znam tytułu, w którym znajdziemy 75 naprawdę ostrych kawałków.

Co tu dużo mówić? Nie jest to gra dla każdego. Jeśli jednak kochacie pokręcony humor, płyty, na których się więcej szczeka niż śpiewa i znacie ikony Heavy Metalu to jest to tytuł dla was.