ON:

Kilka dobrych miesięcy temu ogrywałem „LEGO: Lord of the Rings”, które wpadło w moje ręce z okazji wyprzedaży, zaoferowanej posiadaczom złotych kont Xbox Live. Wtedy wydawało mi się, że jest to najlepszy tytuł z serii LEGO. Czas jednak zdetronizować króla, okazuje się, że korona należy się najnowszemu dziecku ze stajni Traveller’s Tales.

Microsoft z okazji Świąt Bożego Narodzenia oraz nadchodzącego Nowego Roku postanowił zrobić niespodziankę graczom i przygotował dla nich szereg nowych wyprzedaży. Wśród przecenionych tytułów znaleźć można było także „LEGO: The Hobbit”. Ponieważ seria LEGO jest jedną z moich ulubionych, nie czekałem długo, aby ograć ten tytuł. Oczekiwałem podobnego poziomu, jaki oferowała poprzedniczka – nie zawiodłem się.

Zacznijmy od tego, że ta produkcja Traveller’s Tales jest praktycznie wiernym odwzorowaniem filmu Petera Jacksona. Ponieważ gra stworzona jest na licencji, możemy usłyszeć tutaj oryginalnych aktorów, którzy pojawili się w filmie. Rozgrywając kampanię wcielamy się w Hobbita Bilbo Bagginsa, który wyrusza na wyprawę. Ponieważ Hobbici są ludem, który nie przepada za przygodami, to tym bardziej dziwaczne jest, że Bilbo godzi się na plądrowanie góry pełnej skarbów, pilnowanej przez ogromnego smoka.

Praktycznie scena po scenie przyjdzie nam prześledzić przygody wesołej kompanii. Zaczynamy od podróży przez Bree, później spotkamy Trole, następnie będziemy uciekać przez mroczne korytarze zamieszkane przez Gobliny, a żeby nie było za łatwo będziemy musieli się odganiać od szczękoczułek i nogogłaszczek wielkich pająków z Mrocznej Puszczy. To tylko część przygód które nas czekają. Każdy fan serii LEGO będzie się tutaj czuł jak w domu. Zasada rozgrywki jest bowiem podobna jak w poprzednich częściach. Na początku, kiedy przechodzimy wątek fabularny, mamy do wyboru tylko kilka postaci, narzuconych z góry przez twórców. Niestety, nie mogą one dostać się w każde miejsce, nie otworzą wszystkich zamków i przejść. Co za tym idzie, nie odnajdą poukrywanych na każdym z leveli czterech rzadkich przedmiotów, jednego planu potrzebnego u kowala oraz dziesięciu części budowli. Aby ukończyć grę w 100% należy każdą z plansz przejść przynajmniej raz i zdobyć wszystkie opisane przedmioty. Dodatkowo musimy ukończyć wszystkie zadania, jakie znajdują się na głównej mapie Śródziemia, a trzeba powiedzieć, że jest ich od zaje…ia. Część z nich polega na zbudowaniu jakiejś struktury, inne wymagają od nas zwinnych palców, bowiem będzie czekał na nas tor przeszkód, jeszcze inne wymagają od nas przyniesienia określonego przedmiotu.

W grze pojawiło się sporo nowości. Przede wszystkim jest system craftingu, pozwalający nam budować różnego rodzaju bronie i budowle tylko wtedy, gdy mamy odpowiednie przedmioty, a te zdobywamy podczas wędrówek i wykonywania misji. Przykładowo, aby stworzyć pomost, potrzebujemy kamieni, desek, linek. Wszystkie te elementy na pewno gdzieś są dostępne, a najgorszym wypadku zawsze możemy odwiedzić handlarzy i wymienić to, co mamy na brakujący „stuff”.

Graficznie jest tak, jak w poprzednich częściach, czyli ładnie. Animowane ludziki często wywołają u nas uśmiech. Do dźwięku także nie ma się co przyczepić, bowiem ścieżka dźwiękowa jest licencjonowana, co za tym idzie – usłyszymy oryginalne dźwięki z opowieści o Hobbicie. Wydaje mi się, że poprawiono dwa drobiazgi, które irytowały we „Władcy Pierścieni”. Pierwszy to system kolizji, a drugi system zmiany postaci.

„LEGO: The Hobbit” jest chyba najbardziej rozbudowaną grą z serii LEGO. Dzięki nowym rozwiązaniom nie denerwuje i nie wkurza, a co najważniejsze nie nudzi. Jest to obowiązkowa pozycja dla każdego fana gier LEGO, a także dla osób lubiących prozę Tolkiena oraz jej jacksonowską adaptację.