ON:
Jak doprowadzić gracza do białej gorączki? Dać mu tytuł, który zapowiadał się fenomenalnie, a później spierdzielić w nim masę rzeczy, na koniec zaś dołożyć do niego achievementy tak bardzo wyjebane w kosmos, że nawet najwięksi twardziele przy nich wymiękają. Aby było jeszcze śmieszniej, tytuł później ściągnąć z rynku, ponieważ pojawiły się jakieś problemy z prawami autorskimi, czy innymi bzdetami. Panie i Panowie – dziś o jednej z bardziej frustrującej gier arcade, w jakie grałem – „The War of the Worlds”.
Ta luźno bazująca na „Wojnie światów” platformówka, zawała się być czymś wyjątkowym. Przed jej premierą wiele razy pojawiała się w zapowiedziach na marketplace, nie dziw, że w pewnym momencie jako fan powieści pokusiłem się na to dzieło. Z dłuższej perspektywy czasu muszę stwierdzić, iż był to błąd. Pewnie tej gry nigdy nie ukończę. Poziom trudności tego tytułu jest tak niesamowicie wysoki, że znam tylko jedną osobę, która go ukończyła.
Plusami „The War of the Worlds” jest na pewno narracja, która opisuje wszystko, co dzieje w danej chwili na ekranie. Monotonny, zmęczony głos głównego bohatera idealnie nadaje się na przewodnika, oprowadzającego nas po opanowanej przez najeźdźców ziemi. Chociaż może powinienem powiedzieć po opanowanym przez kosmitów mieście. Przemieszczając się z lewej strony ekranu na prawą musimy pokonać kolejne przeszkody i pułapki, musimy uniknąć śmierci, a wierzcie mi – w tej grze ginie się baaaardzo często. Po 40-tym, 50-tym razie mamy ochotę jebnąć padem i wyłączyć konsolę. Ja tak zrobiłem. Do „The War of the Worlds”podchodziłem już cztery lub pięć razy i za każdym razem moja przygoda kończyła się w tym samym miejscu. Na YT jest filmik pomagający przejść wszystkie levele, ale po jego obejrzeniu stwierdziłem, że chyba nie jestem aż tak zdeterminowany. Absurdalny poziom trudności achievementow jest wyższy niż w trialach z „Mirros Edge”, a to już jest wyjątkowe osiągnięcie.
Myślę, że usunięcie z rynku tego tytułu jest spowodowane nie prawami autorskimi, lecz ogromnym wkurzeniem graczy, którzy nie mogli sobie poradzić z tą grą. Tak czy inaczej, może to dobrze, bo więcej osób będzie spać spokojniej, nie będzie zrywać się z wrzaskiem w środku nocy, gdzy przyśni im się drugi lub trzeci level tejże gry. „The War of the Worlds” nie jest złe, to gra całkiem fajna, ale jej twórcy już teraz mają zaklepane miejsca w piekle, w dziale dla sadystów. Jeśli ktoś grał, to wie o czym mówię.
